Smoczy Wyścig - recenzja


Graczom, wszelakiej maści, smoki kojarzą się raczej z niebezpiecznymi stworami, z którymi możemy mierzyć się w finałowej walce na samym końcu gry. Smoki od dawna to symbol potęgi, wolności i ogromnej wiedzy. Sięgając po pudełko z grą Smoczy Wyścig dostrzegamy, że te przerażające stwory przedstawiono z goła inaczej - klimaty baśniowe wyzierają z okładki, a stworzenia te są sprowadzone do roli miłych pupili. Czy to może się udać? Zapraszam na recenzję.

W mniejszym od standardowej wielkości pudełku znajdziemy karty smoków, płytki planszy, karty trofeów, płytki bohaterów oraz drewniane znaczniki smoków. Wszystkie grafiki są utrzymane w tej samej kompozycji – lekkie, baśniowe, przypominające bajki dla dzieci, gdzie smoki to przyjacielskie stworzenia o spokojnym charakterze. Od razu sprostowanie: nie jest to infantylne! Od razu rzuca się w oczy dopasowana do zawartości wypraska, która trzyma wszystkie komponenty w jednym miejscu, dzięki czemu nie latają one samowolnie po pudełku. Instrukcja jest napisana trochę chaotycznie, przez co pierwsza rozgrywka upłynie nam pod znakiem poznawania mechaniki i zasad Smoczego Wyścigu. 


Każdy z graczy wciela się w trenera smoków, którego zadaniem jest prowadzenie swoich podopiecznych po kolejnych krainach planszy. Jak już wspomniałem zasady gry są zawiłe tylko na początku i tak naprawdę po przygotowaniu rozgrywki i jej rozpoczęciu wszystko stanie się przejrzyste i proste. Przygotowanie gry w skrócie: dzielimy karty smoków według poziomów, rozkładamy płytki, tworząc niepowtarzalną planszę, losujemy bohatera oraz smoki. Każda tura prezentuje się następująco:

  • Odkrywanie – gracze odkrywają kafelek planszy, przy okazji dokładając smoki przynależne do tego terenu
  • Dobieranie – serce gry, czyli gracze za pomocą draftu dobierają karty smoków
  • Lot – czyli dokładamy dobrane karty do naszych startowych smoków w taki sposób, by mogły polecieć jak najdalej
  • Turbo – podliczamy karty z danego terenu, wszystkie po kolei – kto ma ich najwięcej otrzymuje bonus do ruchu

Smoczy Wyścig kręci się wokół drugiej fazy, czyli draftu, gdzie możemy dobrać potrzebne karty i znacząco przegonić resztę towarzystwa. Dostajemy pulę kart do ręki, wybieramy jedną i przekazujemy dalej, i tak do momentu gdzie braknie kart. Nie jest to nic odkrywczego, jeśli ktoś grywał w gry oparte na tej mechanice, nie zobaczy nic innowacyjnego. Z drugiej strony Smoczy Wyścig z założenia to gra familijna, przy której nawet dzieciaki muszą się dobrze bawić, a cóż może być lepszego od zbierania własnej drużyny smoków?

Z innych elementów gry na uwagę zasługuje podmiana smoka. Jeśli mamy na ręce smoka, który jest lepszy od tego startowego, możemy go podmienić, niejako go ewoluować i cieszyć się lepszą drużyną smoczych podopiecznych. Dlatego tak ważne jest przemyślane branie kart w drugiej fazie - jeśli popełnimy błąd, nasza drużyna może zostać w tyle. Drugi element to karty ataków, czyli to co wielbiciele negatywnej interakcji lubią najbardziej. Mogą się jednak bardzo zawieść - atakowanie innych graczy należy do rzadkości i nie miałem zbyt wielu okazji by wykorzystać ten rodzaj kart. W założeniu gry są to swoiste karty utrudniające wsparcie smoka przeciwnika, jednak nic poza tym. Trzymając się jednak konwencji gry familijnej, w którą mogą grać dzieci od 6 roku życia, nie może być ona zbyt krwawa i brutalna.


Przy pierwszej partii w Smoczy Wyścig występuje swoista fascynacja i oczarowanie – piękne karty, baśniowe grafiki, całość utrzymana w zgranej konwencji. Nastrajamy się na szybki, pasjonujący wyścig, jednak po kilku partiach dociera do nas, że rozgrywki są nużące i powtarzalne. Każda runda wygląda tak samo – odkrywamy płytkę terenu, dobieramy karty, lecimy, turbo. Nie ma żadnych kart, które w choć najmniejszym stopniu zmieniłyby grę, postawiły przed graczami jakiekolwiek wyzwanie. Najbardziej męczy  faza turbo, zwłaszcza pod koniec gry, gdzie mamy już sporo kart, większość terenów jest odkryta, a my musimy liczyć wszystkie zebrane karty, porównywać ich ilość i to dla każdego terenu. Nuda. To znacząco opóźnia i spowalnia grę, przez co aura wyścigu i podniebnych lotów gdzieś ucieka.

W grze mamy do wyboru 12 postaci – daje to obraz gry, w którą zagramy kilkanaście razy. Dodatkowo, każda z nich ma swój własny, unikalny talent, co znacząco poprawia jakość rozgrywki. Niestety, tutaj również znajdą się jakieś wady – podczas rozgrywki mocno dają się we znaki te silniejsze postaci, podczas gdy ja, grając tą słabszą nie mogłem nic zrobić by poprawić sobie komfort rozgrywki. Może to być uciążliwie zwłaszcza, gdy gracie z dzieciakami. Tor, po którym będziemy się ścigać to 10 z 12 płytek, przy czym 4 narożne pozostają niezmienne. Gwarantuje to nam różnorodność każdej rozgrywki, bo pozostałe płytki mogą pojawiać się w różnych miejscach oraz konfiguracjach! Co więcej, nigdy nie wiemy co za chwilę się pojawi i o jakie smoki będziemy rywalizować. To właśnie czyni Smoczy Wyścig grą, którą z półki zdejmiemy więcej niż kilka razy. 


Jeśli chodzi o skalowalność, w instrukcji znajdziemy informację, że w Smoczy Wyścig można grać od 2 do aż 8 osób (sic!), przy czym by grać w większym niż czteroosobowym gronie musimy posiadać drugi egzemplarz gry. Grałem w 2, 3 i 4 osoby i mogę śmiało powiedzieć, że najlepiej grało mi się w maksymalną ilość osób przy jednym egzemplarzu Smoczego Wyścigu. Przy dwóch graczach odrzucamy karty ataków i po prostu się ścigamy, mając wokół siebie dużo miejsca. Przy 4 osobach dało się wyczuć w towarzystwie atmosferę wyścigu, że jednak o coś walczymy. Na planszy było ciasno, draft faktycznie spisywał się bardzo dobrze. Nie wyobrażam sobie jednak rozgrywki w 6-8 osób, zwłaszcza tej nieszczęsnej fazy turbo – cała rozgrywka trwałaby zapewne powyżej 2 godzin.

Muszę przyznać, że pierwsze partie w Smoczy Wyścig dawały mi dużą frajdę. Mechanika draftu, którą bardzo lubię, świetne grafiki, niepowtarzalność planszy, no i smoki! Kto ich nie lubi? Smoczy Wyścig to porządna gra familijna, idealna do gry z dzieciakami, które w mig załapią atmosferę gry. Klimat mogą psuć pewne opóźnienia związane z fazą turbo oraz zasady, które na początku, zwłaszcza planszówkowym amatorom mogą sprawić lekkie trudności. Dla już doświadczonych graczy, nie będzie to nic innego jak zwykły wyścig z draftem z dobrymi grafikami. Jeśli chcecie namówić kogoś do gier planszowych, Smoczy Wyścig będzie bardzo dobrym rozwiązaniem.



Data wydania 2016
Liczba graczy 2-4
Sugerowana liczba graczy 3-4
Czas gry 30-120 minut
Sugerowany wiek min. 6 lat
Polski wydawca Ogry Games

Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz