W świecie gier planszowych i karcianych istnieję pewne tytuły, które albo się kocha albo nienawidzi. Wywołują masę emocji, sprzeczności, różnych kontrowersji i dyskusji. Z drugiej strony mamy gry proste, wręcz banalne, które zrozumie kompletny laik w tej tematyce. List miłosny, którego twórcą jest Seiji Kanai jest grą innego typu. To prosta gra karciana, którą każdy pokocha od pierwszego zagrania, przy czym, warto nadmienić, że większość graczy podchodziło do niej sceptycznie. Dlaczego?
Nadszedł czas na pierwszy unboxing. Jestem wielkim fanem prozy Lovecrafta, jego mitologii, sposobu pisania. Przeczytałem sporą część jego twórczości, więc każda gra, która opiera się na jego opowiadaniach ma u mnie dodatkowe plusy. Tak było z Arkhamem czy Eldritch Horror. Tak teraz jest ze Studium w szmaragdzie, grą, którą w Polsce wydało opolskie wydawnictwo Phalanx. Studium to opowiadanie Neila Gaimana, który sprytnie połączył trzy światy - prozę Lovcrafta, postaci z uniwersum Sherlocka Holmesa oraz XIX-wiecznej Anglii, która nadała temu wszystkiemu dodatkowego smaczku. Cóż mogłem zrobić po premierze gry? Zamówiłem ją, a teraz dzielę się z Wami jej zawartością. Zapraszam!


Do tej pory nie doceniałem gier kooperacyjnych. Sądziłem, że są nudne, pozbawione jakichkolwiek emocji, a bez negatywnej interakcji nie będzie dobrej zabawy. Zawsze wolałem komuś dokuczyć, zepsuć misternie układany plan niż razem coś działać i ratować świat przed kompletną zagładą. Jednak nie chciałem być laikiem w temacie gier kooperacyjnych, poza tym ten moment musiał nadejść. Szukałem czegoś lżejszego i niezbyt wymagającego. Tak oto zapraszam na recenzję gry, która jest idealnym rozwiązaniem dla wszystkich świeżaków w temacie gier kooperacyjnych.