Dino kontra dino - recenzja

Jako młody dzieciak uwielbiałem dinozaury. W jakiś sposób fascynowały mnie, uwielbiałem się nimi bawić i niszczyć wszystko co tylko spotkało je na drodze. Nie znałem wszystkich ich rodzajów i gatunków, jednak dzięki grze wydawnictwa Granna, Dino kontra Dino miałem okazję cofnąć się do tych fajnych lat dzieciństwa i jeszcze raz poczuć w sobie dziecko. Zapraszam na recenzję.


Co w pudełku? Krótka instrukcja jak grać - prościutkie zasady wytłumaczone w przejrzysty sposób. Karty wydarzeń, do których będziemy zagrywać dinozaury, karty tytułowych dinozaurów, 45 rodzajów. Do tego drewniana figurka stwora oraz co najbardziej interesujące dla najmłodszych - plakat!


Jak gramy? Każdy z graczy dostaje 3 karty z dinozaurami. Na każdej z nich widnieje podobizna stwora, i jego cechy w skali 1-5: drapieżność, szybkość, adaptacja i rozmiar. Jeden z graczy otrzymuje również drewnianą figurkę. Na początku tury wybieramy jedno z wydarzeń, ikoną do dołu. Gracz z figurką czyta jego nazwę oraz pozostałe informacje. Zadaniem graczy jest takie dopasowanie dinozaura z ręki by jak najlepiej odnalazł się w rozpatrywanym wydarzeniu. Gdy każdy z graczy już to zrobi, odsłaniamy kartę wydarzenia i dinozaur z najwyższą, wymaganą cechą wygrywa, a gracz który go wyłożył zyskuje drewniany znacznik oraz kartę wydarzenia. Po tej turze wymieniamy karty na nowe, aż do wyczerpania talli dinozaurów. Kto uzbiera najwięcej kart wydarzeń, wygrywa.

Nie da się zaprzeczyć, że Dino kontra Dino posiada duże walory edukacyjne. Dzieciaki z chęcią sięgną po coś z dinozaurami, dowiedzą się o nich czegoś ciekawego. Dodatkowo, całość dopełniają niezłe rysunki stworów. Dla dzieci na pewno będzie to świetna zabawa, jednak dla graczy ciut bardziej zaawansowanych będzie to prawdziwa męczarnia. 



Dino kontra Dino została tak opracowana, by zniechęcić do gier planszowych. Miało być łatwo i zabawnie, jednak coś poszło nie tak i dostaliśmy przeciętny produkt. Mechanika gry to po prostu wojna, jednak z większymi ułatwieniami. Samo wykładanie kart jest niezwykle losowe. Dopasowanie dinozaura do wydarzenia powinno być intuicyjne, zgodnie z kartami wydarzeń. Po kilku próbach gier, można dojść do wniosku, że losowość jest jeszcze większa.


Z kart wydarzeń nie idzie wywnioskować jaka cecha może być wymagana. Co z tego, że mamy określone zjawisko, gdy nasze myślenie kompletnie nie zgadza się z autorem. Nie dość, że losowo dobieramy karty i je wykładamy, to walczymy z grą. Dodajmy do tego pozbawioną sensu zasadę remisów - w takiej sytuacji wygrywa gracz, który posiada drewnianą figurkę lub osoba siedzącą najbliżej niej. Można to było zaprojektować inaczej. Na sam koniec - odrzucanie kart po jednej rundzie. Możemy mieć dużo szczęścia i wylosować naprawdę dobre karty, jednak po jednej turze musimy je odrzucić i wylosować nowe. Gdzie tutaj zabawa?


O regrywalności również niewiele można powiedzieć. Ona po prostu nie istnieje - poznanie wszystkich kart to dwie, trzy rozgrywki, zwłaszcza, że karty wydarzeń są numerowane. I już możemy liczyć na dobre karty dinozaurów, by dopasować je do odpowiednich wydarzeń. Nuda.

Tak naprawdę, największą radochę z Dino kontra Dino będą mieli prawdziwi fani dinozaurów. Dzieci, zwłaszcza chłopcy z chęcią nauczą się czegoś nowego, poznają różnorodny świat tych pradawnych stworów. Jednak jest to gra na kilka partii, po czym ze spokojnym sumieniem można odłożyć ją na najwyższą półkę w pokoju.



Data wydania 2015
Liczba graczy 2-4
Sugerowana liczba graczy 3-4
Czas gry 15 minut
Sugerowany wiek min. 6 lat
Polski wydawca Granna
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz