Zaufaj piratowi, czyli HMS Dolores - recenzja



Arrrrghh! Piracka hołoto! Widzicie tą łajbę na horyzoncie?! Założę się o Twoją papugę Bill, że jest wypełniona świecącymi skarbami! Kto jest ze mną?! Chcecie się trochę wzbogacić chłopcy? Jack, kurs na bakburtę, pełne żagle!

Za co zapłacisz?

W małym, kwadratowym pudełku znajdziemy instrukcję oraz 80 kart. Tekst jest krótki, dobrze rozpisany, dodatkowo znajdziemy tam ilustracje poszczególnych gestów oraz ich wyjaśnienie wraz ze wszystkimi możliwymi kombinacjami. Grafiki na kartach są naprawdę przyjemne dla oka i chce się je wszystkie przejrzeć. Jednak czy SCD 39,99 zł nie jest zbyt duża na tego typu zawartość pudełka? Swoją drogą, karty zmieściłyby się do dwa razy mniejszego pudełka, jednak wiem, że HMS Dolores należy do linii Gry z pazurem, gdzie wszystkie pudła mają takie same wymiary. Co do samej ceny, mam pewne wątpliwości.

Trochę o zasadach

W grze wcielamy się w piratów, którzy wypatrzyli na horyzoncie tonący statek. Jak dobrze wiemy, piracka brać jest niezwykle chciwa, więc naszym zadaniem będzie zebranie jak największej liczby skarbów z tonącego okrętu. Wszystkie karty łupów razem tasujemy, po czym bierzemy ostatnich 15, dokładamy do nich kartę świtu i jeszcze raz je tasujemy. Zadaniem graczy będzie zebranie jak największej liczby punktów podczas rozgrywki. Jak je zbierać? Dostając konkretne łupy, ustawiamy je w pionowym rzędzie, podliczając ich wartość; w HMS Dolores, liczą się tylko skarby z największą i najmniejszą liczbą punktów, co zmusza nas do bicia się o takie karty, by nasza najmniejsza wartość skarbów była jak największa.


Każdy z graczy na początku gry otrzymuje po 4 karty łupów, tworząc startowy set-up. Co rundę, na środku stołu wykładamy po 4 karty łupów ze stosu kart, a do pojedynku przystępuje dwójka graczy. Piraci, po przeanalizowaniu swojej sytuacji (wiedząc jakie karty posiadają) grają w piracką odmianę gry "papier, kamień, nożyce". W zależności od gestu, który pokażą, zachodzi inna akcja:

  • wyciągnięta dłoń "porozumienie" - gracze zgodnie dzielą się łupami, biorąc po dwie karty skarbów
  • zaciśnięta pięść "walka" - gracz, który pokazał ten gest, zabiera wszystkie 4 karty/oboje graczy pokazało ten gest - wszystkie karty łupów przepadają
  •  kciuk w górę "kradzież" - gracz, który pokazał ten gest, bierze jedną, dowolną kartę ze stołu (nawet tą, która leży po stronie przeciwnika), drugi gracz bierze dwie lub jedną kartę ze swojej strony/oboje graczy pokazał ten gest - wszystkie karty przepadają i każdy z nich odrzuca jedną kartę ze swojego łupu
  • kciuk w górę/zaciśnięta pięść - jeden z graczy bierze jedną, dowolną kartę, druga zabiera pozostałe

Gra toczy się do momentu, aż nie zostanie wylosowana karta świtu. W tym momencie, gracze podliczają swoje punkty za skarby o największej i najmniejszej wartości, a grę wygrywa pirat, który zdobył ich najwięcej.

Eric Lang w formie?

Mechanika gry HMS Dolores opiera się na dylematach i właściwym podejmowaniu decyzji. Nie jest to jednak takie proste, z kilku względów. Do pojedynku zawsze podchodzi dwóch graczy, nic nie stoi na przeszkodzie, by mogli dogadać nad stołem i pokazać takie gesty, by oboje byli zadowoleni. W takiej sytuacji gra wydaje się bezkonfliktowa, idealna na niedzielne obiadki z rodziną. Jednak co zrobisz w sytuacji, gdy zostaniesz oszukany? Wyciągniesz otwartą dłoń, a twój przeciwnik zaciśniętą pięść i zostaniesz z niczym? 


HMS Dolores jest losowa od samego początku i nic nie da się z tym zrobić. Dostajemy losowe karty początkowe, układy 4 kart, o które będziemy toczyć pojedynek dochodzą losowo, nawet wystawianie gestów może być losowe, gdy zaczniemy bawić się w permanentne oszustwa. Nigdy do końca nie wiemy co pokaże przeciwnik i jak skończy się nasze rozdanie, a to może napsuć bardzo dużo krwi.

A to z tego powodu, że sytuacja w HMS Dolores może zmienić się w każdym momencie. Tak naprawdę, nie ma sensu wymyślać błyskotliwych strategii i za wszelką cenę dążyć do ich zrealizowania. Trzeba pamiętać o punktacji, która również nie jest zbyt przyjemna, zwłaszcza w końcowej fazie gry. W przedostatniej rundzie możesz być na prowadzeniu i zostawić za sobą daleko w tyle konkurencję, jednak w ostatnim rozdaniu zaufałeś koledze, dogadaliście się, że oboje pokazujecie pięść i odrzucacie karty, jednak on postanowił cię okłamać i pokazał otwartą dłoń, w skutek czego zabierasz wszystkie 4 karty, a na dodatek spadasz w punktacji na sam koniec. Niezbyt przyjemne, prawda?

Stąd mój wywód o wyjątkowo irytującej losowości HMS Dolores. Zwykle, traktuję takie gry z przymrużeniem oka, nie mam zbyt wygórowanych oczekiwań, toleruję dużą losowość, jednak w tym przypadku decyduje ona o zbyt wielu elementach rozgrywki, z której część graczy może nie czerpać ani grama satysfakcji. Dla miłośników kombinowania i opracowywania różnorakich strategii, HMS Dolores będzie totalną klapą i na pewno do niej nie powrócą.


Im więcej graczy zasiądzie do rozgrywki, tym lepiej będziecie się bawić. Tylko od razu przestrzegam, jeśli w swoim gronie macie nerwowych i wybuchowych graczy, nie zapraszajcie ich do partyjki - HMS Dolores potrafi być wredną grą, która nie jedno towarzystwo skłóciła. Mowa tutaj oczywiście o kłamstwach i intrygach, które uderzają w jedną osobę, która zazwyczaj prowadzi w punktacji. Atmosfera potrafi porządnie zgęstnieć do tego stopnia, że nad stołem zapanuje głucha cisza. Jeśli już piszę o tym aspekcie gry - HMS Dolores mogłaby być o czymkolwiek innym - średniowieczni parobkowie, astronauci, przybysze z kosmosu, neandertalczycy - w tych wszystkich przypadkach robilibyśmy to samo, z małą korektą ilustracji. Klimatu tutaj brak i ciężko się w niego wczuć.

Werdykt

HMS Dolores jest specyficznym przypadkiem gry na jedną lub dwie partie z rzędu, po której trzeba odpocząć. Przy bardzo dużej losowości i braku fizycznej możliwości planowania, sprowadza się do powtarzania tych samych czynności i pokazywania gestów, co ciekawsze, najbardziej opłacalnym gestem na początku gry jest pięść, albo zdobywamy wszystkie karty albo żaden z graczy nie dostanie nic. Nie zmienia to faktu, że HMS Dolores jest grą powtarzalną, która po parunastu partiach po prostu się znudzi.

Z jednej strony mamy znanego projektanta gier planszowych, Erica Langa, znanego chociażby z takich tytułów jak Blood Rage czy Chaos w Starym Świecie, bardzo dobrego ilustratora i ciekawy (tylko na samym początku) system punktacji, a z drugiej ogromną losowość, wtórność rozgrywki i denerwującą punktację, która napsuje sporo krwi. Kłamstwa i intrygi to częste elementy rozgrywki, które nie każdym przypodobają do gustu. Co ciekawe, HMS Dolores zyskała lepszą ocenę wśród graczy, które nie mieli styczności z innymi grami planszowymi lub grali tylko w bardzo proste tytuły. Wnioski zostawiam Wam.

Za przekazanie gry do recenzji dziękuję




Data wydania 2016
Liczba graczy 2-4
Sugerowana liczba graczy 3-4
Czas gry 20 minut
Sugerowany wiek min. 10 lat
Polski wydawca Granna
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz