Opowiem Wam pewną historię. Będąc małym brzdącem uwielbiałem grać w gry komputerowe. Czasy były takie, że na komunie kupiłem nowiutki komputer z 256 MB RAM-u, procesorem 1,1Ghz i kartą z 64 MB pamięci - szczyt marzeń i zazdrość kolegów. Godzin spędzonych przy różnorakich grach była na tyle ogromna, że nie potrafię wymienić wszystkich ulubionych gier z tamtych czasów. Kupę czasu spędziłem przy strategiach i erpegach. A gdyby tak przenieść to do świata realnego? Nie tyle, by na serio walczyć z krwiożerczymi bestiami i głupimi orkami, ale by na makiecie, na stole wykazać się swoim zmysłem taktycznym i zasłynąć wśród kolegów jako genialny generał.

Dzisiaj będzie co nie co o grze, która pochodzi z 1974 roku. Tak, moi Drodzy, Alex Randolph zaprojektował ją już kilkadziesiąt lat temu, jednak przez ten czas ani się nie zestarzała, ba! zyskała nowe oprawy. W Polsce wydało ją wydawnictwo Egmont pod nazwą Żółwie z Galapagos i choć sama gra nie jest niczym innowacyjnym, zachęca swoją mechaniką i powoduje mnóstwo emocji. Zainteresowani? Zapraszam na recenzję!

Gra roku 2005. Zdobywczyni ogromnej ilości nagród, niemiecki fenomen. Masa godzin spędzonych na rozgrywce. Tak można określić jedną najbardziej popularnych gier familijnych w Polsce i nie tylko. Catan to gra niezwykle prosta, przejrzysta, dająca dużo frajdy i emocji, które sięgają zenitu pod sam koniec rozgrywki. Gracze pokochali ją od samego początku i nie ma się im co dziwić. Potrafi nieźle wciągnąć, a godziny spędzone na rozwijaniu miasta wydadzą Wam się kilkoma chwilami i sami siebie zapytacie Kiedy to tak szybko zleciało?! Zapraszam na krótką, ale treściwą recenzję!


Są takie gry, które nadają się do zachęcania innych znajomych do grania i pokazania im, że planszówki to wcale nie chińczyk czy monopol, a bardzo bogaty świat, dający mnóstwo radochy i satysfakcji. 5 sekund to gra niezwykle prosta i intuicyjna, którą każdy opanuje w.. 5 sekund! Jeśli jeszcze nie mieliście okazji zagrać, zapraszam Was wszystkich do przeczytania tej krótkiej recenzji.


Gry imprezowe to pozycje, które w mojej kolekcji zajmują szczególne miejsce. Nie są tylko i wyłącznie do pokazania i wciągnięcia w hobby kolejne osoby, ale i pokazaniem, że gry planszowe to świetna zabawa, przy której można miło spędzić kilka godzin. Nadają się na spotkania ze znajomymi, kompletnymi amatorami czy rodzinne wieczory - każdy, bez wyjątku będzie się przy takich grach bawił wyśmienicie. Jak sprawdzi się gra, która nie jest innowacyjna, nie przedstawia żadnej nowej mechaniki, ale ma spory potencjał i daje mnóstwo frajdy, zwłaszcza w większym gronie? Zapraszam na recenzję gry "Tajniacy"!



Z grami planszowymi jest tak, że część z nich opiera się na magicznych postaciach, udziwnionych zasadach i są bardzo ładnie wydane, przez co ich cena często jest horrendalnie wysoka. Nie powiem, że nie ciągnie mnie do gier rodem z fantasy - kto nie chciałby choć na chwilę zostać potężnym magiem czy dzielnym rycerzem? Każda gra proponuje nam coś innego, odznacza się na tle innych swoimi zasadami, a niektóre mają tak dobrze skonstruowaną mechanikę, że można by było grać i grać. Kilkanaście dni temu miałem okazję pograć z kumplami w grę, w której walka nie była najważniejsza, a czas. Mimo że wstąpiliśmy do mrocznych lochów, to każdy unikał starć jak ognia, Jakie wrażenia mam po nieudanej wyprawie, kilku tragicznych zgonach i nieustającym przeczuciu, że nie mam czasu? Zapraszam Was na recenzję gry DungeonQuest: Smocze Lochy.

W życiu każdego planszówkowego maniaka przychodzi taki czas, kiedy nie ma on ochoty na wieczór z ciężkimi tytułami, a niewymagającą, lekką i szybką rozgrywkę. Takich gier, typowo imprezowych, zręcznościowych jest naprawdę sporo, jednak wydawnictwo Egmont wydało w ostatnim czasie ciekawą grę zręcznościową, w której najważniejsza jest pewna ręka i stalowe nerwy. Mogłoby się wydawać, że takie gry są na jedną, maksymalnie dwie partie po czym wrócą z powrotem na półkę. Zlot Pingwinów, bo o tej grze będzie dziś mowa to gra, która jest prosta, szybka i lekka. A na dodatek wciąga jak diabli.