Zaklinacze - recenzja



O Zaklinaczach wydawnictwa Gindie słyszałem już w maju za sprawą Kasi i Wiktora z bloga Planszówki we dwoje. Ciekawa mechanika, lekki klimat i prostota zasad spowodowały, że natychmiast chciałem rozegrać kilka partii. Niestety, w tamtym czasie szybko o grze zapomniałem, głównie przez inne obowiązki, co nie oznacza, że o niej kompletnie zapomniałem. W końcu udało mi się zebrać stałą ekipę, by pójść do pubu z planszówkami, wypożyczyć Zaklinaczy i przekonać się na własnej skórze czy faktycznie jest to takie dobre jak wszyscy opisują. Dzień przed spotkaniem otrzymałem wiadomość z pytaniem czy nie byłbym zainteresowany egzemplarzem gry do recenzji. Moja odpowiedź była natychmiastowa.


Za co zapłacisz?

W niestandardowej wielkości pudełku, które może bruździć w kolekcji maniakom porządku i estetyki znajdziemy naprawdę sporo kart, ponad 150 sztuk, sporo żetonów ran i kryształów i krótką instrukcję. Ta ostatnia w prosty i, co ważniejsze, przejrzysty sposób opisuje wszystkie zasady, popierając się odpowiednimi przykładami. Grę możecie kupić już za 79,99 zł i myślę, że ciężko znaleźć grę, która oferuje tyle kart w tak dobrej cenie.

O Zaklinaczach wydawnictwa Gindie słyszałem już w maju za sprawą Kasi i Wiktora z bloga Planszówki we dwoje. Ciekawa mechanika, lekki klimat i prostota zasad spowodowały, że natychmiast chciałem rozegrać kilka partii. Niestety, w tamtym czasie szybko o grze zapomniałem, głównie przez inne obowiązki, co nie oznacza, że o niej kompletnie zapomniałem. W końcu udało mi się zebrać stałą ekipę, by pójść do pubu z planszówkami, wypożyczyć Zaklinaczy i przekonać się na własnej skórze czy faktycznie jest to takie dobre jak wszyscy opisują. Dzień przed spotkaniem otrzymałem wiadomość z pytaniem czy nie byłbym zainteresowany egzemplarzem gry do recenzji. Moja odpowiedź była natychmiastowa.   Za co zapłacisz?  W niestandardowej wielkości pudełku, które może bruździć w kolekcji maniakom porządku i estetyki znajdziemy naprawdę sporo kart, ponad 150 sztuk, sporo żetonów ran i kryształów i krótką instrukcję. Ta ostatnia w prosty i, co ważniejsze, przejrzysty sposób opisuje wszystkie zasady, popierając się odpowiednimi przykładami. Grę możecie kupić już za 79,99 zł i myślę, że ciężko znaleźć grę, która oferuje tyle kart w tak dobrej cenie.  Grafiki na kartach są wprost genialne. Połączenie fantastyczno-bajkowego klimatu wyszło znakomicie i napawa dużym optymizmem przed pierwszą rozgrywką. Karty są czytelne, wszystkie informacje na nich zawarte są dobrze widoczne i oznaczone. Ciekawie wyglądają również napisy na kartach, które można łączyć. Dzięki nim można się uśmiechnąć i zgadywać, do jakiego kultowego filmu jest to nawiązanie. Fajna sprawa.  Chwilę o zasadach  Bardzo dużym plusem dla Zaklinaczy są niezwykle proste zasady, które jesteśmy w stanie wytłumaczyć w kilka minut. Celem każdego z graczy jest uzbieranie jak największej liczby punktów, które możemy zdobyć zabijając różne potwory lub dzięki zebranym przedmiotom. W swojej turze gracz ma do wyboru dwie możliwości: wykonuje akcje oznaczoną znakiem "x", najczęściej zdobywa dzięki temu kryształy, leczy swoją postać i otrzymuje bonusy urządza wyprawę i idzie po jedną kartę - na torze kart zawsze będzie dostępne 6 kart, po które możemy pójść. Zanim zabierzemy upragniony miecz musimy opłacić koszt wyprawy, czyli różnicę między kartą wioski, a zabieraną kartą. Jeśli za nasz cel upatrzymy sobie potwora, najpierw musimy go pokonać, zanim zabierzmy truchło jako nagrodę. Co ciekawe, podczas walk, aktywność zachowują wszystkie ikony, które są widoczne. Spowodowane jest to mechanizmem zakrywania każdej następnej karty, zostawiając odkryty jej dolny poziom. Jak to wygląda w praktyce? Kupując bardzo fajną broń, mającą tylko ikony na górnej części karty, dające nam bonusy do obrony oraz ataku, musimy wziąć pod uwagę, że następny artefakt automatycznie przykryje nam tą pierwszą, przez co stracimy wszystkie bonusy. Implikuje to naprawdę fajny mechanizm takiego kombinowania i dobierania kart, by było to jak najbardziej opłacalne.   Ubij dziada!  Ze wszystkich mechanizmów zastosowanych w Zaklinaczach, ten z dobieraniem nowych kart sprawdza się najlepiej. Decydując się na taki ruch, musimy liczyć się z tym, że część naszych statystyk może drastycznie spaść, przez co będziemy mieli mniejsze szanse na zdobycie dodatkowych punktów za ubijane maszkary. Wprowadza to ciekawy element zdrowego kombinowania i myślenia, czy faktycznie ta skórzana zbroja będzie lepsza od noszonego pancerza? Jednocześnie nie ma mowy o jakimkolwiek zamulaniu przy stole - Zaklinacze to szybka i prosta gra.  Kupując jakąkolwiek grę, zawsze zadajemy sobie to samo pytanie - czy będzie regrywalna? Po ilu partiach mi się znudzi? Zaklinacze dysponują sześcioma różnymi taliami krain - do gry używamy tylko 4, mieszając je dowolnie. Dodajmy do tego fakt, że spośród 11 wiosek, wybieramy tylko jedną. Daje nam to naprawdę sporo możliwości ponownej gry. Talie krain różnią się od siebie diametralnie - niektóre stawiają na walkę, inne na leczenie i zbieranie kryształów - to tylko potwierdza moje przekonanie, że Zaklinaczami będziemy mogli cieszyć się przez długi czas. Mam tylko problem z zawartością poszczególnych talii - przy piątek lub szóstej rozgrywce, można odnieść niemiłe wrażenie, że karty każdej z talli powinny być bardziej zróżnicowane.   Nie obraź się, ale wezmę sobie to..  Interakcja między graczami działa wyśmienicie. O ile, jak czytałem, w pierwszych fazach gry, jej prototypach, nacisk na negatywną interakcję nie był zbyt duży, tak w finalnym produkcie da się ją wyczuć i to bardzo często. Mamy specjalne zaklęcia działające tylko na innych graczy, możemy im przeszkadzać, coś ukraść, ale też pomóc i podleczyć rany. Działanie kart jest tak skonstruowane, by nie wyprzedzić dzięki nim innych i nie dążyć w pojedynkę do końcowego zwycięstwa. Zaklinacze są grą nieprzewidywalną, gdzie sytuacja potrafi się zmieniać o 180 stopni w parę chwil.  Bardzo mnie cieszy mechanizm walki z potworami. Nie odczuwamy żadnej presji, stwory nikogo nie zaatakują w złym momencie. To gracze decydują kiedy stoczą z nimi walkę. Co więcej, wiemy ile powinna wynosić nasza wartość ataku by usiec przeciwnika oraz ile otrzymamy ran. Jednocześnie nie musimy się obawiać o śmierć naszego herosa - rany to tak naprawdę punkty ujemne, które rozliczymy pod koniec gry. Za każdym razem, atmosfera podczas rozgrywki były bardzo luźna, nikt się nie stresował, mózgi nie parowały, a my mogliśmy się cieszyć naszym spotkaniem i dobrą karcianką.  Moim zdaniem, Zaklinacze lepiej sprawdzają się w większym gronie graczy. Gra we dwoje jest spokojniejsza, mamy więcej możliwości doboru kart, bitwa o najlepsze bronie nie jest już tak zażarta. Czas oczekiwania na swoją kolejkę wyraźnie się skraca, ale przy częstszym graniu w Zaklinaczy w dwuosobowym składzie szybko by się nam znudzili.  Zaklinacze są prostą i szybką grą, idealną na spotkania ze znajomymi - nie oczekujcie wylewającego się klimatu z pudełka. Ciężko przekuć doskonałe ilustracje ze świata fantasy na poczucie, że faktycznie jesteśmy poszukiwaczami magicznych przedmiotów i walczymy ze smokami i ogrami. Po pewnym czasie niektóre czynności wykonujemy mechanicznie, przez co gra może lekko stracić na uroku. Rekompensują to napisy na kartach przedmiotów i zaklęć, które razem dają naprawdę zabawne połączenie.  Werdykt  Przyznam się, że nie oczekiwałem zbyt wiele po Zaklinaczach. Mieli być szybką, prostą grą, z fajną mechaniką i nie zawiodłem się. Dają mnóstwo frajdy, ubijanie potworów jest ekscytujące, a teksty na kratach potrafią rozbawić. Potraktujcie Zaklinaczy jak przyjemną karciankę, świetną na spotkania ze znajomymi, którą możecie zabrać ze sobą do pubu i tam pograć przez długie chwile i świetnie się bawić we wspólnym gronie. Dodatkowo, ciekawa interakcja wzmaga rywalizację, dzięki czemu przy stole potrafi zrobić się głośno, ale przecież o to chodzi - jeśli lubicie tego typu rozgrywki, szybkie, proste, nacechowane starymi, dobrymi grami RPG, do zagrania w gronie znajomych, bierzcie śmiało. Zaklinacze to bardzo dobra propozycja na ciekawy filler między cięższymi tytułami. Polecam!  Za przekazanie gry do recenzji serdecznie dziękuję        Data wydania 2016 Liczba graczy 2-4 Sugerowana liczba graczy 3-4 Czas gry 30-45 minut Sugerowany wiek min. 12 lat Polski wydawca Gindie

Grafiki na kartach są wprost genialne. Połączenie fantastyczno-bajkowego klimatu wyszło znakomicie i napawa dużym optymizmem przed pierwszą rozgrywką. Karty są czytelne, wszystkie informacje na nich zawarte są dobrze widoczne i oznaczone. Ciekawie wyglądają również napisy na kartach, które można łączyć. Dzięki nim można się uśmiechnąć i zgadywać, do jakiego kultowego filmu jest to nawiązanie. Fajna sprawa.

Chwilę o zasadach

Bardzo dużym plusem dla Zaklinaczy są niezwykle proste zasady, które jesteśmy w stanie wytłumaczyć w kilka minut. Celem każdego z graczy jest uzbieranie jak największej liczby punktów, które możemy zdobyć zabijając różne potwory lub dzięki zebranym przedmiotom. W swojej turze gracz ma do wyboru dwie możliwości:
  • wykonuje akcje oznaczoną znakiem "x", najczęściej zdobywa dzięki temu kryształy, leczy swoją postać i otrzymuje bonusy
  • urządza wyprawę i idzie po jedną kartę - na torze kart zawsze będzie dostępne 6 kart, po które możemy pójść. Zanim zabierzemy upragniony miecz musimy opłacić koszt wyprawy, czyli różnicę między kartą wioski, a zabieraną kartą. Jeśli za nasz cel upatrzymy sobie potwora, najpierw musimy go pokonać, zanim zabierzmy truchło jako nagrodę.
O Zaklinaczach wydawnictwa Gindie słyszałem już w maju za sprawą Kasi i Wiktora z bloga Planszówki we dwoje. Ciekawa mechanika, lekki klimat i prostota zasad spowodowały, że natychmiast chciałem rozegrać kilka partii. Niestety, w tamtym czasie szybko o grze zapomniałem, głównie przez inne obowiązki, co nie oznacza, że o niej kompletnie zapomniałem. W końcu udało mi się zebrać stałą ekipę, by pójść do pubu z planszówkami, wypożyczyć Zaklinaczy i przekonać się na własnej skórze czy faktycznie jest to takie dobre jak wszyscy opisują. Dzień przed spotkaniem otrzymałem wiadomość z pytaniem czy nie byłbym zainteresowany egzemplarzem gry do recenzji. Moja odpowiedź była natychmiastowa.   Za co zapłacisz?  W niestandardowej wielkości pudełku, które może bruździć w kolekcji maniakom porządku i estetyki znajdziemy naprawdę sporo kart, ponad 150 sztuk, sporo żetonów ran i kryształów i krótką instrukcję. Ta ostatnia w prosty i, co ważniejsze, przejrzysty sposób opisuje wszystkie zasady, popierając się odpowiednimi przykładami. Grę możecie kupić już za 79,99 zł i myślę, że ciężko znaleźć grę, która oferuje tyle kart w tak dobrej cenie.  Grafiki na kartach są wprost genialne. Połączenie fantastyczno-bajkowego klimatu wyszło znakomicie i napawa dużym optymizmem przed pierwszą rozgrywką. Karty są czytelne, wszystkie informacje na nich zawarte są dobrze widoczne i oznaczone. Ciekawie wyglądają również napisy na kartach, które można łączyć. Dzięki nim można się uśmiechnąć i zgadywać, do jakiego kultowego filmu jest to nawiązanie. Fajna sprawa.  Chwilę o zasadach  Bardzo dużym plusem dla Zaklinaczy są niezwykle proste zasady, które jesteśmy w stanie wytłumaczyć w kilka minut. Celem każdego z graczy jest uzbieranie jak największej liczby punktów, które możemy zdobyć zabijając różne potwory lub dzięki zebranym przedmiotom. W swojej turze gracz ma do wyboru dwie możliwości: wykonuje akcje oznaczoną znakiem "x", najczęściej zdobywa dzięki temu kryształy, leczy swoją postać i otrzymuje bonusy urządza wyprawę i idzie po jedną kartę - na torze kart zawsze będzie dostępne 6 kart, po które możemy pójść. Zanim zabierzemy upragniony miecz musimy opłacić koszt wyprawy, czyli różnicę między kartą wioski, a zabieraną kartą. Jeśli za nasz cel upatrzymy sobie potwora, najpierw musimy go pokonać, zanim zabierzmy truchło jako nagrodę. Co ciekawe, podczas walk, aktywność zachowują wszystkie ikony, które są widoczne. Spowodowane jest to mechanizmem zakrywania każdej następnej karty, zostawiając odkryty jej dolny poziom. Jak to wygląda w praktyce? Kupując bardzo fajną broń, mającą tylko ikony na górnej części karty, dające nam bonusy do obrony oraz ataku, musimy wziąć pod uwagę, że następny artefakt automatycznie przykryje nam tą pierwszą, przez co stracimy wszystkie bonusy. Implikuje to naprawdę fajny mechanizm takiego kombinowania i dobierania kart, by było to jak najbardziej opłacalne.   Ubij dziada!  Ze wszystkich mechanizmów zastosowanych w Zaklinaczach, ten z dobieraniem nowych kart sprawdza się najlepiej. Decydując się na taki ruch, musimy liczyć się z tym, że część naszych statystyk może drastycznie spaść, przez co będziemy mieli mniejsze szanse na zdobycie dodatkowych punktów za ubijane maszkary. Wprowadza to ciekawy element zdrowego kombinowania i myślenia, czy faktycznie ta skórzana zbroja będzie lepsza od noszonego pancerza? Jednocześnie nie ma mowy o jakimkolwiek zamulaniu przy stole - Zaklinacze to szybka i prosta gra.  Kupując jakąkolwiek grę, zawsze zadajemy sobie to samo pytanie - czy będzie regrywalna? Po ilu partiach mi się znudzi? Zaklinacze dysponują sześcioma różnymi taliami krain - do gry używamy tylko 4, mieszając je dowolnie. Dodajmy do tego fakt, że spośród 11 wiosek, wybieramy tylko jedną. Daje nam to naprawdę sporo możliwości ponownej gry. Talie krain różnią się od siebie diametralnie - niektóre stawiają na walkę, inne na leczenie i zbieranie kryształów - to tylko potwierdza moje przekonanie, że Zaklinaczami będziemy mogli cieszyć się przez długi czas. Mam tylko problem z zawartością poszczególnych talii - przy piątek lub szóstej rozgrywce, można odnieść niemiłe wrażenie, że karty każdej z talli powinny być bardziej zróżnicowane.   Nie obraź się, ale wezmę sobie to..  Interakcja między graczami działa wyśmienicie. O ile, jak czytałem, w pierwszych fazach gry, jej prototypach, nacisk na negatywną interakcję nie był zbyt duży, tak w finalnym produkcie da się ją wyczuć i to bardzo często. Mamy specjalne zaklęcia działające tylko na innych graczy, możemy im przeszkadzać, coś ukraść, ale też pomóc i podleczyć rany. Działanie kart jest tak skonstruowane, by nie wyprzedzić dzięki nim innych i nie dążyć w pojedynkę do końcowego zwycięstwa. Zaklinacze są grą nieprzewidywalną, gdzie sytuacja potrafi się zmieniać o 180 stopni w parę chwil.  Bardzo mnie cieszy mechanizm walki z potworami. Nie odczuwamy żadnej presji, stwory nikogo nie zaatakują w złym momencie. To gracze decydują kiedy stoczą z nimi walkę. Co więcej, wiemy ile powinna wynosić nasza wartość ataku by usiec przeciwnika oraz ile otrzymamy ran. Jednocześnie nie musimy się obawiać o śmierć naszego herosa - rany to tak naprawdę punkty ujemne, które rozliczymy pod koniec gry. Za każdym razem, atmosfera podczas rozgrywki były bardzo luźna, nikt się nie stresował, mózgi nie parowały, a my mogliśmy się cieszyć naszym spotkaniem i dobrą karcianką.  Moim zdaniem, Zaklinacze lepiej sprawdzają się w większym gronie graczy. Gra we dwoje jest spokojniejsza, mamy więcej możliwości doboru kart, bitwa o najlepsze bronie nie jest już tak zażarta. Czas oczekiwania na swoją kolejkę wyraźnie się skraca, ale przy częstszym graniu w Zaklinaczy w dwuosobowym składzie szybko by się nam znudzili.  Zaklinacze są prostą i szybką grą, idealną na spotkania ze znajomymi - nie oczekujcie wylewającego się klimatu z pudełka. Ciężko przekuć doskonałe ilustracje ze świata fantasy na poczucie, że faktycznie jesteśmy poszukiwaczami magicznych przedmiotów i walczymy ze smokami i ogrami. Po pewnym czasie niektóre czynności wykonujemy mechanicznie, przez co gra może lekko stracić na uroku. Rekompensują to napisy na kartach przedmiotów i zaklęć, które razem dają naprawdę zabawne połączenie.  Werdykt  Przyznam się, że nie oczekiwałem zbyt wiele po Zaklinaczach. Mieli być szybką, prostą grą, z fajną mechaniką i nie zawiodłem się. Dają mnóstwo frajdy, ubijanie potworów jest ekscytujące, a teksty na kratach potrafią rozbawić. Potraktujcie Zaklinaczy jak przyjemną karciankę, świetną na spotkania ze znajomymi, którą możecie zabrać ze sobą do pubu i tam pograć przez długie chwile i świetnie się bawić we wspólnym gronie. Dodatkowo, ciekawa interakcja wzmaga rywalizację, dzięki czemu przy stole potrafi zrobić się głośno, ale przecież o to chodzi - jeśli lubicie tego typu rozgrywki, szybkie, proste, nacechowane starymi, dobrymi grami RPG, do zagrania w gronie znajomych, bierzcie śmiało. Zaklinacze to bardzo dobra propozycja na ciekawy filler między cięższymi tytułami. Polecam!  Za przekazanie gry do recenzji serdecznie dziękuję        Data wydania 2016 Liczba graczy 2-4 Sugerowana liczba graczy 3-4 Czas gry 30-45 minut Sugerowany wiek min. 12 lat Polski wydawca Gindie

Co ciekawe, podczas walk, aktywność zachowują wszystkie ikony, które są widoczne. Spowodowane jest to mechanizmem zakrywania każdej następnej karty, zostawiając odkryty jej dolny poziom. Jak to wygląda w praktyce? Kupując bardzo fajną broń, mającą tylko ikony na górnej części karty, dające nam bonusy do obrony oraz ataku, musimy wziąć pod uwagę, że następny artefakt automatycznie przykryje nam tą pierwszą, przez co stracimy wszystkie bonusy. Implikuje to naprawdę fajny mechanizm takiego kombinowania i dobierania kart, by było to jak najbardziej opłacalne. 

Ubij dziada!

Ze wszystkich mechanizmów zastosowanych w Zaklinaczach, ten z dobieraniem nowych kart sprawdza się najlepiej. Decydując się na taki ruch, musimy liczyć się z tym, że część naszych statystyk może drastycznie spaść, przez co będziemy mieli mniejsze szanse na zdobycie dodatkowych punktów za ubijane maszkary. Wprowadza to ciekawy element zdrowego kombinowania i myślenia, czy faktycznie ta skórzana zbroja będzie lepsza od noszonego pancerza? Jednocześnie nie ma mowy o jakimkolwiek zamulaniu przy stole - Zaklinacze to szybka i prosta gra.


Kupując jakąkolwiek grę, zawsze zadajemy sobie to samo pytanie - czy będzie regrywalna? Po ilu partiach mi się znudzi? Zaklinacze dysponują sześcioma różnymi taliami krain - do gry używamy tylko 4, mieszając je dowolnie. Dodajmy do tego fakt, że spośród 11 wiosek, wybieramy tylko jedną. Daje nam to naprawdę sporo możliwości ponownej gry. Talie krain różnią się od siebie diametralnie - niektóre stawiają na walkę, inne na leczenie i zbieranie kryształów - to tylko potwierdza moje przekonanie, że Zaklinaczami będziemy mogli cieszyć się przez długi czas. Mam tylko problem z zawartością poszczególnych talii - przy piątek lub szóstej rozgrywce, można odnieść niemiłe wrażenie, że karty każdej z talli powinny być bardziej zróżnicowane. 

Nie obraź się, ale wezmę sobie to..

Interakcja między graczami działa wyśmienicie. O ile, jak czytałem, w pierwszych fazach gry, jej prototypach, nacisk na negatywną interakcję nie był zbyt duży, tak w finalnym produkcie da się ją wyczuć i to bardzo często. Mamy specjalne zaklęcia działające tylko na innych graczy, możemy im przeszkadzać, coś ukraść, ale też pomóc i podleczyć rany. Działanie kart jest tak skonstruowane, by nie wyprzedzić dzięki nim innych i nie dążyć w pojedynkę do końcowego zwycięstwa. Zaklinacze są grą nieprzewidywalną, gdzie sytuacja potrafi się zmieniać o 180 stopni w parę chwil.


Bardzo mnie cieszy mechanizm walki z potworami. Nie odczuwamy żadnej presji, stwory nikogo nie zaatakują w złym momencie. To gracze decydują kiedy stoczą z nimi walkę. Co więcej, wiemy ile powinna wynosić nasza wartość ataku by usiec przeciwnika oraz ile otrzymamy ran. Jednocześnie nie musimy się obawiać o śmierć naszego herosa - rany to tak naprawdę punkty ujemne, które rozliczymy pod koniec gry. Za każdym razem, atmosfera podczas rozgrywki były bardzo luźna, nikt się nie stresował, mózgi nie parowały, a my mogliśmy się cieszyć naszym spotkaniem i dobrą karcianką.

Moim zdaniem, Zaklinacze lepiej sprawdzają się w większym gronie graczy. Gra we dwoje jest spokojniejsza, mamy więcej możliwości doboru kart, bitwa o najlepsze bronie nie jest już tak zażarta. Czas oczekiwania na swoją kolejkę wyraźnie się skraca, ale przy częstszym graniu w Zaklinaczy w dwuosobowym składzie szybko by się nam znudzili.


Zaklinacze są prostą i szybką grą, idealną na spotkania ze znajomymi - nie oczekujcie wylewającego się klimatu z pudełka. Ciężko przekuć doskonałe ilustracje ze świata fantasy na poczucie, że faktycznie jesteśmy poszukiwaczami magicznych przedmiotów i walczymy ze smokami i ogrami. Po pewnym czasie niektóre czynności wykonujemy mechanicznie, przez co gra może lekko stracić na uroku. Rekompensują to napisy na kartach przedmiotów i zaklęć, które razem dają naprawdę zabawne połączenie.

Werdykt

Przyznam się, że nie oczekiwałem zbyt wiele po Zaklinaczach. Mieli być szybką, prostą grą, z fajną mechaniką i nie zawiodłem się. Dają mnóstwo frajdy, ubijanie potworów jest ekscytujące, a teksty na kratach potrafią rozbawić. Potraktujcie Zaklinaczy jak przyjemną karciankę, świetną na spotkania ze znajomymi, którą możecie zabrać ze sobą do pubu i tam pograć przez długie chwile i świetnie się bawić we wspólnym gronie. Dodatkowo, ciekawa interakcja wzmaga rywalizację, dzięki czemu przy stole potrafi zrobić się głośno, ale przecież o to chodzi. Jeśli lubicie tego typu rozgrywki, szybkie, proste, nacechowane starymi, dobrymi grami RPG, do zagrania w gronie znajomych, bierzcie śmiało. Zaklinacze to bardzo dobra propozycja na ciekawy filler między cięższymi tytułami. Polecam!

Za przekazanie gry do recenzji serdecznie dziękuję

O Zaklinaczach wydawnictwa Gindie słyszałem już w maju za sprawą Kasi i Wiktora z bloga Planszówki we dwoje. Ciekawa mechanika, lekki klimat i prostota zasad spowodowały, że natychmiast chciałem rozegrać kilka partii. Niestety, w tamtym czasie szybko o grze zapomniałem, głównie przez inne obowiązki, co nie oznacza, że o niej kompletnie zapomniałem. W końcu udało mi się zebrać stałą ekipę, by pójść do pubu z planszówkami, wypożyczyć Zaklinaczy i przekonać się na własnej skórze czy faktycznie jest to takie dobre jak wszyscy opisują. Dzień przed spotkaniem otrzymałem wiadomość z pytaniem czy nie byłbym zainteresowany egzemplarzem gry do recenzji. Moja odpowiedź była natychmiastowa.   Za co zapłacisz?  W niestandardowej wielkości pudełku, które może bruździć w kolekcji maniakom porządku i estetyki znajdziemy naprawdę sporo kart, ponad 150 sztuk, sporo żetonów ran i kryształów i krótką instrukcję. Ta ostatnia w prosty i, co ważniejsze, przejrzysty sposób opisuje wszystkie zasady, popierając się odpowiednimi przykładami. Grę możecie kupić już za 79,99 zł i myślę, że ciężko znaleźć grę, która oferuje tyle kart w tak dobrej cenie.  Grafiki na kartach są wprost genialne. Połączenie fantastyczno-bajkowego klimatu wyszło znakomicie i napawa dużym optymizmem przed pierwszą rozgrywką. Karty są czytelne, wszystkie informacje na nich zawarte są dobrze widoczne i oznaczone. Ciekawie wyglądają również napisy na kartach, które można łączyć. Dzięki nim można się uśmiechnąć i zgadywać, do jakiego kultowego filmu jest to nawiązanie. Fajna sprawa.  Chwilę o zasadach  Bardzo dużym plusem dla Zaklinaczy są niezwykle proste zasady, które jesteśmy w stanie wytłumaczyć w kilka minut. Celem każdego z graczy jest uzbieranie jak największej liczby punktów, które możemy zdobyć zabijając różne potwory lub dzięki zebranym przedmiotom. W swojej turze gracz ma do wyboru dwie możliwości: wykonuje akcje oznaczoną znakiem "x", najczęściej zdobywa dzięki temu kryształy, leczy swoją postać i otrzymuje bonusy urządza wyprawę i idzie po jedną kartę - na torze kart zawsze będzie dostępne 6 kart, po które możemy pójść. Zanim zabierzemy upragniony miecz musimy opłacić koszt wyprawy, czyli różnicę między kartą wioski, a zabieraną kartą. Jeśli za nasz cel upatrzymy sobie potwora, najpierw musimy go pokonać, zanim zabierzmy truchło jako nagrodę. Co ciekawe, podczas walk, aktywność zachowują wszystkie ikony, które są widoczne. Spowodowane jest to mechanizmem zakrywania każdej następnej karty, zostawiając odkryty jej dolny poziom. Jak to wygląda w praktyce? Kupując bardzo fajną broń, mającą tylko ikony na górnej części karty, dające nam bonusy do obrony oraz ataku, musimy wziąć pod uwagę, że następny artefakt automatycznie przykryje nam tą pierwszą, przez co stracimy wszystkie bonusy. Implikuje to naprawdę fajny mechanizm takiego kombinowania i dobierania kart, by było to jak najbardziej opłacalne.   Ubij dziada!  Ze wszystkich mechanizmów zastosowanych w Zaklinaczach, ten z dobieraniem nowych kart sprawdza się najlepiej. Decydując się na taki ruch, musimy liczyć się z tym, że część naszych statystyk może drastycznie spaść, przez co będziemy mieli mniejsze szanse na zdobycie dodatkowych punktów za ubijane maszkary. Wprowadza to ciekawy element zdrowego kombinowania i myślenia, czy faktycznie ta skórzana zbroja będzie lepsza od noszonego pancerza? Jednocześnie nie ma mowy o jakimkolwiek zamulaniu przy stole - Zaklinacze to szybka i prosta gra.  Kupując jakąkolwiek grę, zawsze zadajemy sobie to samo pytanie - czy będzie regrywalna? Po ilu partiach mi się znudzi? Zaklinacze dysponują sześcioma różnymi taliami krain - do gry używamy tylko 4, mieszając je dowolnie. Dodajmy do tego fakt, że spośród 11 wiosek, wybieramy tylko jedną. Daje nam to naprawdę sporo możliwości ponownej gry. Talie krain różnią się od siebie diametralnie - niektóre stawiają na walkę, inne na leczenie i zbieranie kryształów - to tylko potwierdza moje przekonanie, że Zaklinaczami będziemy mogli cieszyć się przez długi czas. Mam tylko problem z zawartością poszczególnych talii - przy piątek lub szóstej rozgrywce, można odnieść niemiłe wrażenie, że karty każdej z talli powinny być bardziej zróżnicowane.   Nie obraź się, ale wezmę sobie to..  Interakcja między graczami działa wyśmienicie. O ile, jak czytałem, w pierwszych fazach gry, jej prototypach, nacisk na negatywną interakcję nie był zbyt duży, tak w finalnym produkcie da się ją wyczuć i to bardzo często. Mamy specjalne zaklęcia działające tylko na innych graczy, możemy im przeszkadzać, coś ukraść, ale też pomóc i podleczyć rany. Działanie kart jest tak skonstruowane, by nie wyprzedzić dzięki nim innych i nie dążyć w pojedynkę do końcowego zwycięstwa. Zaklinacze są grą nieprzewidywalną, gdzie sytuacja potrafi się zmieniać o 180 stopni w parę chwil.  Bardzo mnie cieszy mechanizm walki z potworami. Nie odczuwamy żadnej presji, stwory nikogo nie zaatakują w złym momencie. To gracze decydują kiedy stoczą z nimi walkę. Co więcej, wiemy ile powinna wynosić nasza wartość ataku by usiec przeciwnika oraz ile otrzymamy ran. Jednocześnie nie musimy się obawiać o śmierć naszego herosa - rany to tak naprawdę punkty ujemne, które rozliczymy pod koniec gry. Za każdym razem, atmosfera podczas rozgrywki były bardzo luźna, nikt się nie stresował, mózgi nie parowały, a my mogliśmy się cieszyć naszym spotkaniem i dobrą karcianką.  Moim zdaniem, Zaklinacze lepiej sprawdzają się w większym gronie graczy. Gra we dwoje jest spokojniejsza, mamy więcej możliwości doboru kart, bitwa o najlepsze bronie nie jest już tak zażarta. Czas oczekiwania na swoją kolejkę wyraźnie się skraca, ale przy częstszym graniu w Zaklinaczy w dwuosobowym składzie szybko by się nam znudzili.  Zaklinacze są prostą i szybką grą, idealną na spotkania ze znajomymi - nie oczekujcie wylewającego się klimatu z pudełka. Ciężko przekuć doskonałe ilustracje ze świata fantasy na poczucie, że faktycznie jesteśmy poszukiwaczami magicznych przedmiotów i walczymy ze smokami i ogrami. Po pewnym czasie niektóre czynności wykonujemy mechanicznie, przez co gra może lekko stracić na uroku. Rekompensują to napisy na kartach przedmiotów i zaklęć, które razem dają naprawdę zabawne połączenie.  Werdykt  Przyznam się, że nie oczekiwałem zbyt wiele po Zaklinaczach. Mieli być szybką, prostą grą, z fajną mechaniką i nie zawiodłem się. Dają mnóstwo frajdy, ubijanie potworów jest ekscytujące, a teksty na kratach potrafią rozbawić. Potraktujcie Zaklinaczy jak przyjemną karciankę, świetną na spotkania ze znajomymi, którą możecie zabrać ze sobą do pubu i tam pograć przez długie chwile i świetnie się bawić we wspólnym gronie. Dodatkowo, ciekawa interakcja wzmaga rywalizację, dzięki czemu przy stole potrafi zrobić się głośno, ale przecież o to chodzi - jeśli lubicie tego typu rozgrywki, szybkie, proste, nacechowane starymi, dobrymi grami RPG, do zagrania w gronie znajomych, bierzcie śmiało. Zaklinacze to bardzo dobra propozycja na ciekawy filler między cięższymi tytułami. Polecam!  Za przekazanie gry do recenzji serdecznie dziękuję        Data wydania 2016 Liczba graczy 2-4 Sugerowana liczba graczy 3-4 Czas gry 30-45 minut Sugerowany wiek min. 12 lat Polski wydawca Gindie

O Zaklinaczach wydawnictwa Gindie słyszałem już w maju za sprawą Kasi i Wiktora z bloga Planszówki we dwoje. Ciekawa mechanika, lekki klimat i prostota zasad spowodowały, że natychmiast chciałem rozegrać kilka partii. Niestety, w tamtym czasie szybko o grze zapomniałem, głównie przez inne obowiązki, co nie oznacza, że o niej kompletnie zapomniałem. W końcu udało mi się zebrać stałą ekipę, by pójść do pubu z planszówkami, wypożyczyć Zaklinaczy i przekonać się na własnej skórze czy faktycznie jest to takie dobre jak wszyscy opisują. Dzień przed spotkaniem otrzymałem wiadomość z pytaniem czy nie byłbym zainteresowany egzemplarzem gry do recenzji. Moja odpowiedź była natychmiastowa.   Za co zapłacisz?  W niestandardowej wielkości pudełku, które może bruździć w kolekcji maniakom porządku i estetyki znajdziemy naprawdę sporo kart, ponad 150 sztuk, sporo żetonów ran i kryształów i krótką instrukcję. Ta ostatnia w prosty i, co ważniejsze, przejrzysty sposób opisuje wszystkie zasady, popierając się odpowiednimi przykładami. Grę możecie kupić już za 79,99 zł i myślę, że ciężko znaleźć grę, która oferuje tyle kart w tak dobrej cenie.  Grafiki na kartach są wprost genialne. Połączenie fantastyczno-bajkowego klimatu wyszło znakomicie i napawa dużym optymizmem przed pierwszą rozgrywką. Karty są czytelne, wszystkie informacje na nich zawarte są dobrze widoczne i oznaczone. Ciekawie wyglądają również napisy na kartach, które można łączyć. Dzięki nim można się uśmiechnąć i zgadywać, do jakiego kultowego filmu jest to nawiązanie. Fajna sprawa.  Chwilę o zasadach  Bardzo dużym plusem dla Zaklinaczy są niezwykle proste zasady, które jesteśmy w stanie wytłumaczyć w kilka minut. Celem każdego z graczy jest uzbieranie jak największej liczby punktów, które możemy zdobyć zabijając różne potwory lub dzięki zebranym przedmiotom. W swojej turze gracz ma do wyboru dwie możliwości: wykonuje akcje oznaczoną znakiem "x", najczęściej zdobywa dzięki temu kryształy, leczy swoją postać i otrzymuje bonusy urządza wyprawę i idzie po jedną kartę - na torze kart zawsze będzie dostępne 6 kart, po które możemy pójść. Zanim zabierzemy upragniony miecz musimy opłacić koszt wyprawy, czyli różnicę między kartą wioski, a zabieraną kartą. Jeśli za nasz cel upatrzymy sobie potwora, najpierw musimy go pokonać, zanim zabierzmy truchło jako nagrodę. Co ciekawe, podczas walk, aktywność zachowują wszystkie ikony, które są widoczne. Spowodowane jest to mechanizmem zakrywania każdej następnej karty, zostawiając odkryty jej dolny poziom. Jak to wygląda w praktyce? Kupując bardzo fajną broń, mającą tylko ikony na górnej części karty, dające nam bonusy do obrony oraz ataku, musimy wziąć pod uwagę, że następny artefakt automatycznie przykryje nam tą pierwszą, przez co stracimy wszystkie bonusy. Implikuje to naprawdę fajny mechanizm takiego kombinowania i dobierania kart, by było to jak najbardziej opłacalne.   Ubij dziada!  Ze wszystkich mechanizmów zastosowanych w Zaklinaczach, ten z dobieraniem nowych kart sprawdza się najlepiej. Decydując się na taki ruch, musimy liczyć się z tym, że część naszych statystyk może drastycznie spaść, przez co będziemy mieli mniejsze szanse na zdobycie dodatkowych punktów za ubijane maszkary. Wprowadza to ciekawy element zdrowego kombinowania i myślenia, czy faktycznie ta skórzana zbroja będzie lepsza od noszonego pancerza? Jednocześnie nie ma mowy o jakimkolwiek zamulaniu przy stole - Zaklinacze to szybka i prosta gra.  Kupując jakąkolwiek grę, zawsze zadajemy sobie to samo pytanie - czy będzie regrywalna? Po ilu partiach mi się znudzi? Zaklinacze dysponują sześcioma różnymi taliami krain - do gry używamy tylko 4, mieszając je dowolnie. Dodajmy do tego fakt, że spośród 11 wiosek, wybieramy tylko jedną. Daje nam to naprawdę sporo możliwości ponownej gry. Talie krain różnią się od siebie diametralnie - niektóre stawiają na walkę, inne na leczenie i zbieranie kryształów - to tylko potwierdza moje przekonanie, że Zaklinaczami będziemy mogli cieszyć się przez długi czas. Mam tylko problem z zawartością poszczególnych talii - przy piątek lub szóstej rozgrywce, można odnieść niemiłe wrażenie, że karty każdej z talli powinny być bardziej zróżnicowane.   Nie obraź się, ale wezmę sobie to..  Interakcja między graczami działa wyśmienicie. O ile, jak czytałem, w pierwszych fazach gry, jej prototypach, nacisk na negatywną interakcję nie był zbyt duży, tak w finalnym produkcie da się ją wyczuć i to bardzo często. Mamy specjalne zaklęcia działające tylko na innych graczy, możemy im przeszkadzać, coś ukraść, ale też pomóc i podleczyć rany. Działanie kart jest tak skonstruowane, by nie wyprzedzić dzięki nim innych i nie dążyć w pojedynkę do końcowego zwycięstwa. Zaklinacze są grą nieprzewidywalną, gdzie sytuacja potrafi się zmieniać o 180 stopni w parę chwil.  Bardzo mnie cieszy mechanizm walki z potworami. Nie odczuwamy żadnej presji, stwory nikogo nie zaatakują w złym momencie. To gracze decydują kiedy stoczą z nimi walkę. Co więcej, wiemy ile powinna wynosić nasza wartość ataku by usiec przeciwnika oraz ile otrzymamy ran. Jednocześnie nie musimy się obawiać o śmierć naszego herosa - rany to tak naprawdę punkty ujemne, które rozliczymy pod koniec gry. Za każdym razem, atmosfera podczas rozgrywki były bardzo luźna, nikt się nie stresował, mózgi nie parowały, a my mogliśmy się cieszyć naszym spotkaniem i dobrą karcianką.  Moim zdaniem, Zaklinacze lepiej sprawdzają się w większym gronie graczy. Gra we dwoje jest spokojniejsza, mamy więcej możliwości doboru kart, bitwa o najlepsze bronie nie jest już tak zażarta. Czas oczekiwania na swoją kolejkę wyraźnie się skraca, ale przy częstszym graniu w Zaklinaczy w dwuosobowym składzie szybko by się nam znudzili.  Zaklinacze są prostą i szybką grą, idealną na spotkania ze znajomymi - nie oczekujcie wylewającego się klimatu z pudełka. Ciężko przekuć doskonałe ilustracje ze świata fantasy na poczucie, że faktycznie jesteśmy poszukiwaczami magicznych przedmiotów i walczymy ze smokami i ogrami. Po pewnym czasie niektóre czynności wykonujemy mechanicznie, przez co gra może lekko stracić na uroku. Rekompensują to napisy na kartach przedmiotów i zaklęć, które razem dają naprawdę zabawne połączenie.  Werdykt  Przyznam się, że nie oczekiwałem zbyt wiele po Zaklinaczach. Mieli być szybką, prostą grą, z fajną mechaniką i nie zawiodłem się. Dają mnóstwo frajdy, ubijanie potworów jest ekscytujące, a teksty na kratach potrafią rozbawić. Potraktujcie Zaklinaczy jak przyjemną karciankę, świetną na spotkania ze znajomymi, którą możecie zabrać ze sobą do pubu i tam pograć przez długie chwile i świetnie się bawić we wspólnym gronie. Dodatkowo, ciekawa interakcja wzmaga rywalizację, dzięki czemu przy stole potrafi zrobić się głośno, ale przecież o to chodzi - jeśli lubicie tego typu rozgrywki, szybkie, proste, nacechowane starymi, dobrymi grami RPG, do zagrania w gronie znajomych, bierzcie śmiało. Zaklinacze to bardzo dobra propozycja na ciekawy filler między cięższymi tytułami. Polecam!  Za przekazanie gry do recenzji serdecznie dziękuję        Data wydania 2016 Liczba graczy 2-4 Sugerowana liczba graczy 3-4 Czas gry 30-45 minut Sugerowany wiek min. 12 lat Polski wydawca Gindie


Data wydania 2016
Liczba graczy 2-4
Sugerowana liczba graczy 3-4
Czas gry 30-45 minut
Sugerowany wiek min. 12 lat
Polski wydawca Gindie
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz