[UNBOXING] Studium w szmaragdzie

Nadszedł czas na pierwszy unboxing. Jestem wielkim fanem prozy Lovecrafta, jego mitologii, sposobu pisania. Przeczytałem sporą część jego twórczości, więc każda gra, która opiera się na jego opowiadaniach ma u mnie dodatkowe plusy. Tak było z Arkhamem czy Eldritch Horror. Tak teraz jest ze Studium w szmaragdzie, grą, którą w Polsce wydało opolskie wydawnictwo Phalanx. Studium to opowiadanie Neila Gaimana, który sprytnie połączył trzy światy - prozę Lovcrafta, postaci z uniwersum Sherlocka Holmesa oraz XIX-wiecznej Anglii, która nadała temu wszystkiemu dodatkowego smaczku. Cóż mogłem zrobić po premierze gry? Zamówiłem ją, a teraz dzielę się z Wami jej zawartością. Zapraszam!




Okładka na pudełku zachęca do jego otwarcia :) Jest klimat, jest mrok, czyli wszystko czego fani Lovecratfa oczekują. Cthulhu rządzi!



Wnętrze również prezentuje się znakomicie. Dość długa instrukcja, która w większości przypadków rozwiewa wszystkie wątpliwości co do zasad, jednocześnie ukazująca konkretne przykłady rozgrywki. Jest kilka rzeczy, które mogą zafrapować niedoświadczonych graczy, ale o tym w recenzji.


W pudełku znajdziemy to, co lubię najbardziej, czyli dopasowaną, przemyślaną wypraskę, która zmieści wszystkie komponenty gry, nie rozwalając ich po całym pudełku. Wszystko jest poukładane i ma swoje miejsce :) Dodatkowe woreczki strunowe skutecznie porządkują masę drewnianych znaczników. Duży plus dla wydawcy!



Standardowej grubości plansza została utrzymana w dość osobliwych kolorach. Dużo tutaj zieleni i różu :) Co wcale jej nie uwłacza, wręcz przeciwnie, nadaje charakterystyczny klimat - gdy rozłoży się wszystkie znaczniki, karty to gra prezentuje się naprawdę dobrze. Wszystkie napisy oraz tory punktacji są wyraźnie oznaczone, brakuje tutaj jakichkolwiek,merytorycznych błędów. Mogą być małe problemy z jej czytelnością, jednak o tym przekonam się podczas kolejnych rozgrywek.



Karty w tej grze są dość.. osobliwe. Podzielone na miasta, arystokrację, karty graczy i tak dalej. Wszystkie mają określone znaczniki, które zostają dokładnie wyjaśnione w instrukcji. Mamy tutaj sporo postaci historycznych oraz literackich jak chociażby Sherlock Holmes, oczywiście nie mogło zabraknąć Przedwiecznych, w tym potężnego Cthulhu. Niektóre karty pod ich nazwą mają puste pole, nie możemy dzięki nim wykonać żadnych dodatkowych akcji, nie dają nam one też żadnych bonusów - takie miejsca aż proszą się o choćby malutką informację na temat danej postaci, mała rzecz, a nadaje dodatkowego klimatu. Ze względu na czarną obwódkę kart polecam od razu je zafoliować, tak ku przestrodze.


Tak prezentuje się całość: dużo drewna, sporo kart, jedna kostka oraz plansza. Wszystko wygląda ładnie. Jednak czy będzie to gra, po którą będę często sięgał? Sam chcę się o tym przekonać, więc dzisiaj wieczorem zasiadam do kolejnej partii, przecież w takie gry nie można grać za dnia, prawda?

Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz