Ora et Labora - módl się i pracuj, a będzie Ci dane.


Zagrać w Ora et Labora chciałem już bardzo długiego czasu, jednak ile razy otwierałem pudełko z grą, tyle już na samym początku odstraszał mnie chaos w instrukcji. W końcu się przemogłem i razem z kumplami siedliśmy nad tym skomplikowanym tekstem i spróbowaliśmy swoich sił. Efekt znajdziecie poniżej.


W prostokątnym pudle znajdziemy naprawdę sporo różnych elementów. Na starcie razi kompletny brak jakiekolwiek wypraski. Instrukcja, jak już pisałem to istny bałagan - kilka różnych kartek, dużo tekstu, jakieś przykłady, tutaj obok jakaś chmurka, tutaj grafika człowieka w okularach - jest naprawdę paskudnie, chaotycznie i odstraszająco, dlatego najlepiej usiąść do Ora et Labora z kimś, kto już rozegrał kilka partii. Uwe nie zawodzi i tym razem, czego efektem jest ogrom żetonów, które wprost wysypują się z pudełka - niezmiernie ucieszyło mnie dołożenie przez wydawcę dodatkowych woreczków strunowych by jakoś to po swojemu poukładać. Każdy z graczy otrzymuje planszę z nadrukowanymi 3 kartami budynków - są one dość cienkie i łatwo się wyginają. To samo można powiedzieć o kartach, dodatkowo są ciut za małe do stosunku informacji na nich zawartych. Ostatni element gry to dwustronne koła, z których będziemy zabierać różne surowce. 

   Zagrać w Ora et Labora chciałem już bardzo długiego czasu, jednak ile razy otwierałem pudełko z grą, tyle już na samym początku odstraszał mnie chaos w instrukcji. W końcu się przemogłem i razem z kumplami siedliśmy nad tym skomplikowanym tekstem i spróbowaliśmy swoich sił. Efekt znajdziecie poniżej.   W prostokątnym pudle znajdziemy naprawdę sporo różnych elementów. Na starcie razi kompletny brak jakiekolwiek wypraski. Instrukcja, jak już pisałem to istny bałagan - kilka różnych kartek, dużo tekstu, jakieś przykłady, tutaj obok jakaś chmurka, tutaj grafika człowieka w okularach - jest naprawdę paskudnie, chaotycznie i odstraszająco, dlatego najlepiej usiąść do Ora et Labora z kimś, kto już rozegrał kilka partii. Uwe nie zawodzi i tym razem, czego efektem jest ogrom żetonów, które wprost wysypują się z pudełka - niezmiernie ucieszyło mnie dołożenie przez wydawcę dodatkowych woreczków strunowych by jakoś to po swojemu poukładać. Każdy z graczy otrzymuje planszę z nadrukowanymi 3 kartami budynków - są one dość cienkie i łatwo się wyginają. To samo można powiedzieć o kartach, dodatkowo są ciut za małe do stosunku informacji na nich zawartych. Ostatni element gry to dwustronne koła, z których będziemy zabierać różne surowce.     Nie chce Was zanudzać opisem zasad, dlatego postaram się je rozpisać w skrócie. Ora et Labora oferuje trzy warianty gry: irlandzki, francuski oraz krótki. Pełny wariant gry składa się z 25 rund, przy czym każda runda to tura każdego z graczy + dodatkowa runda gracza rozpoczynającego. Wariant krótki składa się z 13 rund. Naszym celem jest zdobycie jak największej ilości punktów, które otrzymamy za wybudowane budynki i produkowane dobra.    Gracze w swojej turze mogą wykonać jedną z 3 dostępnych akcji:       wysyła jednego ze swoich mnichów do budynku, by wykonać w nim jakąś akcję.Jeśli nastąpiła produkcja jakiegoś surowca, odpowiedni znacznik na kole produkcyjnym przesuwamy na zero, co oznacza, że w tej rundzie nikt inny nie może wyprodukować tego surowca.     drugą akcją jest wykarczowanie lasu lub wydobycie torfu. Gracz zbiera ze swojej planszy odpowiednią kartę oraz przesuwa znacznik na kole produkcyjnym     ostatnią akcją jest akcja budowy. Każdy z budynków wymaga odpowiedniego terenu, mogą to być wzgórza, równina, morze, itp.   Problemy z Ora et Labora zaczynają się już od samego początku. Jak już wspomniałem wyżej, pierwszą grę najlepiej rozegrać z kimś, kto ma za sobą kilkanaście partii. Ja siedziałem wraz z kumplami i męczyliśmy tekst by cokolwiek zrozumieć. Po pudełku latają kartki, kompletnie nie poukładane, jedna dotycząca przygotowania gry, inna o całej rozgrywce, inna o poszczególnych rundach.. uff! To nie koniec. Ora et Labora jest brzydka. Najbrzydsza gra jaką widziałem. Całość jest utrzymana w jakiejś, graficznej koncepcji, jednak dla mnie jest on zbyt chaotyczna. Kolorowo i nijak. Karty są za małe, jest na nich zbyt duża ilość informacji - ciężko się je rozczytuje, przez co pierwsza partia dłużyła się niemiłosiernie. Jakość wykonania również nie jest najlepsza - cienkie karty, które trudno wkłada się do koszulek, planszetki graczy również są bardzo cienkie. Wszystko się rusza, trzeba bardzo pilnować kart by nie poruszały się po całej planszy. Pierwszą partię, najchętniej odrzuciłbym w zapomnienie. I jeszcze jedna rada na koniec tego narzekania - nie wpinajcie ramienia kieratu zbyt mocno w koła, później, przy demontażu mogą być z tym problemy.    Ora et Labora, mimo prostych zasad rządzących grą, ma wysoki próg wejścia. Początkujący gracze mogą z chęcią zasiąść do rozgrywki, po usłyszeniu zasad tylko się uśmiechną, jednak by czerpać jakąkolwiek przyjemność z gry i poznać jej świetną mechanikę trzeba poznać karty budynków. Bez tego gra jest, moim zdaniem, bez sensu. Trzeba wiedzieć i być zdecydowanym na zakup danego budynku, ogarniać jakie dobra produkuje i kiedy, z jakimi budynkami tworzy ciekawe zależności, które dadzą nam więcej punktów. Na papierze wygląda to prosto, jednak po kilkunastu minutach gry zaczynają się schody, a gra znacząco się wydłuża. Chaotyczne stawianie budynków, które akurat w danym momencie dają dużo punktów nie przyniesie w przyszłości żadnych dodatkowych profitów, a to w Ora et Labora wartość znacząca - ponad połowa punktów na koniec gry pochodzi od postawionych budynków i kombosów.      Gra oferuje zabawę już od 1 do 4 graczy. Wariant pełny, 25 rund, w czterech to minimum 3 godziny gry. Pierwsze partie na pewno będą o wiele dłuższe. Nie da się ukryć - Ora et Labora jest grą długą, do której trzeba mieć bardzo dużo cierpliwości. Jeśli macie w gronie swoich znajomych gracza, który lubi móżdżyć i zastanawiać się nad każdym ruchem, pod żadnym pozorem nie pokazujcie mu tej gry! Również przy wariancie dwuosobowym pojawiają się znaczące przedłużenia, a to z bardzo prostej zasady - gra kończy się w momencie, gdy do kupienia zostaną 3 budynki. Jeśli komuś faktycznie zależy na wygranej, nie będzie kupować kart pod sam koniec rozgrywki, byleby rozwinąć swoją wioskę jak najlepiej.   Ora et Labora jest grą pozbawioną losowości. Nie ma tutaj ukrytych kart zdarzeń, kostek i innych elementów wpływających na losowość rozgrywki. Każdy z graczy dokładnie widzi co dzieje się na planszy, jakie ma ruchy, co może zrobić, czy dany surowiec może wyprodukować, czy budynek faktycznie jest warty postawienia. Rozgrywki nie różnią się od siebie w sposób znaczący - mamy dwa warianty do wyboru, jedyna różnica między nimi to produkowane surowce. Po kilkunastu partiach zaczyna razić kompletny brak urozmaicenia rozgrywek - śmiało można obrać sobie ulubioną taktykę i grać według jej zasad. A z tego punktu droga do nudy jest bardzo prosta i krótka.    Co nie zmienia faktu, że Ora et Labora jest grą z mnóstwem możliwości - możemy po kolei skupiać się na wybranych elementach rozgrywki. Gra oferuje sporo dróg do końcowego zwycięstwa, jednak można je poznać w kilka partii. Cieszy również negatywna interakcja, która nie kończy się na podbieraniu surowców. Tutaj możemy wyraźnie odczuć brak jednego z mnichów. Surowce, które można zdobyć są tak naprawdę dostępne cały czas - nie zdarzyło mi się jeszcze bym nie mógł wyprodukować danego dobra akurat w momencie gdy był mi najbardziej potrzebny.   Ora et Labora nie jest grą łatwą. Musicie się z nią porządnie zaznajomić, opanować mechanikę, zobaczyć jak działają kolejne rozwiązania zaproponowane przez Uwe. Cierpliwość to cecha, którą powinniście się wykazać przy kolejnych partiach. Męczarnia z instrukcją, poznawanie kart, użeranie się z ich wielkością  - to wszystko się opłaci w momencie, gdy zdacie sobie sprawę, że Ora et Labora jest naprawdę przyjemną grą, w którą można okazyjnie zagrać. W mojej ocenie jest na 3 miejscu zaraz po Le Havre oraz Agricoli tego samego autora. Koniec końców polubiliśmy się z sympatycznymi mnichami, jednak nie na tyle, by odwiedzać ich za często.     Data wydania 2011  Liczba graczy 1-4  Sugerowana liczba graczy 3  Czas gry ~2 godziny  Sugerowany wiek min. 10 lat  Polski wydawca Lacerta

Nie chce Was zanudzać opisem zasad, dlatego postaram się je rozpisać w skrócie. Ora et Labora oferuje trzy warianty gry: irlandzki, francuski oraz krótki. Pełny wariant gry składa się z 25 rund, przy czym każda runda to tura każdego z graczy + dodatkowa runda gracza rozpoczynającego. Wariant krótki składa się z 13 rund. Naszym celem jest zdobycie jak największej ilości punktów, które otrzymamy za wybudowane budynki i produkowane dobra. 

Gracze w swojej turze mogą wykonać jedną z 3 dostępnych akcji:

  • wysyła jednego ze swoich mnichów do budynku, by wykonać w nim jakąś akcję.Jeśli nastąpiła produkcja jakiegoś surowca, odpowiedni znacznik na kole produkcyjnym przesuwamy na zero, co oznacza, że w tej rundzie nikt inny nie może wyprodukować tego surowca.
  • drugą akcją jest wykarczowanie lasu lub wydobycie torfu. Gracz zbiera ze swojej planszy odpowiednią kartę oraz przesuwa znacznik na kole produkcyjnym
  • ostatnią akcją jest akcja budowy. Każdy z budynków wymaga odpowiedniego terenu, mogą to być wzgórza, równina, morze, itp. 
Problemy z Ora et Labora zaczynają się już od samego początku. Jak już wspomniałem wyżej, pierwszą grę najlepiej rozegrać z kimś, kto ma za sobą kilkanaście partii. Ja siedziałem wraz z kumplami i męczyliśmy tekst by cokolwiek zrozumieć. Po pudełku latają kartki, kompletnie nie poukładane, jedna dotycząca przygotowania gry, inna o całej rozgrywce, inna o poszczególnych rundach.. uff! To nie koniec. Ora et Labora jest brzydka. Najbrzydsza gra jaką widziałem. Całość jest utrzymana w jakiejś, graficznej koncepcji, jednak dla mnie jest on zbyt chaotyczna. Kolorowo i nijak. Karty są za małe, jest na nich zbyt duża ilość informacji - ciężko się je rozczytuje, przez co pierwsza partia dłużyła się niemiłosiernie. Jakość wykonania również nie jest najlepsza - cienkie karty, które trudno wkłada się do koszulek, planszetki graczy również są bardzo cienkie. Wszystko się rusza, trzeba bardzo pilnować kart by nie poruszały się po całej planszy. Pierwszą partię, najchętniej odrzuciłbym w zapomnienie. I jeszcze jedna rada na koniec tego narzekania - nie wpinajcie ramienia kieratu zbyt mocno w koła, później, przy demontażu mogą być z tym problemy.

   Zagrać w Ora et Labora chciałem już bardzo długiego czasu, jednak ile razy otwierałem pudełko z grą, tyle już na samym początku odstraszał mnie chaos w instrukcji. W końcu się przemogłem i razem z kumplami siedliśmy nad tym skomplikowanym tekstem i spróbowaliśmy swoich sił. Efekt znajdziecie poniżej.   W prostokątnym pudle znajdziemy naprawdę sporo różnych elementów. Na starcie razi kompletny brak jakiekolwiek wypraski. Instrukcja, jak już pisałem to istny bałagan - kilka różnych kartek, dużo tekstu, jakieś przykłady, tutaj obok jakaś chmurka, tutaj grafika człowieka w okularach - jest naprawdę paskudnie, chaotycznie i odstraszająco, dlatego najlepiej usiąść do Ora et Labora z kimś, kto już rozegrał kilka partii. Uwe nie zawodzi i tym razem, czego efektem jest ogrom żetonów, które wprost wysypują się z pudełka - niezmiernie ucieszyło mnie dołożenie przez wydawcę dodatkowych woreczków strunowych by jakoś to po swojemu poukładać. Każdy z graczy otrzymuje planszę z nadrukowanymi 3 kartami budynków - są one dość cienkie i łatwo się wyginają. To samo można powiedzieć o kartach, dodatkowo są ciut za małe do stosunku informacji na nich zawartych. Ostatni element gry to dwustronne koła, z których będziemy zabierać różne surowce.     Nie chce Was zanudzać opisem zasad, dlatego postaram się je rozpisać w skrócie. Ora et Labora oferuje trzy warianty gry: irlandzki, francuski oraz krótki. Pełny wariant gry składa się z 25 rund, przy czym każda runda to tura każdego z graczy + dodatkowa runda gracza rozpoczynającego. Wariant krótki składa się z 13 rund. Naszym celem jest zdobycie jak największej ilości punktów, które otrzymamy za wybudowane budynki i produkowane dobra.    Gracze w swojej turze mogą wykonać jedną z 3 dostępnych akcji:       wysyła jednego ze swoich mnichów do budynku, by wykonać w nim jakąś akcję.Jeśli nastąpiła produkcja jakiegoś surowca, odpowiedni znacznik na kole produkcyjnym przesuwamy na zero, co oznacza, że w tej rundzie nikt inny nie może wyprodukować tego surowca.     drugą akcją jest wykarczowanie lasu lub wydobycie torfu. Gracz zbiera ze swojej planszy odpowiednią kartę oraz przesuwa znacznik na kole produkcyjnym     ostatnią akcją jest akcja budowy. Każdy z budynków wymaga odpowiedniego terenu, mogą to być wzgórza, równina, morze, itp.   Problemy z Ora et Labora zaczynają się już od samego początku. Jak już wspomniałem wyżej, pierwszą grę najlepiej rozegrać z kimś, kto ma za sobą kilkanaście partii. Ja siedziałem wraz z kumplami i męczyliśmy tekst by cokolwiek zrozumieć. Po pudełku latają kartki, kompletnie nie poukładane, jedna dotycząca przygotowania gry, inna o całej rozgrywce, inna o poszczególnych rundach.. uff! To nie koniec. Ora et Labora jest brzydka. Najbrzydsza gra jaką widziałem. Całość jest utrzymana w jakiejś, graficznej koncepcji, jednak dla mnie jest on zbyt chaotyczna. Kolorowo i nijak. Karty są za małe, jest na nich zbyt duża ilość informacji - ciężko się je rozczytuje, przez co pierwsza partia dłużyła się niemiłosiernie. Jakość wykonania również nie jest najlepsza - cienkie karty, które trudno wkłada się do koszulek, planszetki graczy również są bardzo cienkie. Wszystko się rusza, trzeba bardzo pilnować kart by nie poruszały się po całej planszy. Pierwszą partię, najchętniej odrzuciłbym w zapomnienie. I jeszcze jedna rada na koniec tego narzekania - nie wpinajcie ramienia kieratu zbyt mocno w koła, później, przy demontażu mogą być z tym problemy.    Ora et Labora, mimo prostych zasad rządzących grą, ma wysoki próg wejścia. Początkujący gracze mogą z chęcią zasiąść do rozgrywki, po usłyszeniu zasad tylko się uśmiechną, jednak by czerpać jakąkolwiek przyjemność z gry i poznać jej świetną mechanikę trzeba poznać karty budynków. Bez tego gra jest, moim zdaniem, bez sensu. Trzeba wiedzieć i być zdecydowanym na zakup danego budynku, ogarniać jakie dobra produkuje i kiedy, z jakimi budynkami tworzy ciekawe zależności, które dadzą nam więcej punktów. Na papierze wygląda to prosto, jednak po kilkunastu minutach gry zaczynają się schody, a gra znacząco się wydłuża. Chaotyczne stawianie budynków, które akurat w danym momencie dają dużo punktów nie przyniesie w przyszłości żadnych dodatkowych profitów, a to w Ora et Labora wartość znacząca - ponad połowa punktów na koniec gry pochodzi od postawionych budynków i kombosów.      Gra oferuje zabawę już od 1 do 4 graczy. Wariant pełny, 25 rund, w czterech to minimum 3 godziny gry. Pierwsze partie na pewno będą o wiele dłuższe. Nie da się ukryć - Ora et Labora jest grą długą, do której trzeba mieć bardzo dużo cierpliwości. Jeśli macie w gronie swoich znajomych gracza, który lubi móżdżyć i zastanawiać się nad każdym ruchem, pod żadnym pozorem nie pokazujcie mu tej gry! Również przy wariancie dwuosobowym pojawiają się znaczące przedłużenia, a to z bardzo prostej zasady - gra kończy się w momencie, gdy do kupienia zostaną 3 budynki. Jeśli komuś faktycznie zależy na wygranej, nie będzie kupować kart pod sam koniec rozgrywki, byleby rozwinąć swoją wioskę jak najlepiej.   Ora et Labora jest grą pozbawioną losowości. Nie ma tutaj ukrytych kart zdarzeń, kostek i innych elementów wpływających na losowość rozgrywki. Każdy z graczy dokładnie widzi co dzieje się na planszy, jakie ma ruchy, co może zrobić, czy dany surowiec może wyprodukować, czy budynek faktycznie jest warty postawienia. Rozgrywki nie różnią się od siebie w sposób znaczący - mamy dwa warianty do wyboru, jedyna różnica między nimi to produkowane surowce. Po kilkunastu partiach zaczyna razić kompletny brak urozmaicenia rozgrywek - śmiało można obrać sobie ulubioną taktykę i grać według jej zasad. A z tego punktu droga do nudy jest bardzo prosta i krótka.    Co nie zmienia faktu, że Ora et Labora jest grą z mnóstwem możliwości - możemy po kolei skupiać się na wybranych elementach rozgrywki. Gra oferuje sporo dróg do końcowego zwycięstwa, jednak można je poznać w kilka partii. Cieszy również negatywna interakcja, która nie kończy się na podbieraniu surowców. Tutaj możemy wyraźnie odczuć brak jednego z mnichów. Surowce, które można zdobyć są tak naprawdę dostępne cały czas - nie zdarzyło mi się jeszcze bym nie mógł wyprodukować danego dobra akurat w momencie gdy był mi najbardziej potrzebny.   Ora et Labora nie jest grą łatwą. Musicie się z nią porządnie zaznajomić, opanować mechanikę, zobaczyć jak działają kolejne rozwiązania zaproponowane przez Uwe. Cierpliwość to cecha, którą powinniście się wykazać przy kolejnych partiach. Męczarnia z instrukcją, poznawanie kart, użeranie się z ich wielkością  - to wszystko się opłaci w momencie, gdy zdacie sobie sprawę, że Ora et Labora jest naprawdę przyjemną grą, w którą można okazyjnie zagrać. W mojej ocenie jest na 3 miejscu zaraz po Le Havre oraz Agricoli tego samego autora. Koniec końców polubiliśmy się z sympatycznymi mnichami, jednak nie na tyle, by odwiedzać ich za często.     Data wydania 2011  Liczba graczy 1-4  Sugerowana liczba graczy 3  Czas gry ~2 godziny  Sugerowany wiek min. 10 lat  Polski wydawca Lacerta

Ora et Labora, mimo prostych zasad rządzących grą, ma wysoki próg wejścia. Początkujący gracze mogą z chęcią zasiąść do rozgrywki, po usłyszeniu zasad tylko się uśmiechną, jednak by czerpać jakąkolwiek przyjemność z gry i poznać jej świetną mechanikę trzeba poznać karty budynków. Bez tego gra jest, moim zdaniem, bez sensu. Trzeba wiedzieć i być zdecydowanym na zakup danego budynku, ogarniać jakie dobra produkuje i kiedy, z jakimi budynkami tworzy ciekawe zależności, które dadzą nam więcej punktów. Na papierze wygląda to prosto, jednak po kilkunastu minutach gry zaczynają się schody, a gra znacząco się wydłuża. Chaotyczne stawianie budynków, które akurat w danym momencie dają dużo punktów nie przyniesie w przyszłości żadnych dodatkowych profitów, a to w Ora et Labora wartość znacząca - ponad połowa punktów na koniec gry pochodzi od postawionych budynków i kombosów.

Gra oferuje zabawę już od 1 do 4 graczy. Wariant pełny, 25 rund, w czterech to minimum 3 godziny gry. Pierwsze partie na pewno będą o wiele dłuższe. Nie da się ukryć - Ora et Labora jest grą długą, do której trzeba mieć bardzo dużo cierpliwości. Jeśli macie w gronie swoich znajomych gracza, który lubi móżdżyć i zastanawiać się nad każdym ruchem, pod żadnym pozorem nie pokazujcie mu tej gry! Również przy wariancie dwuosobowym pojawiają się znaczące przedłużenia, a to z bardzo prostej zasady - gra kończy się w momencie, gdy do kupienia zostaną 3 budynki. Jeśli komuś faktycznie zależy na wygranej, nie będzie kupować kart pod sam koniec rozgrywki, byleby rozwinąć swoją wioskę jak najlepiej.

Ora et Labora jest grą pozbawioną losowości. Nie ma tutaj ukrytych kart zdarzeń, kostek i innych elementów wpływających na losowość rozgrywki. Każdy z graczy dokładnie widzi co dzieje się na planszy, jakie ma ruchy, co może zrobić, czy dany surowiec może wyprodukować, czy budynek faktycznie jest warty postawienia. Rozgrywki nie różnią się od siebie w sposób znaczący - mamy dwa warianty do wyboru, jedyna różnica między nimi to produkowane surowce. Po kilkunastu partiach zaczyna razić kompletny brak urozmaicenia rozgrywek - śmiało można obrać sobie ulubioną taktykę i grać według jej zasad. A z tego punktu droga do nudy jest bardzo prosta i krótka.

   Zagrać w Ora et Labora chciałem już bardzo długiego czasu, jednak ile razy otwierałem pudełko z grą, tyle już na samym początku odstraszał mnie chaos w instrukcji. W końcu się przemogłem i razem z kumplami siedliśmy nad tym skomplikowanym tekstem i spróbowaliśmy swoich sił. Efekt znajdziecie poniżej.   W prostokątnym pudle znajdziemy naprawdę sporo różnych elementów. Na starcie razi kompletny brak jakiekolwiek wypraski. Instrukcja, jak już pisałem to istny bałagan - kilka różnych kartek, dużo tekstu, jakieś przykłady, tutaj obok jakaś chmurka, tutaj grafika człowieka w okularach - jest naprawdę paskudnie, chaotycznie i odstraszająco, dlatego najlepiej usiąść do Ora et Labora z kimś, kto już rozegrał kilka partii. Uwe nie zawodzi i tym razem, czego efektem jest ogrom żetonów, które wprost wysypują się z pudełka - niezmiernie ucieszyło mnie dołożenie przez wydawcę dodatkowych woreczków strunowych by jakoś to po swojemu poukładać. Każdy z graczy otrzymuje planszę z nadrukowanymi 3 kartami budynków - są one dość cienkie i łatwo się wyginają. To samo można powiedzieć o kartach, dodatkowo są ciut za małe do stosunku informacji na nich zawartych. Ostatni element gry to dwustronne koła, z których będziemy zabierać różne surowce.     Nie chce Was zanudzać opisem zasad, dlatego postaram się je rozpisać w skrócie. Ora et Labora oferuje trzy warianty gry: irlandzki, francuski oraz krótki. Pełny wariant gry składa się z 25 rund, przy czym każda runda to tura każdego z graczy + dodatkowa runda gracza rozpoczynającego. Wariant krótki składa się z 13 rund. Naszym celem jest zdobycie jak największej ilości punktów, które otrzymamy za wybudowane budynki i produkowane dobra.    Gracze w swojej turze mogą wykonać jedną z 3 dostępnych akcji:       wysyła jednego ze swoich mnichów do budynku, by wykonać w nim jakąś akcję.Jeśli nastąpiła produkcja jakiegoś surowca, odpowiedni znacznik na kole produkcyjnym przesuwamy na zero, co oznacza, że w tej rundzie nikt inny nie może wyprodukować tego surowca.     drugą akcją jest wykarczowanie lasu lub wydobycie torfu. Gracz zbiera ze swojej planszy odpowiednią kartę oraz przesuwa znacznik na kole produkcyjnym     ostatnią akcją jest akcja budowy. Każdy z budynków wymaga odpowiedniego terenu, mogą to być wzgórza, równina, morze, itp.   Problemy z Ora et Labora zaczynają się już od samego początku. Jak już wspomniałem wyżej, pierwszą grę najlepiej rozegrać z kimś, kto ma za sobą kilkanaście partii. Ja siedziałem wraz z kumplami i męczyliśmy tekst by cokolwiek zrozumieć. Po pudełku latają kartki, kompletnie nie poukładane, jedna dotycząca przygotowania gry, inna o całej rozgrywce, inna o poszczególnych rundach.. uff! To nie koniec. Ora et Labora jest brzydka. Najbrzydsza gra jaką widziałem. Całość jest utrzymana w jakiejś, graficznej koncepcji, jednak dla mnie jest on zbyt chaotyczna. Kolorowo i nijak. Karty są za małe, jest na nich zbyt duża ilość informacji - ciężko się je rozczytuje, przez co pierwsza partia dłużyła się niemiłosiernie. Jakość wykonania również nie jest najlepsza - cienkie karty, które trudno wkłada się do koszulek, planszetki graczy również są bardzo cienkie. Wszystko się rusza, trzeba bardzo pilnować kart by nie poruszały się po całej planszy. Pierwszą partię, najchętniej odrzuciłbym w zapomnienie. I jeszcze jedna rada na koniec tego narzekania - nie wpinajcie ramienia kieratu zbyt mocno w koła, później, przy demontażu mogą być z tym problemy.    Ora et Labora, mimo prostych zasad rządzących grą, ma wysoki próg wejścia. Początkujący gracze mogą z chęcią zasiąść do rozgrywki, po usłyszeniu zasad tylko się uśmiechną, jednak by czerpać jakąkolwiek przyjemność z gry i poznać jej świetną mechanikę trzeba poznać karty budynków. Bez tego gra jest, moim zdaniem, bez sensu. Trzeba wiedzieć i być zdecydowanym na zakup danego budynku, ogarniać jakie dobra produkuje i kiedy, z jakimi budynkami tworzy ciekawe zależności, które dadzą nam więcej punktów. Na papierze wygląda to prosto, jednak po kilkunastu minutach gry zaczynają się schody, a gra znacząco się wydłuża. Chaotyczne stawianie budynków, które akurat w danym momencie dają dużo punktów nie przyniesie w przyszłości żadnych dodatkowych profitów, a to w Ora et Labora wartość znacząca - ponad połowa punktów na koniec gry pochodzi od postawionych budynków i kombosów.      Gra oferuje zabawę już od 1 do 4 graczy. Wariant pełny, 25 rund, w czterech to minimum 3 godziny gry. Pierwsze partie na pewno będą o wiele dłuższe. Nie da się ukryć - Ora et Labora jest grą długą, do której trzeba mieć bardzo dużo cierpliwości. Jeśli macie w gronie swoich znajomych gracza, który lubi móżdżyć i zastanawiać się nad każdym ruchem, pod żadnym pozorem nie pokazujcie mu tej gry! Również przy wariancie dwuosobowym pojawiają się znaczące przedłużenia, a to z bardzo prostej zasady - gra kończy się w momencie, gdy do kupienia zostaną 3 budynki. Jeśli komuś faktycznie zależy na wygranej, nie będzie kupować kart pod sam koniec rozgrywki, byleby rozwinąć swoją wioskę jak najlepiej.   Ora et Labora jest grą pozbawioną losowości. Nie ma tutaj ukrytych kart zdarzeń, kostek i innych elementów wpływających na losowość rozgrywki. Każdy z graczy dokładnie widzi co dzieje się na planszy, jakie ma ruchy, co może zrobić, czy dany surowiec może wyprodukować, czy budynek faktycznie jest warty postawienia. Rozgrywki nie różnią się od siebie w sposób znaczący - mamy dwa warianty do wyboru, jedyna różnica między nimi to produkowane surowce. Po kilkunastu partiach zaczyna razić kompletny brak urozmaicenia rozgrywek - śmiało można obrać sobie ulubioną taktykę i grać według jej zasad. A z tego punktu droga do nudy jest bardzo prosta i krótka.    Co nie zmienia faktu, że Ora et Labora jest grą z mnóstwem możliwości - możemy po kolei skupiać się na wybranych elementach rozgrywki. Gra oferuje sporo dróg do końcowego zwycięstwa, jednak można je poznać w kilka partii. Cieszy również negatywna interakcja, która nie kończy się na podbieraniu surowców. Tutaj możemy wyraźnie odczuć brak jednego z mnichów. Surowce, które można zdobyć są tak naprawdę dostępne cały czas - nie zdarzyło mi się jeszcze bym nie mógł wyprodukować danego dobra akurat w momencie gdy był mi najbardziej potrzebny.   Ora et Labora nie jest grą łatwą. Musicie się z nią porządnie zaznajomić, opanować mechanikę, zobaczyć jak działają kolejne rozwiązania zaproponowane przez Uwe. Cierpliwość to cecha, którą powinniście się wykazać przy kolejnych partiach. Męczarnia z instrukcją, poznawanie kart, użeranie się z ich wielkością  - to wszystko się opłaci w momencie, gdy zdacie sobie sprawę, że Ora et Labora jest naprawdę przyjemną grą, w którą można okazyjnie zagrać. W mojej ocenie jest na 3 miejscu zaraz po Le Havre oraz Agricoli tego samego autora. Koniec końców polubiliśmy się z sympatycznymi mnichami, jednak nie na tyle, by odwiedzać ich za często.     Data wydania 2011  Liczba graczy 1-4  Sugerowana liczba graczy 3  Czas gry ~2 godziny  Sugerowany wiek min. 10 lat  Polski wydawca Lacerta

Co nie zmienia faktu, że Ora et Labora jest grą z mnóstwem możliwości - możemy po kolei skupiać się na wybranych elementach rozgrywki. Gra oferuje sporo dróg do końcowego zwycięstwa, jednak można je poznać w kilka partii. Cieszy również negatywna interakcja, która nie kończy się na podbieraniu surowców. Tutaj możemy wyraźnie odczuć brak jednego z mnichów. Surowce, które można zdobyć są tak naprawdę dostępne cały czas - nie zdarzyło mi się jeszcze bym nie mógł wyprodukować danego dobra akurat w momencie gdy był mi najbardziej potrzebny.

Ora et Labora nie jest grą łatwą. Musicie się z nią porządnie zaznajomić, opanować mechanikę, zobaczyć jak działają kolejne rozwiązania zaproponowane przez Uwe. Cierpliwość to cecha, którą powinniście się wykazać przy kolejnych partiach. Męczarnia z instrukcją, poznawanie kart, użeranie się z ich wielkością  - to wszystko się opłaci w momencie, gdy zdacie sobie sprawę, że Ora et Labora jest naprawdę przyjemną grą, w którą można okazyjnie zagrać. W mojej ocenie jest na 3 miejscu zaraz po Le Havre oraz Agricoli tego samego autora. Koniec końców polubiliśmy się z sympatycznymi mnichami, jednak nie na tyle, by odwiedzać ich za często.


Data wydania 2011
Liczba graczy 1-4
Sugerowana liczba graczy 3
Czas gry ~2 godziny
Sugerowany wiek min. 10 lat
Polski wydawca Lacerta
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz