Donkey Derby, czyli jakich gier nie robić


   Każdy z nas lubi zakosztować trochę hazardu. Zastrzyk adrenaliny, niecierpliwe oczekiwanie, pokazanie nerwów ze stali. Bardzo łatwo się wciągnąć, o wiele trudniej z tego wyjść i dać sobie spokój. Gry planszowe oferują tego typu zabawę, jednak w trochę lżejszym wymiarze. Miałem możliwość zagrania w Przebiegłe Wielbłądy, które są chyba najlepszym przykładem tego typu gier. Po Essen nie milkną echa zdobytych nowości, ja miałem nieprzyjemność zakosztować jednej i o mało co, a nie zwróciłbym jej w dość obrzydliwy sposób. Zapraszam na recenzję gry Donkey Derby.   Po otworzeniu małego pudełka z grę, pierwsze co rzuca nam się w oczy to instrukcja, która wyjaśnia zasady w 5 różnych językach! Mamy streszczenie wszystkich zasad, porady taktyczne, przebieg całej gry, opis wariantu z mostem, a wszystko to okraszone kilkoma przykładami. W zestawie otrzymujemy zwykłą, czarną kostkę k6, 5 identycznych figurek osłów, różniących się wyłącznie kolorem, 15 znaczników do obstawiania wyścigu oraz 5 znaczników postaci. Na sam koniec dwustronna, duża plansza. Całość prezentuje się dość słabo – nie ma jakiejkolwiek wypraski w pudełku, które od wewnątrz jest po prostu szare. Żetony są wykonane poprawnie, jednak nie ma się nad czym zachwycać.    Rozgrywka w Donkey Derby jest bardzo prosta. Każdy z graczy otrzymuje jeden żeton postaci oraz 3 żetony obstawiania, wszystko w jednym kolorze. Pierwszego gracza wybieramy w sposób losowy – on zacznie obstawiać, a także poruszać osłami. W swojej turze gracz może wykorzystać tylko jeden znacznik obstawiania – kładzie go na odpowiednim polu, oznaczonym kolorem osła. Pierwszy znacznik na polu w kolorze osła, który wygra, da na koniec gry najwięcej punktów, drugi mniej, itd. Żeby było bardziej "skomplikowanie", za osły na pozycjach 2-3 też można otrzymać punkty. Co ważniejsze, raz obstawiony żeton, nie może być wykorzystany ponownie, zostanie tam aż do końca gry. Następnie, pierwszy gracz rzuca kością za każdego osła. Gdy wszystkie osły już się poruszą, następuje runda obstawiania, gdzie każdy z graczy może przewidzieć zwycięzce wyścigu. Następnie kostką rzuca druga w kolejności osoba i tak do momentu gdy 3 pierwsze osły przekroczą linię mety. Wtedy następuje punktacja:  przenosimy figurki trzech pierwszy osłów na podium nad nimi ustawiamy obstawione żetony w trakcie gry każde pole na podium ma określoną wartość punktową – gracz, który ma ich najwięcej wygrywa grę   Donkey Derby nie jest grą, w której doświadczymy niesamowitych emocji związanych z rozgrywką, nie będziemy głowić się nad wspaniałością mechaniki i prosić graczy byśmy zagrali jeszcze raz. To zwykła, prosta gra w hazard i liczenie na łut szczęścia. Łudząco podobna do Przebiegłych Wielbłądów, jednak o wiele uboższa. Zacznijmy od wykonania, wyżej mówiłem o jego przeciętności, przy czym nie miałem się za bardzo do czego przyczepić pod względem technicznym. Wszystkie figurki osłów są takie same, przez co, do gry wprowadzana jest zasada odwracania tyłem do kierunku wyścigu figurki, która była już poruszana, tak by się nie pomylić. Naprawdę? Wydawcy i autorzy nie mogli zdecydować się na urozmaicenie tych osłów, chociażby po to by dać trochę frajdy dzieciom, które będą w to grały?  Plansza to istna masakra i od razu widać, że została zrobiona po łebkach. Jest dwustronna – na jednej osły mogą ścigać się w dzień, na drugiej pod osłoną nocy. Trasa wyścigu wydaje się być źle wydrukowana, mniej ostra, mniej widoczna od pozostałych elementów na planszy - nadrukowane postaci wyglądają całkiem nieźle. Jeszcze gorzej jest na nocnej stronie planszy - poświata rzucana przez lampy jest kompletnie nieostra i rozmazana, przez co trasa jest jeszcze bardziej niewidoczna. Całość to typowy obraz nędzy i rozpaczy.    Postaci nadrukowane na żetonach do obstawiania działają na mnie irytująco. Wszystkie mają takie same miny, identyczny układ oczy, ust, nosa, stoją w tej samej pozycji, jedynie ubrane są inaczej, dzięki czemu można powiedzieć jakiej są płci, choć co do jednej miałem spore wątpliwości. Powiecie, że się czepiam, jednak w dzisiejszych czasach gracze coraz większą uwagę zwracają na rozmaitość elementów – nikt nie lubi monotonii i wtórności. Poza tym, mówimy tutaj również o produkcie dla najmłodszych, dla których rozmaitość elementów to podstawa.  Mechanika Donkey Derby jest nudna jak flaki z olejem. Obstawiamy, 5 razy rzucamy kostką, obstawiamy, następna osoba rzuca kością, itd. Najgorzej robi się w dwóch sytuacjach – gdy na początku gry wykorzystamy wszystkie swoje żetony i nie robimy nic tylko patrzymy jak inni rzucają kością i przesuwają osły. Druga sytuacja, to moment w którym pierwszy osioł przebiegnie linię mety - ten zostaje zwycięzcą, to oczywiste, jednak my nadal musimy rzucać kością! Trzeba się dowiedzieć, który osioł będzie na drugim, a który na 3. Żeby tego było mało, gdy pierwszy zwierzak minie mety nie możemy już obstawiać wyścigu, gra sprowadza się do turlania kością. Przecież to jest tragedia! W Monopoly można wykonać więcej akcji niż w Donkey Derby!   Donkey Derby nie oferuje nic ciekawego – jakość wykonania jest zła, jeśli i nie tragiczna, mechanika to nudne przerzuty kością. Jedyny „zwrot akcji” następuje w momencie, gdy osioł stanie na polu z mostem. Wtedy traci kolejkę, dzięki czemu gracze do następnej rundy nie mogą nim poruszać, co z kolei determinuje mniejszą ilość rzutów kością. Uff, jak dobrze! Wskazówka taktyczna umieszczona w instrukcji podpowiada by nie trzymać zbyt długo żetonów u siebie, tylko obstawiać, obstawiać, bo inni gracze miejsca zajmą!! Super, tylko później będę rzucał kością i patrzył jak inni mogą sobie położyć żeton na planszy. Czujecie te emocje?!    Klimat i atmosfera. One nie istnieją. Ciężko w ogóle wyczuć klimat tej gry - Wyścigi Osłów? Może jest to popularne w Wielkiej Brytanii, jednak w pozostałej części Europy chyba nie bardzo, nie mówiąc o terenach dalekiej Azji. Wolę porzucać kostką w Talismanie i zdecydować, czy pójdę w lewo czy w prawo i powalczę ze wściekłym gorylem lub ogromnym smokiem. Nie znam nikogo, kto byłby fanem losowości ekstremalnej, połączonej z mdłym klimatem i nudną mechaniką. Jeśli znajdziecie kogoś takiego, pokażcie mu ten tekst.  Chciałbym dostrzec jakieś zalety Donkey Derby, ale jest to po prostu niemożliwe. Jeśli pokażecie tę grę znajomym, którzy nie mają styczności z grami planszowymi, tylko ich zniechęcicie i stracicie okazję do grania w większym gronie w o wiele lepsze i ciekawsze pozycje. Doświadczeni gracze będą unikać jej jak ognia. Może jest to jakaś alternatywa dla rodziców, którzy chcą pokazać gry planszowe swoim pociechom, tym naprawdę małym i nie oczekującym od planszówek zbyt wiele, W tym przypadku również znajdziemy masę innych, ciekawszych gier, które stały się hitem wśród dzieciaków.  Tekst krótki, bo nie widzę sensu się rozpisywać o Donkey Derby. Tragiczne wykonanie, słaba jakość komponentów, ogromna losowość, nijaka mechanika, brak klimatu, nie zapomniałem o czymś? Wszystkie te elementy gry powodują, że Donkey Derby jest do bólu złą grą, pozbawionej jakiejkolwiek przyjemności z gry. Przyznam szczerze, że nie spodziewałem się aż tak niedopracowanego tytułu i liczyłem na coś innego, jakiś element mechaniki, wprowadzający lekki powiew świeżości. Zawiodłem się i ostrzegam Was wszystkich - Donkey Derby to gra tragicznie zła.    Data wydania 2016 Liczba graczy 2-4 Sugerowana liczba graczy 4 Czas gry 20 minut Sugerowany wiek min. 8 lat Polski wydawca brak

Każdy z nas lubi zakosztować trochę hazardu. Zastrzyk adrenaliny, niecierpliwe oczekiwanie, pokazanie nerwów ze stali. Bardzo łatwo się wciągnąć, o wiele trudniej z tego wyjść i dać sobie spokój. Gry planszowe oferują tego typu zabawę, jednak w trochę lżejszym wymiarze. Miałem możliwość zagrania w Przebiegłe Wielbłądy, które są chyba najlepszym przykładem tego typu gier. Po Essen nie milkną echa zdobytych nowości, ja miałem nieprzyjemność zakosztować jednej i o mało co, a nie zwróciłbym jej w dość obrzydliwy sposób. Zapraszam na recenzję gry Donkey Derby.


Za co zapłacisz?

Po otworzeniu małego pudełka z grę, pierwsze co rzuca nam się w oczy to instrukcja, która wyjaśnia zasady w 5 różnych językach! Mamy streszczenie wszystkich zasad, porady taktyczne, przebieg całej gry, opis wariantu z mostem, a wszystko to okraszone kilkoma przykładami. W zestawie otrzymujemy zwykłą, czarną kostkę k6, 5 identycznych figurek osłów, różniących się wyłącznie kolorem, 15 znaczników do obstawiania wyścigu oraz 5 znaczników postaci. Na sam koniec dwustronna, duża plansza. Całość prezentuje się dość słabo – nie ma jakiejkolwiek wypraski w pudełku, które od wewnątrz jest po prostu szare. Żetony są wykonane poprawnie, jednak nie ma się nad czym zachwycać.


Trochę o zasadach

Rozgrywka w Donkey Derby jest bardzo prosta. Każdy z graczy otrzymuje jeden żeton postaci oraz 3 żetony obstawiania, wszystko w jednym kolorze. Pierwszego gracza wybieramy w sposób losowy – on zacznie obstawiać, a także poruszać osłami. W swojej turze gracz może wykorzystać tylko jeden znacznik obstawiania – kładzie go na odpowiednim polu, oznaczonym kolorem osła. Pierwszy znacznik na polu w kolorze osła, który wygra, da na koniec gry najwięcej punktów, drugi mniej, itd. Żeby było bardziej "skomplikowanie", za osły na pozycjach 2-3 też można otrzymać punkty. Co ważniejsze, raz obstawiony żeton, nie może być wykorzystany ponownie, zostanie tam aż do końca gry. Następnie, pierwszy gracz rzuca kością za każdego osła. Gdy wszystkie osły już się poruszą, następuje runda obstawiania, gdzie każdy z graczy może przewidzieć zwycięzce wyścigu. Następnie kostką rzuca druga w kolejności osoba i tak do momentu gdy 3 pierwsze osły przekroczą linię mety. Wtedy następuje punktacja:

  • przenosimy figurki trzech pierwszy osłów na podium
  • nad nimi ustawiamy obstawione żetony w trakcie gry
  • każde pole na podium ma określoną wartość punktową – gracz, który ma ich najwięcej wygrywa grę
   Każdy z nas lubi zakosztować trochę hazardu. Zastrzyk adrenaliny, niecierpliwe oczekiwanie, pokazanie nerwów ze stali. Bardzo łatwo się wciągnąć, o wiele trudniej z tego wyjść i dać sobie spokój. Gry planszowe oferują tego typu zabawę, jednak w trochę lżejszym wymiarze. Miałem możliwość zagrania w Przebiegłe Wielbłądy, które są chyba najlepszym przykładem tego typu gier. Po Essen nie milkną echa zdobytych nowości, ja miałem nieprzyjemność zakosztować jednej i o mało co, a nie zwróciłbym jej w dość obrzydliwy sposób. Zapraszam na recenzję gry Donkey Derby.   Po otworzeniu małego pudełka z grę, pierwsze co rzuca nam się w oczy to instrukcja, która wyjaśnia zasady w 5 różnych językach! Mamy streszczenie wszystkich zasad, porady taktyczne, przebieg całej gry, opis wariantu z mostem, a wszystko to okraszone kilkoma przykładami. W zestawie otrzymujemy zwykłą, czarną kostkę k6, 5 identycznych figurek osłów, różniących się wyłącznie kolorem, 15 znaczników do obstawiania wyścigu oraz 5 znaczników postaci. Na sam koniec dwustronna, duża plansza. Całość prezentuje się dość słabo – nie ma jakiejkolwiek wypraski w pudełku, które od wewnątrz jest po prostu szare. Żetony są wykonane poprawnie, jednak nie ma się nad czym zachwycać.    Rozgrywka w Donkey Derby jest bardzo prosta. Każdy z graczy otrzymuje jeden żeton postaci oraz 3 żetony obstawiania, wszystko w jednym kolorze. Pierwszego gracza wybieramy w sposób losowy – on zacznie obstawiać, a także poruszać osłami. W swojej turze gracz może wykorzystać tylko jeden znacznik obstawiania – kładzie go na odpowiednim polu, oznaczonym kolorem osła. Pierwszy znacznik na polu w kolorze osła, który wygra, da na koniec gry najwięcej punktów, drugi mniej, itd. Żeby było bardziej "skomplikowanie", za osły na pozycjach 2-3 też można otrzymać punkty. Co ważniejsze, raz obstawiony żeton, nie może być wykorzystany ponownie, zostanie tam aż do końca gry. Następnie, pierwszy gracz rzuca kością za każdego osła. Gdy wszystkie osły już się poruszą, następuje runda obstawiania, gdzie każdy z graczy może przewidzieć zwycięzce wyścigu. Następnie kostką rzuca druga w kolejności osoba i tak do momentu gdy 3 pierwsze osły przekroczą linię mety. Wtedy następuje punktacja:  przenosimy figurki trzech pierwszy osłów na podium nad nimi ustawiamy obstawione żetony w trakcie gry każde pole na podium ma określoną wartość punktową – gracz, który ma ich najwięcej wygrywa grę   Donkey Derby nie jest grą, w której doświadczymy niesamowitych emocji związanych z rozgrywką, nie będziemy głowić się nad wspaniałością mechaniki i prosić graczy byśmy zagrali jeszcze raz. To zwykła, prosta gra w hazard i liczenie na łut szczęścia. Łudząco podobna do Przebiegłych Wielbłądów, jednak o wiele uboższa. Zacznijmy od wykonania, wyżej mówiłem o jego przeciętności, przy czym nie miałem się za bardzo do czego przyczepić pod względem technicznym. Wszystkie figurki osłów są takie same, przez co, do gry wprowadzana jest zasada odwracania tyłem do kierunku wyścigu figurki, która była już poruszana, tak by się nie pomylić. Naprawdę? Wydawcy i autorzy nie mogli zdecydować się na urozmaicenie tych osłów, chociażby po to by dać trochę frajdy dzieciom, które będą w to grały?  Plansza to istna masakra i od razu widać, że została zrobiona po łebkach. Jest dwustronna – na jednej osły mogą ścigać się w dzień, na drugiej pod osłoną nocy. Trasa wyścigu wydaje się być źle wydrukowana, mniej ostra, mniej widoczna od pozostałych elementów na planszy - nadrukowane postaci wyglądają całkiem nieźle. Jeszcze gorzej jest na nocnej stronie planszy - poświata rzucana przez lampy jest kompletnie nieostra i rozmazana, przez co trasa jest jeszcze bardziej niewidoczna. Całość to typowy obraz nędzy i rozpaczy.    Postaci nadrukowane na żetonach do obstawiania działają na mnie irytująco. Wszystkie mają takie same miny, identyczny układ oczy, ust, nosa, stoją w tej samej pozycji, jedynie ubrane są inaczej, dzięki czemu można powiedzieć jakiej są płci, choć co do jednej miałem spore wątpliwości. Powiecie, że się czepiam, jednak w dzisiejszych czasach gracze coraz większą uwagę zwracają na rozmaitość elementów – nikt nie lubi monotonii i wtórności. Poza tym, mówimy tutaj również o produkcie dla najmłodszych, dla których rozmaitość elementów to podstawa.  Mechanika Donkey Derby jest nudna jak flaki z olejem. Obstawiamy, 5 razy rzucamy kostką, obstawiamy, następna osoba rzuca kością, itd. Najgorzej robi się w dwóch sytuacjach – gdy na początku gry wykorzystamy wszystkie swoje żetony i nie robimy nic tylko patrzymy jak inni rzucają kością i przesuwają osły. Druga sytuacja, to moment w którym pierwszy osioł przebiegnie linię mety - ten zostaje zwycięzcą, to oczywiste, jednak my nadal musimy rzucać kością! Trzeba się dowiedzieć, który osioł będzie na drugim, a który na 3. Żeby tego było mało, gdy pierwszy zwierzak minie mety nie możemy już obstawiać wyścigu, gra sprowadza się do turlania kością. Przecież to jest tragedia! W Monopoly można wykonać więcej akcji niż w Donkey Derby!   Donkey Derby nie oferuje nic ciekawego – jakość wykonania jest zła, jeśli i nie tragiczna, mechanika to nudne przerzuty kością. Jedyny „zwrot akcji” następuje w momencie, gdy osioł stanie na polu z mostem. Wtedy traci kolejkę, dzięki czemu gracze do następnej rundy nie mogą nim poruszać, co z kolei determinuje mniejszą ilość rzutów kością. Uff, jak dobrze! Wskazówka taktyczna umieszczona w instrukcji podpowiada by nie trzymać zbyt długo żetonów u siebie, tylko obstawiać, obstawiać, bo inni gracze miejsca zajmą!! Super, tylko później będę rzucał kością i patrzył jak inni mogą sobie położyć żeton na planszy. Czujecie te emocje?!    Klimat i atmosfera. One nie istnieją. Ciężko w ogóle wyczuć klimat tej gry - Wyścigi Osłów? Może jest to popularne w Wielkiej Brytanii, jednak w pozostałej części Europy chyba nie bardzo, nie mówiąc o terenach dalekiej Azji. Wolę porzucać kostką w Talismanie i zdecydować, czy pójdę w lewo czy w prawo i powalczę ze wściekłym gorylem lub ogromnym smokiem. Nie znam nikogo, kto byłby fanem losowości ekstremalnej, połączonej z mdłym klimatem i nudną mechaniką. Jeśli znajdziecie kogoś takiego, pokażcie mu ten tekst.  Chciałbym dostrzec jakieś zalety Donkey Derby, ale jest to po prostu niemożliwe. Jeśli pokażecie tę grę znajomym, którzy nie mają styczności z grami planszowymi, tylko ich zniechęcicie i stracicie okazję do grania w większym gronie w o wiele lepsze i ciekawsze pozycje. Doświadczeni gracze będą unikać jej jak ognia. Może jest to jakaś alternatywa dla rodziców, którzy chcą pokazać gry planszowe swoim pociechom, tym naprawdę małym i nie oczekującym od planszówek zbyt wiele, W tym przypadku również znajdziemy masę innych, ciekawszych gier, które stały się hitem wśród dzieciaków.  Tekst krótki, bo nie widzę sensu się rozpisywać o Donkey Derby. Tragiczne wykonanie, słaba jakość komponentów, ogromna losowość, nijaka mechanika, brak klimatu, nie zapomniałem o czymś? Wszystkie te elementy gry powodują, że Donkey Derby jest do bólu złą grą, pozbawionej jakiejkolwiek przyjemności z gry. Przyznam szczerze, że nie spodziewałem się aż tak niedopracowanego tytułu i liczyłem na coś innego, jakiś element mechaniki, wprowadzający lekki powiew świeżości. Zawiodłem się i ostrzegam Was wszystkich - Donkey Derby to gra tragicznie zła.    Data wydania 2016 Liczba graczy 2-4 Sugerowana liczba graczy 4 Czas gry 20 minut Sugerowany wiek min. 8 lat Polski wydawca brak

Nuda

Donkey Derby nie jest grą, w której doświadczymy niesamowitych emocji związanych z rozgrywką, nie będziemy głowić się nad wspaniałością mechaniki i prosić graczy byśmy zagrali jeszcze raz. To zwykła, prosta gra w hazard i liczenie na łut szczęścia. Łudząco podobna do Przebiegłych Wielbłądów, jednak o wiele uboższa. Zacznijmy od wykonania, wyżej mówiłem o jego przeciętności, przy czym nie miałem się za bardzo do czego przyczepić pod względem technicznym. Wszystkie figurki osłów są takie same, przez co, do gry wprowadzana jest zasada odwracania tyłem do kierunku wyścigu figurki, która była już poruszana, tak by się nie pomylić. Naprawdę? Wydawcy i autorzy nie mogli zdecydować się na urozmaicenie tych osłów, chociażby po to by dać trochę frajdy dzieciom, które będą w to grały?

Plansza to istna masakra i od razu widać, że została zrobiona po łebkach. Jest dwustronna – na jednej osły mogą ścigać się w dzień, na drugiej pod osłoną nocy. Trasa wyścigu wydaje się być źle wydrukowana, mniej ostra, mniej widoczna od pozostałych elementów na planszy - nadrukowane postaci wyglądają całkiem nieźle. Jeszcze gorzej jest na nocnej stronie planszy - poświata rzucana przez lampy jest kompletnie nieostra i rozmazana, przez co trasa jest jeszcze bardziej niewidoczna. Całość to typowy obraz nędzy i rozpaczy.


Postaci nadrukowane na żetonach do obstawiania działają na mnie irytująco. Wszystkie mają takie same miny, identyczny układ oczy, ust, nosa, stoją w tej samej pozycji, jedynie ubrane są inaczej, dzięki czemu można powiedzieć jakiej są płci, choć co do jednej miałem spore wątpliwości. Powiecie, że się czepiam, jednak w dzisiejszych czasach gracze coraz większą uwagę zwracają na rozmaitość elementów – nikt nie lubi monotonii i wtórności. Poza tym, mówimy tutaj również o produkcie dla najmłodszych, dla których rozmaitość elementów to podstawa.

Jeszcze więcej nudy

Mechanika Donkey Derby jest nudna jak flaki z olejem. Obstawiamy, 5 razy rzucamy kostką, obstawiamy, następna osoba rzuca kością, itd. Najgorzej robi się w dwóch sytuacjach – gdy na początku gry wykorzystamy wszystkie swoje żetony i nie robimy nic tylko patrzymy jak inni rzucają kością i przesuwają osły. Druga sytuacja, to moment w którym pierwszy osioł przebiegnie linię mety - ten zostaje zwycięzcą, to oczywiste, jednak my nadal musimy rzucać kością! Trzeba się dowiedzieć, który osioł będzie na drugim, a który na 3. Żeby tego było mało, gdy pierwszy zwierzak minie mety nie możemy już obstawiać wyścigu, gra sprowadza się do turlania kością. Przecież to jest tragedia! W Monopoly można wykonać więcej akcji niż w Donkey Derby! 

Donkey Derby nie oferuje nic ciekawego – jakość wykonania jest zła, jeśli i nie tragiczna, mechanika to nudne przerzuty kością. Jedyny „zwrot akcji” następuje w momencie, gdy osioł stanie na polu z mostem. Wtedy traci kolejkę, dzięki czemu gracze do następnej rundy nie mogą nim poruszać, co z kolei determinuje mniejszą ilość rzutów kością. Uff, jak dobrze! Wskazówka taktyczna umieszczona w instrukcji podpowiada by nie trzymać zbyt długo żetonów u siebie, tylko obstawiać, obstawiać, bo inni gracze miejsca zajmą!! Super, tylko później będę rzucał kością i patrzył jak inni mogą sobie położyć żeton na planszy. Czujecie te emocje?!

   Każdy z nas lubi zakosztować trochę hazardu. Zastrzyk adrenaliny, niecierpliwe oczekiwanie, pokazanie nerwów ze stali. Bardzo łatwo się wciągnąć, o wiele trudniej z tego wyjść i dać sobie spokój. Gry planszowe oferują tego typu zabawę, jednak w trochę lżejszym wymiarze. Miałem możliwość zagrania w Przebiegłe Wielbłądy, które są chyba najlepszym przykładem tego typu gier. Po Essen nie milkną echa zdobytych nowości, ja miałem nieprzyjemność zakosztować jednej i o mało co, a nie zwróciłbym jej w dość obrzydliwy sposób. Zapraszam na recenzję gry Donkey Derby.   Po otworzeniu małego pudełka z grę, pierwsze co rzuca nam się w oczy to instrukcja, która wyjaśnia zasady w 5 różnych językach! Mamy streszczenie wszystkich zasad, porady taktyczne, przebieg całej gry, opis wariantu z mostem, a wszystko to okraszone kilkoma przykładami. W zestawie otrzymujemy zwykłą, czarną kostkę k6, 5 identycznych figurek osłów, różniących się wyłącznie kolorem, 15 znaczników do obstawiania wyścigu oraz 5 znaczników postaci. Na sam koniec dwustronna, duża plansza. Całość prezentuje się dość słabo – nie ma jakiejkolwiek wypraski w pudełku, które od wewnątrz jest po prostu szare. Żetony są wykonane poprawnie, jednak nie ma się nad czym zachwycać.    Rozgrywka w Donkey Derby jest bardzo prosta. Każdy z graczy otrzymuje jeden żeton postaci oraz 3 żetony obstawiania, wszystko w jednym kolorze. Pierwszego gracza wybieramy w sposób losowy – on zacznie obstawiać, a także poruszać osłami. W swojej turze gracz może wykorzystać tylko jeden znacznik obstawiania – kładzie go na odpowiednim polu, oznaczonym kolorem osła. Pierwszy znacznik na polu w kolorze osła, który wygra, da na koniec gry najwięcej punktów, drugi mniej, itd. Żeby było bardziej "skomplikowanie", za osły na pozycjach 2-3 też można otrzymać punkty. Co ważniejsze, raz obstawiony żeton, nie może być wykorzystany ponownie, zostanie tam aż do końca gry. Następnie, pierwszy gracz rzuca kością za każdego osła. Gdy wszystkie osły już się poruszą, następuje runda obstawiania, gdzie każdy z graczy może przewidzieć zwycięzce wyścigu. Następnie kostką rzuca druga w kolejności osoba i tak do momentu gdy 3 pierwsze osły przekroczą linię mety. Wtedy następuje punktacja:  przenosimy figurki trzech pierwszy osłów na podium nad nimi ustawiamy obstawione żetony w trakcie gry każde pole na podium ma określoną wartość punktową – gracz, który ma ich najwięcej wygrywa grę   Donkey Derby nie jest grą, w której doświadczymy niesamowitych emocji związanych z rozgrywką, nie będziemy głowić się nad wspaniałością mechaniki i prosić graczy byśmy zagrali jeszcze raz. To zwykła, prosta gra w hazard i liczenie na łut szczęścia. Łudząco podobna do Przebiegłych Wielbłądów, jednak o wiele uboższa. Zacznijmy od wykonania, wyżej mówiłem o jego przeciętności, przy czym nie miałem się za bardzo do czego przyczepić pod względem technicznym. Wszystkie figurki osłów są takie same, przez co, do gry wprowadzana jest zasada odwracania tyłem do kierunku wyścigu figurki, która była już poruszana, tak by się nie pomylić. Naprawdę? Wydawcy i autorzy nie mogli zdecydować się na urozmaicenie tych osłów, chociażby po to by dać trochę frajdy dzieciom, które będą w to grały?  Plansza to istna masakra i od razu widać, że została zrobiona po łebkach. Jest dwustronna – na jednej osły mogą ścigać się w dzień, na drugiej pod osłoną nocy. Trasa wyścigu wydaje się być źle wydrukowana, mniej ostra, mniej widoczna od pozostałych elementów na planszy - nadrukowane postaci wyglądają całkiem nieźle. Jeszcze gorzej jest na nocnej stronie planszy - poświata rzucana przez lampy jest kompletnie nieostra i rozmazana, przez co trasa jest jeszcze bardziej niewidoczna. Całość to typowy obraz nędzy i rozpaczy.    Postaci nadrukowane na żetonach do obstawiania działają na mnie irytująco. Wszystkie mają takie same miny, identyczny układ oczy, ust, nosa, stoją w tej samej pozycji, jedynie ubrane są inaczej, dzięki czemu można powiedzieć jakiej są płci, choć co do jednej miałem spore wątpliwości. Powiecie, że się czepiam, jednak w dzisiejszych czasach gracze coraz większą uwagę zwracają na rozmaitość elementów – nikt nie lubi monotonii i wtórności. Poza tym, mówimy tutaj również o produkcie dla najmłodszych, dla których rozmaitość elementów to podstawa.  Mechanika Donkey Derby jest nudna jak flaki z olejem. Obstawiamy, 5 razy rzucamy kostką, obstawiamy, następna osoba rzuca kością, itd. Najgorzej robi się w dwóch sytuacjach – gdy na początku gry wykorzystamy wszystkie swoje żetony i nie robimy nic tylko patrzymy jak inni rzucają kością i przesuwają osły. Druga sytuacja, to moment w którym pierwszy osioł przebiegnie linię mety - ten zostaje zwycięzcą, to oczywiste, jednak my nadal musimy rzucać kością! Trzeba się dowiedzieć, który osioł będzie na drugim, a który na 3. Żeby tego było mało, gdy pierwszy zwierzak minie mety nie możemy już obstawiać wyścigu, gra sprowadza się do turlania kością. Przecież to jest tragedia! W Monopoly można wykonać więcej akcji niż w Donkey Derby!   Donkey Derby nie oferuje nic ciekawego – jakość wykonania jest zła, jeśli i nie tragiczna, mechanika to nudne przerzuty kością. Jedyny „zwrot akcji” następuje w momencie, gdy osioł stanie na polu z mostem. Wtedy traci kolejkę, dzięki czemu gracze do następnej rundy nie mogą nim poruszać, co z kolei determinuje mniejszą ilość rzutów kością. Uff, jak dobrze! Wskazówka taktyczna umieszczona w instrukcji podpowiada by nie trzymać zbyt długo żetonów u siebie, tylko obstawiać, obstawiać, bo inni gracze miejsca zajmą!! Super, tylko później będę rzucał kością i patrzył jak inni mogą sobie położyć żeton na planszy. Czujecie te emocje?!    Klimat i atmosfera. One nie istnieją. Ciężko w ogóle wyczuć klimat tej gry - Wyścigi Osłów? Może jest to popularne w Wielkiej Brytanii, jednak w pozostałej części Europy chyba nie bardzo, nie mówiąc o terenach dalekiej Azji. Wolę porzucać kostką w Talismanie i zdecydować, czy pójdę w lewo czy w prawo i powalczę ze wściekłym gorylem lub ogromnym smokiem. Nie znam nikogo, kto byłby fanem losowości ekstremalnej, połączonej z mdłym klimatem i nudną mechaniką. Jeśli znajdziecie kogoś takiego, pokażcie mu ten tekst.  Chciałbym dostrzec jakieś zalety Donkey Derby, ale jest to po prostu niemożliwe. Jeśli pokażecie tę grę znajomym, którzy nie mają styczności z grami planszowymi, tylko ich zniechęcicie i stracicie okazję do grania w większym gronie w o wiele lepsze i ciekawsze pozycje. Doświadczeni gracze będą unikać jej jak ognia. Może jest to jakaś alternatywa dla rodziców, którzy chcą pokazać gry planszowe swoim pociechom, tym naprawdę małym i nie oczekującym od planszówek zbyt wiele, W tym przypadku również znajdziemy masę innych, ciekawszych gier, które stały się hitem wśród dzieciaków.  Tekst krótki, bo nie widzę sensu się rozpisywać o Donkey Derby. Tragiczne wykonanie, słaba jakość komponentów, ogromna losowość, nijaka mechanika, brak klimatu, nie zapomniałem o czymś? Wszystkie te elementy gry powodują, że Donkey Derby jest do bólu złą grą, pozbawionej jakiejkolwiek przyjemności z gry. Przyznam szczerze, że nie spodziewałem się aż tak niedopracowanego tytułu i liczyłem na coś innego, jakiś element mechaniki, wprowadzający lekki powiew świeżości. Zawiodłem się i ostrzegam Was wszystkich - Donkey Derby to gra tragicznie zła.    Data wydania 2016 Liczba graczy 2-4 Sugerowana liczba graczy 4 Czas gry 20 minut Sugerowany wiek min. 8 lat Polski wydawca brak

Klimat i atmosfera. One nie istnieją. Ciężko w ogóle wyczuć klimat tej gry - Wyścigi Osłów? Może jest to popularne w Wielkiej Brytanii, jednak w pozostałej części Europy chyba nie bardzo, nie mówiąc o terenach dalekiej Azji. Wolę porzucać kostką w Talismanie i zdecydować, czy pójdę w lewo czy w prawo i powalczę ze wściekłym gorylem lub ogromnym smokiem. Nie znam nikogo, kto byłby fanem losowości ekstremalnej, połączonej z mdłym klimatem i nudną mechaniką. Jeśli znajdziecie kogoś takiego, pokażcie mu ten tekst.

Werdykt

Chciałbym dostrzec jakieś zalety Donkey Derby, ale jest to po prostu niemożliwe. Jeśli pokażecie tę grę znajomym, którzy nie mają styczności z grami planszowymi, tylko ich zniechęcicie i stracicie okazję do grania w większym gronie w o wiele lepsze i ciekawsze pozycje. Doświadczeni gracze będą unikać jej jak ognia. Może jest to jakaś alternatywa dla rodziców, którzy chcą pokazać gry planszowe swoim pociechom, tym naprawdę małym i nie oczekującym od planszówek zbyt wiele, W tym przypadku również znajdziemy masę innych, ciekawszych gier, które stały się hitem wśród dzieciaków.

Tekst krótki, bo nie widzę sensu się rozpisywać o Donkey Derby. Tragiczne wykonanie, słaba jakość komponentów, ogromna losowość, nijaka mechanika, brak klimatu, nie zapomniałem o czymś? Wszystkie te elementy gry powodują, że Donkey Derby jest do bólu złą grą, pozbawionej jakiejkolwiek przyjemności z gry. Przyznam szczerze, że nie spodziewałem się aż tak niedopracowanego tytułu i liczyłem na coś innego, jakiś element mechaniki, wprowadzający lekki powiew świeżości. Zawiodłem się i ostrzegam Was wszystkich - Donkey Derby to gra tragicznie zła.

   Każdy z nas lubi zakosztować trochę hazardu. Zastrzyk adrenaliny, niecierpliwe oczekiwanie, pokazanie nerwów ze stali. Bardzo łatwo się wciągnąć, o wiele trudniej z tego wyjść i dać sobie spokój. Gry planszowe oferują tego typu zabawę, jednak w trochę lżejszym wymiarze. Miałem możliwość zagrania w Przebiegłe Wielbłądy, które są chyba najlepszym przykładem tego typu gier. Po Essen nie milkną echa zdobytych nowości, ja miałem nieprzyjemność zakosztować jednej i o mało co, a nie zwróciłbym jej w dość obrzydliwy sposób. Zapraszam na recenzję gry Donkey Derby.   Po otworzeniu małego pudełka z grę, pierwsze co rzuca nam się w oczy to instrukcja, która wyjaśnia zasady w 5 różnych językach! Mamy streszczenie wszystkich zasad, porady taktyczne, przebieg całej gry, opis wariantu z mostem, a wszystko to okraszone kilkoma przykładami. W zestawie otrzymujemy zwykłą, czarną kostkę k6, 5 identycznych figurek osłów, różniących się wyłącznie kolorem, 15 znaczników do obstawiania wyścigu oraz 5 znaczników postaci. Na sam koniec dwustronna, duża plansza. Całość prezentuje się dość słabo – nie ma jakiejkolwiek wypraski w pudełku, które od wewnątrz jest po prostu szare. Żetony są wykonane poprawnie, jednak nie ma się nad czym zachwycać.    Rozgrywka w Donkey Derby jest bardzo prosta. Każdy z graczy otrzymuje jeden żeton postaci oraz 3 żetony obstawiania, wszystko w jednym kolorze. Pierwszego gracza wybieramy w sposób losowy – on zacznie obstawiać, a także poruszać osłami. W swojej turze gracz może wykorzystać tylko jeden znacznik obstawiania – kładzie go na odpowiednim polu, oznaczonym kolorem osła. Pierwszy znacznik na polu w kolorze osła, który wygra, da na koniec gry najwięcej punktów, drugi mniej, itd. Żeby było bardziej "skomplikowanie", za osły na pozycjach 2-3 też można otrzymać punkty. Co ważniejsze, raz obstawiony żeton, nie może być wykorzystany ponownie, zostanie tam aż do końca gry. Następnie, pierwszy gracz rzuca kością za każdego osła. Gdy wszystkie osły już się poruszą, następuje runda obstawiania, gdzie każdy z graczy może przewidzieć zwycięzce wyścigu. Następnie kostką rzuca druga w kolejności osoba i tak do momentu gdy 3 pierwsze osły przekroczą linię mety. Wtedy następuje punktacja:  przenosimy figurki trzech pierwszy osłów na podium nad nimi ustawiamy obstawione żetony w trakcie gry każde pole na podium ma określoną wartość punktową – gracz, który ma ich najwięcej wygrywa grę   Donkey Derby nie jest grą, w której doświadczymy niesamowitych emocji związanych z rozgrywką, nie będziemy głowić się nad wspaniałością mechaniki i prosić graczy byśmy zagrali jeszcze raz. To zwykła, prosta gra w hazard i liczenie na łut szczęścia. Łudząco podobna do Przebiegłych Wielbłądów, jednak o wiele uboższa. Zacznijmy od wykonania, wyżej mówiłem o jego przeciętności, przy czym nie miałem się za bardzo do czego przyczepić pod względem technicznym. Wszystkie figurki osłów są takie same, przez co, do gry wprowadzana jest zasada odwracania tyłem do kierunku wyścigu figurki, która była już poruszana, tak by się nie pomylić. Naprawdę? Wydawcy i autorzy nie mogli zdecydować się na urozmaicenie tych osłów, chociażby po to by dać trochę frajdy dzieciom, które będą w to grały?  Plansza to istna masakra i od razu widać, że została zrobiona po łebkach. Jest dwustronna – na jednej osły mogą ścigać się w dzień, na drugiej pod osłoną nocy. Trasa wyścigu wydaje się być źle wydrukowana, mniej ostra, mniej widoczna od pozostałych elementów na planszy - nadrukowane postaci wyglądają całkiem nieźle. Jeszcze gorzej jest na nocnej stronie planszy - poświata rzucana przez lampy jest kompletnie nieostra i rozmazana, przez co trasa jest jeszcze bardziej niewidoczna. Całość to typowy obraz nędzy i rozpaczy.    Postaci nadrukowane na żetonach do obstawiania działają na mnie irytująco. Wszystkie mają takie same miny, identyczny układ oczy, ust, nosa, stoją w tej samej pozycji, jedynie ubrane są inaczej, dzięki czemu można powiedzieć jakiej są płci, choć co do jednej miałem spore wątpliwości. Powiecie, że się czepiam, jednak w dzisiejszych czasach gracze coraz większą uwagę zwracają na rozmaitość elementów – nikt nie lubi monotonii i wtórności. Poza tym, mówimy tutaj również o produkcie dla najmłodszych, dla których rozmaitość elementów to podstawa.  Mechanika Donkey Derby jest nudna jak flaki z olejem. Obstawiamy, 5 razy rzucamy kostką, obstawiamy, następna osoba rzuca kością, itd. Najgorzej robi się w dwóch sytuacjach – gdy na początku gry wykorzystamy wszystkie swoje żetony i nie robimy nic tylko patrzymy jak inni rzucają kością i przesuwają osły. Druga sytuacja, to moment w którym pierwszy osioł przebiegnie linię mety - ten zostaje zwycięzcą, to oczywiste, jednak my nadal musimy rzucać kością! Trzeba się dowiedzieć, który osioł będzie na drugim, a który na 3. Żeby tego było mało, gdy pierwszy zwierzak minie mety nie możemy już obstawiać wyścigu, gra sprowadza się do turlania kością. Przecież to jest tragedia! W Monopoly można wykonać więcej akcji niż w Donkey Derby!   Donkey Derby nie oferuje nic ciekawego – jakość wykonania jest zła, jeśli i nie tragiczna, mechanika to nudne przerzuty kością. Jedyny „zwrot akcji” następuje w momencie, gdy osioł stanie na polu z mostem. Wtedy traci kolejkę, dzięki czemu gracze do następnej rundy nie mogą nim poruszać, co z kolei determinuje mniejszą ilość rzutów kością. Uff, jak dobrze! Wskazówka taktyczna umieszczona w instrukcji podpowiada by nie trzymać zbyt długo żetonów u siebie, tylko obstawiać, obstawiać, bo inni gracze miejsca zajmą!! Super, tylko później będę rzucał kością i patrzył jak inni mogą sobie położyć żeton na planszy. Czujecie te emocje?!    Klimat i atmosfera. One nie istnieją. Ciężko w ogóle wyczuć klimat tej gry - Wyścigi Osłów? Może jest to popularne w Wielkiej Brytanii, jednak w pozostałej części Europy chyba nie bardzo, nie mówiąc o terenach dalekiej Azji. Wolę porzucać kostką w Talismanie i zdecydować, czy pójdę w lewo czy w prawo i powalczę ze wściekłym gorylem lub ogromnym smokiem. Nie znam nikogo, kto byłby fanem losowości ekstremalnej, połączonej z mdłym klimatem i nudną mechaniką. Jeśli znajdziecie kogoś takiego, pokażcie mu ten tekst.  Chciałbym dostrzec jakieś zalety Donkey Derby, ale jest to po prostu niemożliwe. Jeśli pokażecie tę grę znajomym, którzy nie mają styczności z grami planszowymi, tylko ich zniechęcicie i stracicie okazję do grania w większym gronie w o wiele lepsze i ciekawsze pozycje. Doświadczeni gracze będą unikać jej jak ognia. Może jest to jakaś alternatywa dla rodziców, którzy chcą pokazać gry planszowe swoim pociechom, tym naprawdę małym i nie oczekującym od planszówek zbyt wiele, W tym przypadku również znajdziemy masę innych, ciekawszych gier, które stały się hitem wśród dzieciaków.  Tekst krótki, bo nie widzę sensu się rozpisywać o Donkey Derby. Tragiczne wykonanie, słaba jakość komponentów, ogromna losowość, nijaka mechanika, brak klimatu, nie zapomniałem o czymś? Wszystkie te elementy gry powodują, że Donkey Derby jest do bólu złą grą, pozbawionej jakiejkolwiek przyjemności z gry. Przyznam szczerze, że nie spodziewałem się aż tak niedopracowanego tytułu i liczyłem na coś innego, jakiś element mechaniki, wprowadzający lekki powiew świeżości. Zawiodłem się i ostrzegam Was wszystkich - Donkey Derby to gra tragicznie zła.    Data wydania 2016 Liczba graczy 2-4 Sugerowana liczba graczy 4 Czas gry 20 minut Sugerowany wiek min. 8 lat Polski wydawca brak

Data wydania 2016
Liczba graczy 2-4
Sugerowana liczba graczy 4
Czas gry 20 minut
Sugerowany wiek min. 8 lat
Polski wydawca brak
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz