Kiwi. Leć nielocie, leć!


Kiwi to mały, włochaty, ale bardzo smaczny owoc.. Wróóóć! Przecież to bardzo mały ptak, właściwie nielot, którego można spotkać tylko w jednym miejscu na Ziemi - w Nowej Zelandii. Zwierzaki o bardzo słabym wzroku, jednak wspaniałym węchu, dzięki któremu zdobywają pożywienie. Wyglądem przypominają nieco owoc o tej samej nazwie i ciekawy jestem co było pierwsze - zwierzę czy owoc? :) Wydawnictwo Egmont postanowiło spełnić jedno z życzeń tych małych nielotów - wzbić się w powietrze i poczuć wiatr w skrzydłach. Jak tego dokonać? Dzięki katapultom. Zapraszam na recenzję gry Kiwi. Leć nielocie, leć!

W pudełku znajdziemy krótką instrukcję, która szybko i przejrzyście tłumaczy wszelkie zasady. Czas na trochę kartonu: katapulty, które musimy złożyć wyglądają porządnie, zwłaszcza gumki, które, na szczęście nie są zwykłymi recepturkami. Żetony są dobrze wydrukowane i nie mam się do czego przyczepić. Ciut gorzej prezentuje się ramka,  którą sami składamy - myślę, że przy większym użytkowaniu może ona po prostu się zepsuć. Całość dopina plansza, gdzie będziemy wstrzeliwać nasze żetony.

Jak grać? Bardzo prosto! Wewnątrz pudełka składamy planszę, czyli podzielone na ... kwadratów pole, do których będziemy wrzucać żetony. Każdy z z graczy otrzymuje jedną katapultę, 10 żetonów kiwi w jednym kolorze i właśnie w tym momencie możemy zaczynać grę. Wszyscy gracze, jednocześnie zaczynają wystrzeliwać swoje żetony do pudełka - w chwili, gdy komuś uda się umieścić swoje żetony w kwadracie 2x2 zagrody krzyczy KIWI! i gra się kończy - ten gracz zwyciężył. Jeśli jednak nikomu ta sztuka się nie udała, a nie ma już żadnych żetonów, wtedy porównujemy liczbę żetonów w poszczególnych kolorach i gracz, który ma ich najwięcej na wierzchu wygrywa. W razie remisu wyciągamy wszystkie żetony i liczymy, których jest najwięcej bliżej wierzchu.


Prostota zasad kłuje w oczy, chyba jeszcze nie spotkałem się z grą, która oferuje tak banalne zasady i jednocześnie tak dużo zabawy. W grę mogą zagrać wszyscy, dorośli, dzieciaki, rodzice, nawet dziadkowie, gwarantuję Wam, że każdy będzie zachwycony i chciał zagrać jeszcze raz i jeszcze raz. Wniosek nasuwa się sam - Kiwi. Leć nielocie, leć!, to typowa gra rodzinna, dzięki której możemy zarazić miłością do gier planszowych kolejne osoby.

Przyznam, że w Kiwi. Leć nielocie, leć! graliśmy w maksymalnym składzie znajomych studentów i za każdym razem emocje stały na wysokim poziomie. Pierwsze rozgrywki był naprawdę chaotyczne, zwłaszcza, gdy któryś z graczy wystrzelił żeton na drugi koniec pokoju i musiał szybko po niego pobiec i jeszcze szybciej wystrzelić z powrotem. Kolejne partie były już mniej chaotyczne, z prostego powodu - każdy nauczył operować się katapultą i potrafił wstrzelić Kiwi tam gdzie chciał, co wcale nie umniejszyło zabawy płynącej z rozgrywki.


Co mnie boli najbardziej to niedostatecznie wysokie pudełko, czego wynikiem jest niedomykanie się pudełka. Za każdym razem musimy składać całą konstrukcję i chować do pudełka, inaczej przy pozostawieniu rozstawionych zagród, pudełko się nie domknie. Już teraz widzę po elementach zagrody ich zużycie, nawet nie chcę myśleć co będzie za kilkanaście partii do przodu. Na szczęście reszta komponentów prezentuje się dobrze, gumki, dzięki którymi strzelamy żetonami nie są zwykłymi recepturkami i nie będą się tak szybko niszczyć jak te w Przebiegłych Wielbłądach.

Kiwi. Leć nielocie, leć! to typowy filer, gra którą można wziąć na spotkanie ze znajomymi, na weekendowy wypad czy dłuższą wycieczkę. Świetnie sprawdzi się w każdym gronie - nie jest mózgożerna nie wymaga od nas minutowych przemyśleń. Nie ma co kombinować nad taktyką i obserwować przeciwników. W tej grze chodzi tylko i wyłącznie o dobrą zabawę i kolejne salwy śmiechu. Niektórzy z moich graczy wymieniali wśród jej zalet jeszcze jedną rzec - dzięki katapultom można napsuć krwi innym graczom i zamiast do zagrody strzelać prosto w nich. Oczywiście z pełną ostrożnością, tak by całe zdarzenie było tylko kolejnym powodem do śmiechu.


Zanim przejdę do podsumowania dam Wam małą radę, nie grajcie w Kiwi. Leć nielocie, leć!, z typowymi growymi cwaniakami, dla których liczy się tylko zwycięstwo. Taktyka dla takiego gościa w tej grze to celowe zwalnianie przed strzałami i obserwowanie co dzieje się na planszy, wtedy specjalnie strzeli sobie tam gdzie chce. Nie dość, że ciężko to zaakceptować, to ktoś taki po prostu psuje reszcie graczy całą rozgrywkę. 

Cóż mogę więcej powiedzieć? Kiwi. Leć nielocie, leć! zaskoczyła mnie niezwykle pozytywnie. Na pewno będę często ją wyciągał przed cięższymi grami, tak by reszta graczy mogła się odstresować. Banalne zasady, absurdalność rozgrywki, ogromna ilość śmiechu i jeszcze większa dobrej zabawy. Polecam!

Za przekazanie gry do recenzji serdecznie dziękuję

www.krainaplanszowek.pl


Data wydania 2016
Liczba graczy 2-4
Sugerowana liczba graczy 4
Czas gry 5-15 minut
Sugerowany wiek min. 5 lat
Polski wydawca Egmont
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz