Wyspa Skye - recenzja



Zaczynając swoją przygodę z planszówkami nie mogło w mojej kolekcji zabraknąć klasycznego już Carcassonne, które pokazało, jak powinna wyglądać dobra gra kafelkowa. Z czasem okazało się ciut za proste i rozpocząłem poszukiwania jego następcy, który dałby mi ponowną radość z budowania królestwa. W zeszłym roku do nagrody w kategorii Zaawansowanej Gry Planszowej w Niemczech została wybrana niepozorna Wyspa Skye, konkurująca z takimi tytułami jak Pandemic: Legacy czy T.I.M.E. Stories. Musiałem się z nią zapoznać - przeczytałem instrukcję, parę recenzji i wiedziałem, że Wyspa Skye prędzej czy później znajdzie się w mojej kolekcji. Zapraszam na recenzję.


Za co zapłacisz?

W mniejszym od standardowych, prostokątnym pudełku znajdziemy sporo dobrego. Zacznijmy od kremowego, ekologicznego (!) woreczka na kafle - to w nim będziemy trzymać większość elementów gry, gdyż Wyspa Skye nie posiada żadnej wypraski. Wiele kartonu, który trzeba wyjąć z wyprasek prezentuje się naprawdę dobrze - plansza, kafle, żetony i zasłonki zostały wydane naprawdę porządnie i nie można się do nich doczepić. Najsłabszym ogniwem całego zestawu jest średnio przejrzysta instrukcja. Od początku denerwuje mnie jej składany format, który jest średnio intuicyjny i niewygodny. Opis zasad jest co prawda podparty różnymi przykładami, ale w jej treści można znaleźć kilka nieścisłości, które trzeba rozwiązać na własną rękę, korzystając z forum na BGG lub w GF. SCD została ustalona na poziomie 99 zł i myślę, że jest to ciut za dużo, jednak pamiętajcie, żeby skorzystać z porównywarki cen - to zachęci Was do zakupu Wyspy Skye.


Grafiki przedstawione na kaflach są czytelne, choć podczas rozgrywek pojawiało się kilka pytań. Chodziło głównie o granicę między obszarami, która nie zawsze była dobrze zakończona i nie do końca było wiadomo jak punktować dany obszar. Wszystkie elementy nadrukowane na kaflach, czyli farmy, zwierzaki oraz brochy (pomijając latarnie) wyglądają nieco sztucznie, wklejone jakby z innego projektu i nie skończone. Sama plansza oraz zasłonki prezentują się już lepiej - wszystko jest odpowiednio poukładane, estetyczne i przejrzyste.

   Zaczynając swoją przygodę z planszówkami nie mogło w mojej kolekcji zabraknąć klasycznego już Carcassonne, które pokazało, jak powinna wyglądać dobra gra kafelkowa. Z czasem okazało się ciut za proste i rozpocząłem poszukiwania jego następcy, który dałby mi ponowną radość z budowania królestwa. W zeszłym roku do nagrody w kategorii Zaawansowanej Gry Planszowej w Niemczech została wybrana niepozorna Wyspa Skye, konkurująca z takimi tytułami jak Pandemic: Legacy czy T.I.M.E. Stories. Musiałem się z nią zapoznać - przeczytałem instrukcję, parę recenzji i wiedziałem, że Wyspa Skye prędzej czy później znajdzie się w mojej kolekcji. Zapraszam na recenzję.   W mniejszym od standardowych, prostokątnym pudełku znajdziemy sporo dobrego. Zacznijmy od kremowego, ekologicznego (!) woreczka na kafle - to w nim będziemy trzymać większość elementów gry, gdyż Wyspa Skye nie posiada żadnej wypraski. Wiele kartonu, który trzeba wyjąć z wyprasek prezentuje się naprawdę dobrze - plansza, kafle, żetony i zasłonki zostały wydane naprawdę porządnie i nie można się do nich doczepić. Najsłabszym ogniwem całego zestawu jest średnio przejrzysta instrukcja. Od początku denerwuje mnie jej składany format, który jest średnio intuicyjny i niewygodny. Opis zasad jest co prawda podparty różnymi przykładami, ale w jej treści można znaleźć kilka nieścisłości, które trzeba rozwiązać na własną rękę, korzystając z forum na BGG lub w GF. SCD została ustalona na poziomie 99 zł i myślę, że jest to ciut za dużo, jednak pamiętajcie, żeby skorzystać z porównywarki cen - to zachęci Was do zakupu Wyspy Skye.    Grafiki przedstawione na kaflach są czytelne, choć podczas rozgrywek pojawiało się kilka pytań. Chodziło głównie o granicę między obszarami, która nie zawsze była dobrze zakończona i nie do końca było wiadomo jak punktować dany obszar. Wszystkie elementy nadrukowane na kaflach, czyli farmy, zwierzaki oraz brochy (pomijając latarnie) wyglądają nieco sztucznie, wklejone jakby z innego projektu i nie skończone. Sama plansza oraz zasłonki prezentują się już lepiej - wszystko jest odpowiednio poukładane, estetyczne i przejrzyste.    Rozgrywka w Wyspę Skye przypomina nieco wspomniane już Carcassonne, z małym wyjątkiem - każdy gracz układa własne królestwo, budując go wedle własnego uznania oraz możliwości. Sama rozgrywka przebiega według ustalonego schematu 5/6rund (w zależności od liczby graczy), które zostały podzielone na 6 tur:  1. Przychód monet - dobieramy złoto za zamek oraz każdą beczkę, która łączy się drogą z zamkiem. 2. Dobór 3 kafli z worka - losujemy kafle, a następnie układamy je przed swoją zasłonką, by reszta graczy mogła je widzieć. W tajemnicy przed innymi układamy żeton siekiery przed jednym z kafli, a dla dwóch następnych ustalamy cenę za jaką będzie je można kupić. 3. Jednocześnie odsłaniamy zasłonki, wyrzucając wcześniej wybrane kafle z powrotem do worka. 4. Począwszy od gracza rozpoczynającego runę, każdy ma możliwość kupna tylko jednego kafelka od innego gracza, po ustalonej przez niego cenie. 5. Gdy wszyscy mieli możliwość kupna kafla, odrzucamy monety leżące przed niekupionymi kaflami z powrotem do banku, a następnie każdy układa swoje oraz zakupione kafle w królestwie. 6. Na koniec każdej z rund podliczamy punkty, w zależności od wylosowanych wcześniej kafli punktacji.    Zwycięża gracz, który po 6 rundach ma najwięcej zdobytych punktów zwycięstwa i zdobywa tytuł króla Szkocji.  Ależ ta gra jest uzależniająca! Już Wam mówię, w czym tkwi jej siła. Na początku gry, losujemy 4 z 16 kafelków, za które będziemy punktować w każdej grze. Każdy z kafli dotyczy innego aspektu gry, punkty mogą być liczone za uzbierane złoto, za zamknięte obszary, za ilość zwierzaków, za latarnię, łódki, za kombinacje różnych elementów - jest tego naprawdę sporo! W zależności od liczby graczy, gramy przez 5 lub 6 rund, a w każdej otrzymujemy punkty za coś innego, np.: w pierwszej za pierwszy kafelek, w drugiej za drugi, w trzeciej za pierwszy i trzeci, w czwartej za drugi i czwarty, itd. Dzięki takiemu mechanizmowi nie możemy skupiać się tylko i wyłącznie na jednym, a tak dobierać kafle terenu i układać swoje królestwo, by dostawać punkty za wszystkie możliwe obszary.    Wyliczając plusy mechanizmów gry, trzeba wspomnieć o dodatkowych pieniądzach dla graczy, którzy w punktacji są trochę w tyle. Od 3/4 rundy, każdy gracz za prowadzącym na torze punktów otrzymuje pewną ilość monet - to nie tylko pomaga w kupowaniu droższych kafli, ale i w ten sposób możemy zabezpieczyć nasze kafle przed kupnem! Wyspa Skye nie wybacza błędów i źle poukładane kafle mogą nie dać dużej liczby punktów - trzeba się sprężać - 6 rund minie bardzo szybko!       Słyszałem głosy, że Wyspa Skye wkurza losowością. Pomyślmy, objawia się tylko przy doborze kafli punktujących, a także podczas gry, gdy każdy losuje po 3 kafle terenu. Okej, ale mechanizmy kupowania oraz ustalania cen za kafle skutecznie ją niwelują. Zawsze mamy wybór, jak wysoko wycenić nasze kafle, przemyśleć, ile zostanie nam pieniędzy na zakupy. Ważnym czynnikiem jest również kolejność graczy - inaczej musimy podejść do licytacji będąc pierwszym graczem, gdy nasze kafle mogą być wykupione i lepiej zostawić sobie co nieco gotówki by móc coś kupić. Rozgrywka będzie wyglądać inaczej grając jako ostatni gracz - możemy podnieść nieco ceny, jeśli nikt nie wykupi naszych kafelków, po prostu je zachowamy, a gdyby ktoś zdecydował się na zakup - wtedy mamy dodatkową gotówkę na wydatki.  W Wyspę Skye graliśmy już ponad 10 razy i żadna rozgrywka nie wyglądała tak samo - różnorodność kafli punktujących jest na tyle duża, że zawsze będziemy zdobywać punkty za coś innego. Musimy dostosować do nich naszą taktykę i starać się ją realizować. Regrywalność tytułu stoi na bardzo wysokim poziomie, a to jest coś, co bardzo sobie cenię w grach planszowych.    Gra w pełnym składzie może lekko się wydłużać ze względu na dokładne przemyślenie każdego ruchu i czy naprawdę warto kupić od kogoś ten wymarzony kafelek i to za taką cenę. Emocji jednak nie brakuje, z małego powodu - różnice w punktach nie są aż tak duże i wszystko może się zmienić jak w kalejdoskopie. Gra we dwoje będzie o wiele bardziej spokojniejsza, a co niektórzy mogą uznać za plus, zawsze będziemy mogli wybudować przynajmniej jeden ze swoich kafli (gracze mają możliwość kupna tylko jednego kafla w swojej turze). Nie myślcie, że Wyspa Skye traci cokolwiek przy małym gronie graczy - wręcz przeciwnie! Rozgrywka nadal jest soczysta, można kombinować z cenami, wyrzucać kafle, które akurat mogłyby się przydać przeciwnikowi. Osobiście sądzę, że najlepiej grało mi się w 4 osoby - walka o kafle, ustalanie cen, kupowanie kafli są najbardziej emocjonujące, a rozgrywka wcale się nie dłuży.       Klimat gry jest praktycznie nieodczuwalny. Możemy dwoić się i troić, ale ciężko wczuć się w rolę szkockiego laira, który toczy walkę o królewską koronę, rozbudowując swoje królestwo. Jak już wspomniałem, grafiki na kaflach nie są najwyższej jakości, co dodatkowo może popsuć klimatyczną zabawę. Nie pomogła nawet dedykowana playlista z piosenkami pod tę właśnie grę. Na szczęście, Wyspa Skye nie opiera się wyłącznie na klimacie, a świetnych mechanizmach i neutralnej tematyce.  Wyspa Skye jest porządnie wydaną i dobrze zaprojektowaną grą. Co prawda, nie powala klimatycznie, ani graficznie, jednak nie na tym opiera się rozgrywka! Wyspa Skye to świetna mechanika, skalowalność, a co najważniejsze, regrywalność, która stoi na bardzo wysokim poziomie. Nie nazwałbym jej zaawansowanym Carcassonne, a czymś więcej, czymś lepszym. Tak jest w istocie, Wyspa Skye bije na głowę Carcassonne pod każdym względem, oferując nie tylko losowanie i wykładanie kafelków na stół, ale cały mechanizm sprzedaży i kupna kafli, które później możemy dołączyć nie do wspólnego królestwa, ale naszego kawałka ziemi, które gospodarujemy wedle swojego uznania.    Dodajmy do tego bardzo przystępne i proste zasady, które nie powinny sprawić trudności w opanowaniu żadnemu rodzajowi graczy oraz więcej wyborów, od których zależy los naszego królestwa. Wyspa Skye uzależnia i powoduje, że chce się więcej i więcej. Szczerze polecam i zachęcam do spróbowania swoich sił, gwarantuję, że częściej będziecie siadać do Wyspy Skye niż do Carcassonne.    Data wydania 2016 Liczba graczy 2-5 Sugerowana liczba graczy 3-4 Czas gry 30-50 minut Sugerowany wiek min. 8 lat Polski wydawca Lacerta

Jak zostać królem?

Rozgrywka w Wyspę Skye przypomina nieco wspomniane już Carcassonne, z małym wyjątkiem - każdy gracz układa własne królestwo, budując go wedle własnego uznania oraz możliwości. Sama rozgrywka przebiega według ustalonego schematu 5/6rund (w zależności od liczby graczy), które zostały podzielone na 6 tur:

1. Przychód monet - dobieramy złoto za zamek oraz każdą beczkę, która łączy się drogą z zamkiem.
2. Dobór 3 kafli z worka - losujemy kafle, a następnie układamy je przed swoją zasłonką, by reszta graczy mogła je widzieć. W tajemnicy przed innymi układamy żeton siekiery przed jednym z kafli, a dla dwóch następnych ustalamy cenę za jaką będzie je można kupić.
3. Jednocześnie odsłaniamy zasłonki, wyrzucając wcześniej wybrane kafle z powrotem do worka.
4. Począwszy od gracza rozpoczynającego runę, każdy ma możliwość kupna tylko jednego kafelka od innego gracza, po ustalonej przez niego cenie.
5. Gdy wszyscy mieli możliwość kupna kafla, odrzucamy monety leżące przed niekupionymi kaflami z powrotem do banku, a następnie każdy układa swoje oraz zakupione kafle w królestwie.
6. Na koniec każdej z rund podliczamy punkty, w zależności od wylosowanych wcześniej kafli punktacji.

   Zaczynając swoją przygodę z planszówkami nie mogło w mojej kolekcji zabraknąć klasycznego już Carcassonne, które pokazało, jak powinna wyglądać dobra gra kafelkowa. Z czasem okazało się ciut za proste i rozpocząłem poszukiwania jego następcy, który dałby mi ponowną radość z budowania królestwa. W zeszłym roku do nagrody w kategorii Zaawansowanej Gry Planszowej w Niemczech została wybrana niepozorna Wyspa Skye, konkurująca z takimi tytułami jak Pandemic: Legacy czy T.I.M.E. Stories. Musiałem się z nią zapoznać - przeczytałem instrukcję, parę recenzji i wiedziałem, że Wyspa Skye prędzej czy później znajdzie się w mojej kolekcji. Zapraszam na recenzję.   W mniejszym od standardowych, prostokątnym pudełku znajdziemy sporo dobrego. Zacznijmy od kremowego, ekologicznego (!) woreczka na kafle - to w nim będziemy trzymać większość elementów gry, gdyż Wyspa Skye nie posiada żadnej wypraski. Wiele kartonu, który trzeba wyjąć z wyprasek prezentuje się naprawdę dobrze - plansza, kafle, żetony i zasłonki zostały wydane naprawdę porządnie i nie można się do nich doczepić. Najsłabszym ogniwem całego zestawu jest średnio przejrzysta instrukcja. Od początku denerwuje mnie jej składany format, który jest średnio intuicyjny i niewygodny. Opis zasad jest co prawda podparty różnymi przykładami, ale w jej treści można znaleźć kilka nieścisłości, które trzeba rozwiązać na własną rękę, korzystając z forum na BGG lub w GF. SCD została ustalona na poziomie 99 zł i myślę, że jest to ciut za dużo, jednak pamiętajcie, żeby skorzystać z porównywarki cen - to zachęci Was do zakupu Wyspy Skye.    Grafiki przedstawione na kaflach są czytelne, choć podczas rozgrywek pojawiało się kilka pytań. Chodziło głównie o granicę między obszarami, która nie zawsze była dobrze zakończona i nie do końca było wiadomo jak punktować dany obszar. Wszystkie elementy nadrukowane na kaflach, czyli farmy, zwierzaki oraz brochy (pomijając latarnie) wyglądają nieco sztucznie, wklejone jakby z innego projektu i nie skończone. Sama plansza oraz zasłonki prezentują się już lepiej - wszystko jest odpowiednio poukładane, estetyczne i przejrzyste.    Rozgrywka w Wyspę Skye przypomina nieco wspomniane już Carcassonne, z małym wyjątkiem - każdy gracz układa własne królestwo, budując go wedle własnego uznania oraz możliwości. Sama rozgrywka przebiega według ustalonego schematu 5/6rund (w zależności od liczby graczy), które zostały podzielone na 6 tur:  1. Przychód monet - dobieramy złoto za zamek oraz każdą beczkę, która łączy się drogą z zamkiem. 2. Dobór 3 kafli z worka - losujemy kafle, a następnie układamy je przed swoją zasłonką, by reszta graczy mogła je widzieć. W tajemnicy przed innymi układamy żeton siekiery przed jednym z kafli, a dla dwóch następnych ustalamy cenę za jaką będzie je można kupić. 3. Jednocześnie odsłaniamy zasłonki, wyrzucając wcześniej wybrane kafle z powrotem do worka. 4. Począwszy od gracza rozpoczynającego runę, każdy ma możliwość kupna tylko jednego kafelka od innego gracza, po ustalonej przez niego cenie. 5. Gdy wszyscy mieli możliwość kupna kafla, odrzucamy monety leżące przed niekupionymi kaflami z powrotem do banku, a następnie każdy układa swoje oraz zakupione kafle w królestwie. 6. Na koniec każdej z rund podliczamy punkty, w zależności od wylosowanych wcześniej kafli punktacji.    Zwycięża gracz, który po 6 rundach ma najwięcej zdobytych punktów zwycięstwa i zdobywa tytuł króla Szkocji.  Ależ ta gra jest uzależniająca! Już Wam mówię, w czym tkwi jej siła. Na początku gry, losujemy 4 z 16 kafelków, za które będziemy punktować w każdej grze. Każdy z kafli dotyczy innego aspektu gry, punkty mogą być liczone za uzbierane złoto, za zamknięte obszary, za ilość zwierzaków, za latarnię, łódki, za kombinacje różnych elementów - jest tego naprawdę sporo! W zależności od liczby graczy, gramy przez 5 lub 6 rund, a w każdej otrzymujemy punkty za coś innego, np.: w pierwszej za pierwszy kafelek, w drugiej za drugi, w trzeciej za pierwszy i trzeci, w czwartej za drugi i czwarty, itd. Dzięki takiemu mechanizmowi nie możemy skupiać się tylko i wyłącznie na jednym, a tak dobierać kafle terenu i układać swoje królestwo, by dostawać punkty za wszystkie możliwe obszary.    Wyliczając plusy mechanizmów gry, trzeba wspomnieć o dodatkowych pieniądzach dla graczy, którzy w punktacji są trochę w tyle. Od 3/4 rundy, każdy gracz za prowadzącym na torze punktów otrzymuje pewną ilość monet - to nie tylko pomaga w kupowaniu droższych kafli, ale i w ten sposób możemy zabezpieczyć nasze kafle przed kupnem! Wyspa Skye nie wybacza błędów i źle poukładane kafle mogą nie dać dużej liczby punktów - trzeba się sprężać - 6 rund minie bardzo szybko!       Słyszałem głosy, że Wyspa Skye wkurza losowością. Pomyślmy, objawia się tylko przy doborze kafli punktujących, a także podczas gry, gdy każdy losuje po 3 kafle terenu. Okej, ale mechanizmy kupowania oraz ustalania cen za kafle skutecznie ją niwelują. Zawsze mamy wybór, jak wysoko wycenić nasze kafle, przemyśleć, ile zostanie nam pieniędzy na zakupy. Ważnym czynnikiem jest również kolejność graczy - inaczej musimy podejść do licytacji będąc pierwszym graczem, gdy nasze kafle mogą być wykupione i lepiej zostawić sobie co nieco gotówki by móc coś kupić. Rozgrywka będzie wyglądać inaczej grając jako ostatni gracz - możemy podnieść nieco ceny, jeśli nikt nie wykupi naszych kafelków, po prostu je zachowamy, a gdyby ktoś zdecydował się na zakup - wtedy mamy dodatkową gotówkę na wydatki.  W Wyspę Skye graliśmy już ponad 10 razy i żadna rozgrywka nie wyglądała tak samo - różnorodność kafli punktujących jest na tyle duża, że zawsze będziemy zdobywać punkty za coś innego. Musimy dostosować do nich naszą taktykę i starać się ją realizować. Regrywalność tytułu stoi na bardzo wysokim poziomie, a to jest coś, co bardzo sobie cenię w grach planszowych.    Gra w pełnym składzie może lekko się wydłużać ze względu na dokładne przemyślenie każdego ruchu i czy naprawdę warto kupić od kogoś ten wymarzony kafelek i to za taką cenę. Emocji jednak nie brakuje, z małego powodu - różnice w punktach nie są aż tak duże i wszystko może się zmienić jak w kalejdoskopie. Gra we dwoje będzie o wiele bardziej spokojniejsza, a co niektórzy mogą uznać za plus, zawsze będziemy mogli wybudować przynajmniej jeden ze swoich kafli (gracze mają możliwość kupna tylko jednego kafla w swojej turze). Nie myślcie, że Wyspa Skye traci cokolwiek przy małym gronie graczy - wręcz przeciwnie! Rozgrywka nadal jest soczysta, można kombinować z cenami, wyrzucać kafle, które akurat mogłyby się przydać przeciwnikowi. Osobiście sądzę, że najlepiej grało mi się w 4 osoby - walka o kafle, ustalanie cen, kupowanie kafli są najbardziej emocjonujące, a rozgrywka wcale się nie dłuży.       Klimat gry jest praktycznie nieodczuwalny. Możemy dwoić się i troić, ale ciężko wczuć się w rolę szkockiego laira, który toczy walkę o królewską koronę, rozbudowując swoje królestwo. Jak już wspomniałem, grafiki na kaflach nie są najwyższej jakości, co dodatkowo może popsuć klimatyczną zabawę. Nie pomogła nawet dedykowana playlista z piosenkami pod tę właśnie grę. Na szczęście, Wyspa Skye nie opiera się wyłącznie na klimacie, a świetnych mechanizmach i neutralnej tematyce.  Wyspa Skye jest porządnie wydaną i dobrze zaprojektowaną grą. Co prawda, nie powala klimatycznie, ani graficznie, jednak nie na tym opiera się rozgrywka! Wyspa Skye to świetna mechanika, skalowalność, a co najważniejsze, regrywalność, która stoi na bardzo wysokim poziomie. Nie nazwałbym jej zaawansowanym Carcassonne, a czymś więcej, czymś lepszym. Tak jest w istocie, Wyspa Skye bije na głowę Carcassonne pod każdym względem, oferując nie tylko losowanie i wykładanie kafelków na stół, ale cały mechanizm sprzedaży i kupna kafli, które później możemy dołączyć nie do wspólnego królestwa, ale naszego kawałka ziemi, które gospodarujemy wedle swojego uznania.    Dodajmy do tego bardzo przystępne i proste zasady, które nie powinny sprawić trudności w opanowaniu żadnemu rodzajowi graczy oraz więcej wyborów, od których zależy los naszego królestwa. Wyspa Skye uzależnia i powoduje, że chce się więcej i więcej. Szczerze polecam i zachęcam do spróbowania swoich sił, gwarantuję, że częściej będziecie siadać do Wyspy Skye niż do Carcassonne.    Data wydania 2016 Liczba graczy 2-5 Sugerowana liczba graczy 3-4 Czas gry 30-50 minut Sugerowany wiek min. 8 lat Polski wydawca Lacerta

Zwycięża gracz, który po 6 rundach ma najwięcej zdobytych punktów zwycięstwa i zdobywa tytuł króla Szkocji.

Można więcej?

Ależ ta gra jest uzależniająca! Już Wam mówię, w czym tkwi jej siła. Na początku gry, losujemy 4 z 16 kafelków, za które będziemy punktować w każdej grze. Każdy z kafli dotyczy innego aspektu gry, punkty mogą być liczone za uzbierane złoto, za zamknięte obszary, za ilość zwierzaków, za latarnię, łódki, za kombinacje różnych elementów - jest tego naprawdę sporo! W zależności od liczby graczy, gramy przez 5 lub 6 rund, a w każdej otrzymujemy punkty za coś innego, np.: w pierwszej za pierwszy kafelek, w drugiej za drugi, w trzeciej za pierwszy i trzeci, w czwartej za drugi i czwarty, itd. Dzięki takiemu mechanizmowi nie możemy skupiać się tylko i wyłącznie na jednym, a tak dobierać kafle terenu i układać swoje królestwo, by dostawać punkty za wszystkie możliwe obszary.


Wyliczając plusy mechanizmów gry, trzeba wspomnieć o dodatkowych pieniądzach dla graczy, którzy w punktacji są trochę w tyle. Od 3/4 rundy, każdy gracz za prowadzącym na torze punktów otrzymuje pewną ilość monet - to nie tylko pomaga w kupowaniu droższych kafli, ale i w ten sposób możemy zabezpieczyć nasze kafle przed kupnem! Wyspa Skye nie wybacza błędów i źle poukładane kafle mogą nie dać dużej liczby punktów - trzeba się sprężać - 6 rund minie bardzo szybko!

   Zaczynając swoją przygodę z planszówkami nie mogło w mojej kolekcji zabraknąć klasycznego już Carcassonne, które pokazało, jak powinna wyglądać dobra gra kafelkowa. Z czasem okazało się ciut za proste i rozpocząłem poszukiwania jego następcy, który dałby mi ponowną radość z budowania królestwa. W zeszłym roku do nagrody w kategorii Zaawansowanej Gry Planszowej w Niemczech została wybrana niepozorna Wyspa Skye, konkurująca z takimi tytułami jak Pandemic: Legacy czy T.I.M.E. Stories. Musiałem się z nią zapoznać - przeczytałem instrukcję, parę recenzji i wiedziałem, że Wyspa Skye prędzej czy później znajdzie się w mojej kolekcji. Zapraszam na recenzję.   W mniejszym od standardowych, prostokątnym pudełku znajdziemy sporo dobrego. Zacznijmy od kremowego, ekologicznego (!) woreczka na kafle - to w nim będziemy trzymać większość elementów gry, gdyż Wyspa Skye nie posiada żadnej wypraski. Wiele kartonu, który trzeba wyjąć z wyprasek prezentuje się naprawdę dobrze - plansza, kafle, żetony i zasłonki zostały wydane naprawdę porządnie i nie można się do nich doczepić. Najsłabszym ogniwem całego zestawu jest średnio przejrzysta instrukcja. Od początku denerwuje mnie jej składany format, który jest średnio intuicyjny i niewygodny. Opis zasad jest co prawda podparty różnymi przykładami, ale w jej treści można znaleźć kilka nieścisłości, które trzeba rozwiązać na własną rękę, korzystając z forum na BGG lub w GF. SCD została ustalona na poziomie 99 zł i myślę, że jest to ciut za dużo, jednak pamiętajcie, żeby skorzystać z porównywarki cen - to zachęci Was do zakupu Wyspy Skye.    Grafiki przedstawione na kaflach są czytelne, choć podczas rozgrywek pojawiało się kilka pytań. Chodziło głównie o granicę między obszarami, która nie zawsze była dobrze zakończona i nie do końca było wiadomo jak punktować dany obszar. Wszystkie elementy nadrukowane na kaflach, czyli farmy, zwierzaki oraz brochy (pomijając latarnie) wyglądają nieco sztucznie, wklejone jakby z innego projektu i nie skończone. Sama plansza oraz zasłonki prezentują się już lepiej - wszystko jest odpowiednio poukładane, estetyczne i przejrzyste.    Rozgrywka w Wyspę Skye przypomina nieco wspomniane już Carcassonne, z małym wyjątkiem - każdy gracz układa własne królestwo, budując go wedle własnego uznania oraz możliwości. Sama rozgrywka przebiega według ustalonego schematu 5/6rund (w zależności od liczby graczy), które zostały podzielone na 6 tur:  1. Przychód monet - dobieramy złoto za zamek oraz każdą beczkę, która łączy się drogą z zamkiem. 2. Dobór 3 kafli z worka - losujemy kafle, a następnie układamy je przed swoją zasłonką, by reszta graczy mogła je widzieć. W tajemnicy przed innymi układamy żeton siekiery przed jednym z kafli, a dla dwóch następnych ustalamy cenę za jaką będzie je można kupić. 3. Jednocześnie odsłaniamy zasłonki, wyrzucając wcześniej wybrane kafle z powrotem do worka. 4. Począwszy od gracza rozpoczynającego runę, każdy ma możliwość kupna tylko jednego kafelka od innego gracza, po ustalonej przez niego cenie. 5. Gdy wszyscy mieli możliwość kupna kafla, odrzucamy monety leżące przed niekupionymi kaflami z powrotem do banku, a następnie każdy układa swoje oraz zakupione kafle w królestwie. 6. Na koniec każdej z rund podliczamy punkty, w zależności od wylosowanych wcześniej kafli punktacji.    Zwycięża gracz, który po 6 rundach ma najwięcej zdobytych punktów zwycięstwa i zdobywa tytuł króla Szkocji.  Ależ ta gra jest uzależniająca! Już Wam mówię, w czym tkwi jej siła. Na początku gry, losujemy 4 z 16 kafelków, za które będziemy punktować w każdej grze. Każdy z kafli dotyczy innego aspektu gry, punkty mogą być liczone za uzbierane złoto, za zamknięte obszary, za ilość zwierzaków, za latarnię, łódki, za kombinacje różnych elementów - jest tego naprawdę sporo! W zależności od liczby graczy, gramy przez 5 lub 6 rund, a w każdej otrzymujemy punkty za coś innego, np.: w pierwszej za pierwszy kafelek, w drugiej za drugi, w trzeciej za pierwszy i trzeci, w czwartej za drugi i czwarty, itd. Dzięki takiemu mechanizmowi nie możemy skupiać się tylko i wyłącznie na jednym, a tak dobierać kafle terenu i układać swoje królestwo, by dostawać punkty za wszystkie możliwe obszary.    Wyliczając plusy mechanizmów gry, trzeba wspomnieć o dodatkowych pieniądzach dla graczy, którzy w punktacji są trochę w tyle. Od 3/4 rundy, każdy gracz za prowadzącym na torze punktów otrzymuje pewną ilość monet - to nie tylko pomaga w kupowaniu droższych kafli, ale i w ten sposób możemy zabezpieczyć nasze kafle przed kupnem! Wyspa Skye nie wybacza błędów i źle poukładane kafle mogą nie dać dużej liczby punktów - trzeba się sprężać - 6 rund minie bardzo szybko!       Słyszałem głosy, że Wyspa Skye wkurza losowością. Pomyślmy, objawia się tylko przy doborze kafli punktujących, a także podczas gry, gdy każdy losuje po 3 kafle terenu. Okej, ale mechanizmy kupowania oraz ustalania cen za kafle skutecznie ją niwelują. Zawsze mamy wybór, jak wysoko wycenić nasze kafle, przemyśleć, ile zostanie nam pieniędzy na zakupy. Ważnym czynnikiem jest również kolejność graczy - inaczej musimy podejść do licytacji będąc pierwszym graczem, gdy nasze kafle mogą być wykupione i lepiej zostawić sobie co nieco gotówki by móc coś kupić. Rozgrywka będzie wyglądać inaczej grając jako ostatni gracz - możemy podnieść nieco ceny, jeśli nikt nie wykupi naszych kafelków, po prostu je zachowamy, a gdyby ktoś zdecydował się na zakup - wtedy mamy dodatkową gotówkę na wydatki.  W Wyspę Skye graliśmy już ponad 10 razy i żadna rozgrywka nie wyglądała tak samo - różnorodność kafli punktujących jest na tyle duża, że zawsze będziemy zdobywać punkty za coś innego. Musimy dostosować do nich naszą taktykę i starać się ją realizować. Regrywalność tytułu stoi na bardzo wysokim poziomie, a to jest coś, co bardzo sobie cenię w grach planszowych.    Gra w pełnym składzie może lekko się wydłużać ze względu na dokładne przemyślenie każdego ruchu i czy naprawdę warto kupić od kogoś ten wymarzony kafelek i to za taką cenę. Emocji jednak nie brakuje, z małego powodu - różnice w punktach nie są aż tak duże i wszystko może się zmienić jak w kalejdoskopie. Gra we dwoje będzie o wiele bardziej spokojniejsza, a co niektórzy mogą uznać za plus, zawsze będziemy mogli wybudować przynajmniej jeden ze swoich kafli (gracze mają możliwość kupna tylko jednego kafla w swojej turze). Nie myślcie, że Wyspa Skye traci cokolwiek przy małym gronie graczy - wręcz przeciwnie! Rozgrywka nadal jest soczysta, można kombinować z cenami, wyrzucać kafle, które akurat mogłyby się przydać przeciwnikowi. Osobiście sądzę, że najlepiej grało mi się w 4 osoby - walka o kafle, ustalanie cen, kupowanie kafli są najbardziej emocjonujące, a rozgrywka wcale się nie dłuży.       Klimat gry jest praktycznie nieodczuwalny. Możemy dwoić się i troić, ale ciężko wczuć się w rolę szkockiego laira, który toczy walkę o królewską koronę, rozbudowując swoje królestwo. Jak już wspomniałem, grafiki na kaflach nie są najwyższej jakości, co dodatkowo może popsuć klimatyczną zabawę. Nie pomogła nawet dedykowana playlista z piosenkami pod tę właśnie grę. Na szczęście, Wyspa Skye nie opiera się wyłącznie na klimacie, a świetnych mechanizmach i neutralnej tematyce.  Wyspa Skye jest porządnie wydaną i dobrze zaprojektowaną grą. Co prawda, nie powala klimatycznie, ani graficznie, jednak nie na tym opiera się rozgrywka! Wyspa Skye to świetna mechanika, skalowalność, a co najważniejsze, regrywalność, która stoi na bardzo wysokim poziomie. Nie nazwałbym jej zaawansowanym Carcassonne, a czymś więcej, czymś lepszym. Tak jest w istocie, Wyspa Skye bije na głowę Carcassonne pod każdym względem, oferując nie tylko losowanie i wykładanie kafelków na stół, ale cały mechanizm sprzedaży i kupna kafli, które później możemy dołączyć nie do wspólnego królestwa, ale naszego kawałka ziemi, które gospodarujemy wedle swojego uznania.    Dodajmy do tego bardzo przystępne i proste zasady, które nie powinny sprawić trudności w opanowaniu żadnemu rodzajowi graczy oraz więcej wyborów, od których zależy los naszego królestwa. Wyspa Skye uzależnia i powoduje, że chce się więcej i więcej. Szczerze polecam i zachęcam do spróbowania swoich sił, gwarantuję, że częściej będziecie siadać do Wyspy Skye niż do Carcassonne.    Data wydania 2016 Liczba graczy 2-5 Sugerowana liczba graczy 3-4 Czas gry 30-50 minut Sugerowany wiek min. 8 lat Polski wydawca Lacerta

   Zaczynając swoją przygodę z planszówkami nie mogło w mojej kolekcji zabraknąć klasycznego już Carcassonne, które pokazało, jak powinna wyglądać dobra gra kafelkowa. Z czasem okazało się ciut za proste i rozpocząłem poszukiwania jego następcy, który dałby mi ponowną radość z budowania królestwa. W zeszłym roku do nagrody w kategorii Zaawansowanej Gry Planszowej w Niemczech została wybrana niepozorna Wyspa Skye, konkurująca z takimi tytułami jak Pandemic: Legacy czy T.I.M.E. Stories. Musiałem się z nią zapoznać - przeczytałem instrukcję, parę recenzji i wiedziałem, że Wyspa Skye prędzej czy później znajdzie się w mojej kolekcji. Zapraszam na recenzję.   W mniejszym od standardowych, prostokątnym pudełku znajdziemy sporo dobrego. Zacznijmy od kremowego, ekologicznego (!) woreczka na kafle - to w nim będziemy trzymać większość elementów gry, gdyż Wyspa Skye nie posiada żadnej wypraski. Wiele kartonu, który trzeba wyjąć z wyprasek prezentuje się naprawdę dobrze - plansza, kafle, żetony i zasłonki zostały wydane naprawdę porządnie i nie można się do nich doczepić. Najsłabszym ogniwem całego zestawu jest średnio przejrzysta instrukcja. Od początku denerwuje mnie jej składany format, który jest średnio intuicyjny i niewygodny. Opis zasad jest co prawda podparty różnymi przykładami, ale w jej treści można znaleźć kilka nieścisłości, które trzeba rozwiązać na własną rękę, korzystając z forum na BGG lub w GF. SCD została ustalona na poziomie 99 zł i myślę, że jest to ciut za dużo, jednak pamiętajcie, żeby skorzystać z porównywarki cen - to zachęci Was do zakupu Wyspy Skye.    Grafiki przedstawione na kaflach są czytelne, choć podczas rozgrywek pojawiało się kilka pytań. Chodziło głównie o granicę między obszarami, która nie zawsze była dobrze zakończona i nie do końca było wiadomo jak punktować dany obszar. Wszystkie elementy nadrukowane na kaflach, czyli farmy, zwierzaki oraz brochy (pomijając latarnie) wyglądają nieco sztucznie, wklejone jakby z innego projektu i nie skończone. Sama plansza oraz zasłonki prezentują się już lepiej - wszystko jest odpowiednio poukładane, estetyczne i przejrzyste.    Rozgrywka w Wyspę Skye przypomina nieco wspomniane już Carcassonne, z małym wyjątkiem - każdy gracz układa własne królestwo, budując go wedle własnego uznania oraz możliwości. Sama rozgrywka przebiega według ustalonego schematu 5/6rund (w zależności od liczby graczy), które zostały podzielone na 6 tur:  1. Przychód monet - dobieramy złoto za zamek oraz każdą beczkę, która łączy się drogą z zamkiem. 2. Dobór 3 kafli z worka - losujemy kafle, a następnie układamy je przed swoją zasłonką, by reszta graczy mogła je widzieć. W tajemnicy przed innymi układamy żeton siekiery przed jednym z kafli, a dla dwóch następnych ustalamy cenę za jaką będzie je można kupić. 3. Jednocześnie odsłaniamy zasłonki, wyrzucając wcześniej wybrane kafle z powrotem do worka. 4. Począwszy od gracza rozpoczynającego runę, każdy ma możliwość kupna tylko jednego kafelka od innego gracza, po ustalonej przez niego cenie. 5. Gdy wszyscy mieli możliwość kupna kafla, odrzucamy monety leżące przed niekupionymi kaflami z powrotem do banku, a następnie każdy układa swoje oraz zakupione kafle w królestwie. 6. Na koniec każdej z rund podliczamy punkty, w zależności od wylosowanych wcześniej kafli punktacji.    Zwycięża gracz, który po 6 rundach ma najwięcej zdobytych punktów zwycięstwa i zdobywa tytuł króla Szkocji.  Ależ ta gra jest uzależniająca! Już Wam mówię, w czym tkwi jej siła. Na początku gry, losujemy 4 z 16 kafelków, za które będziemy punktować w każdej grze. Każdy z kafli dotyczy innego aspektu gry, punkty mogą być liczone za uzbierane złoto, za zamknięte obszary, za ilość zwierzaków, za latarnię, łódki, za kombinacje różnych elementów - jest tego naprawdę sporo! W zależności od liczby graczy, gramy przez 5 lub 6 rund, a w każdej otrzymujemy punkty za coś innego, np.: w pierwszej za pierwszy kafelek, w drugiej za drugi, w trzeciej za pierwszy i trzeci, w czwartej za drugi i czwarty, itd. Dzięki takiemu mechanizmowi nie możemy skupiać się tylko i wyłącznie na jednym, a tak dobierać kafle terenu i układać swoje królestwo, by dostawać punkty za wszystkie możliwe obszary.    Wyliczając plusy mechanizmów gry, trzeba wspomnieć o dodatkowych pieniądzach dla graczy, którzy w punktacji są trochę w tyle. Od 3/4 rundy, każdy gracz za prowadzącym na torze punktów otrzymuje pewną ilość monet - to nie tylko pomaga w kupowaniu droższych kafli, ale i w ten sposób możemy zabezpieczyć nasze kafle przed kupnem! Wyspa Skye nie wybacza błędów i źle poukładane kafle mogą nie dać dużej liczby punktów - trzeba się sprężać - 6 rund minie bardzo szybko!       Słyszałem głosy, że Wyspa Skye wkurza losowością. Pomyślmy, objawia się tylko przy doborze kafli punktujących, a także podczas gry, gdy każdy losuje po 3 kafle terenu. Okej, ale mechanizmy kupowania oraz ustalania cen za kafle skutecznie ją niwelują. Zawsze mamy wybór, jak wysoko wycenić nasze kafle, przemyśleć, ile zostanie nam pieniędzy na zakupy. Ważnym czynnikiem jest również kolejność graczy - inaczej musimy podejść do licytacji będąc pierwszym graczem, gdy nasze kafle mogą być wykupione i lepiej zostawić sobie co nieco gotówki by móc coś kupić. Rozgrywka będzie wyglądać inaczej grając jako ostatni gracz - możemy podnieść nieco ceny, jeśli nikt nie wykupi naszych kafelków, po prostu je zachowamy, a gdyby ktoś zdecydował się na zakup - wtedy mamy dodatkową gotówkę na wydatki.  W Wyspę Skye graliśmy już ponad 10 razy i żadna rozgrywka nie wyglądała tak samo - różnorodność kafli punktujących jest na tyle duża, że zawsze będziemy zdobywać punkty za coś innego. Musimy dostosować do nich naszą taktykę i starać się ją realizować. Regrywalność tytułu stoi na bardzo wysokim poziomie, a to jest coś, co bardzo sobie cenię w grach planszowych.    Gra w pełnym składzie może lekko się wydłużać ze względu na dokładne przemyślenie każdego ruchu i czy naprawdę warto kupić od kogoś ten wymarzony kafelek i to za taką cenę. Emocji jednak nie brakuje, z małego powodu - różnice w punktach nie są aż tak duże i wszystko może się zmienić jak w kalejdoskopie. Gra we dwoje będzie o wiele bardziej spokojniejsza, a co niektórzy mogą uznać za plus, zawsze będziemy mogli wybudować przynajmniej jeden ze swoich kafli (gracze mają możliwość kupna tylko jednego kafla w swojej turze). Nie myślcie, że Wyspa Skye traci cokolwiek przy małym gronie graczy - wręcz przeciwnie! Rozgrywka nadal jest soczysta, można kombinować z cenami, wyrzucać kafle, które akurat mogłyby się przydać przeciwnikowi. Osobiście sądzę, że najlepiej grało mi się w 4 osoby - walka o kafle, ustalanie cen, kupowanie kafli są najbardziej emocjonujące, a rozgrywka wcale się nie dłuży.       Klimat gry jest praktycznie nieodczuwalny. Możemy dwoić się i troić, ale ciężko wczuć się w rolę szkockiego laira, który toczy walkę o królewską koronę, rozbudowując swoje królestwo. Jak już wspomniałem, grafiki na kaflach nie są najwyższej jakości, co dodatkowo może popsuć klimatyczną zabawę. Nie pomogła nawet dedykowana playlista z piosenkami pod tę właśnie grę. Na szczęście, Wyspa Skye nie opiera się wyłącznie na klimacie, a świetnych mechanizmach i neutralnej tematyce.  Wyspa Skye jest porządnie wydaną i dobrze zaprojektowaną grą. Co prawda, nie powala klimatycznie, ani graficznie, jednak nie na tym opiera się rozgrywka! Wyspa Skye to świetna mechanika, skalowalność, a co najważniejsze, regrywalność, która stoi na bardzo wysokim poziomie. Nie nazwałbym jej zaawansowanym Carcassonne, a czymś więcej, czymś lepszym. Tak jest w istocie, Wyspa Skye bije na głowę Carcassonne pod każdym względem, oferując nie tylko losowanie i wykładanie kafelków na stół, ale cały mechanizm sprzedaży i kupna kafli, które później możemy dołączyć nie do wspólnego królestwa, ale naszego kawałka ziemi, które gospodarujemy wedle swojego uznania.    Dodajmy do tego bardzo przystępne i proste zasady, które nie powinny sprawić trudności w opanowaniu żadnemu rodzajowi graczy oraz więcej wyborów, od których zależy los naszego królestwa. Wyspa Skye uzależnia i powoduje, że chce się więcej i więcej. Szczerze polecam i zachęcam do spróbowania swoich sił, gwarantuję, że częściej będziecie siadać do Wyspy Skye niż do Carcassonne.    Data wydania 2016 Liczba graczy 2-5 Sugerowana liczba graczy 3-4 Czas gry 30-50 minut Sugerowany wiek min. 8 lat Polski wydawca Lacerta

Losowość? Regrywalność?

Słyszałem głosy, że Wyspa Skye wkurza losowością. Pomyślmy, objawia się tylko przy doborze kafli punktujących, a także podczas gry, gdy każdy losuje po 3 kafle terenu. Okej, ale mechanizmy kupowania oraz ustalania cen za kafle skutecznie ją niwelują. Zawsze mamy wybór, jak wysoko wycenić nasze kafle, przemyśleć, ile zostanie nam pieniędzy na zakupy. Ważnym czynnikiem jest również kolejność graczy - inaczej musimy podejść do licytacji będąc pierwszym graczem, gdy nasze kafle mogą być wykupione i lepiej zostawić sobie co nieco gotówki by móc coś kupić. Rozgrywka będzie wyglądać inaczej grając jako ostatni gracz - możemy podnieść nieco ceny, jeśli nikt nie wykupi naszych kafelków, po prostu je zachowamy, a gdyby ktoś zdecydował się na zakup - wtedy mamy dodatkową gotówkę na wydatki.

W Wyspę Skye graliśmy już ponad 10 razy i żadna rozgrywka nie wyglądała tak samo - różnorodność kafli punktujących jest na tyle duża, że zawsze będziemy zdobywać punkty za coś innego. Musimy dostosować do nich naszą taktykę i starać się ją realizować. Regrywalność tytułu stoi na bardzo wysokim poziomie, a to jest coś, co bardzo sobie cenię w grach planszowych.


W ilu graczy grać?

Gra w pełnym składzie może lekko się wydłużać ze względu na dokładne przemyślenie każdego ruchu i czy naprawdę warto kupić od kogoś ten wymarzony kafelek i to za taką cenę. Emocji jednak nie brakuje, z małego powodu - różnice w punktach nie są aż tak duże i wszystko może się zmienić jak w kalejdoskopie. Gra we dwoje będzie o wiele bardziej spokojniejsza, a co niektórzy mogą uznać za plus, zawsze będziemy mogli wybudować przynajmniej jeden ze swoich kafli (gracze mają możliwość kupna tylko jednego kafla w swojej turze). Nie myślcie, że Wyspa Skye traci cokolwiek przy małym gronie graczy - wręcz przeciwnie! Rozgrywka nadal jest soczysta, można kombinować z cenami, wyrzucać kafle, które akurat mogłyby się przydać przeciwnikowi. Osobiście sądzę, że najlepiej grało mi się w 4 osoby - walka o kafle, ustalanie cen, kupowanie kafli są najbardziej emocjonujące, a rozgrywka wcale się nie dłuży.

   Zaczynając swoją przygodę z planszówkami nie mogło w mojej kolekcji zabraknąć klasycznego już Carcassonne, które pokazało, jak powinna wyglądać dobra gra kafelkowa. Z czasem okazało się ciut za proste i rozpocząłem poszukiwania jego następcy, który dałby mi ponowną radość z budowania królestwa. W zeszłym roku do nagrody w kategorii Zaawansowanej Gry Planszowej w Niemczech została wybrana niepozorna Wyspa Skye, konkurująca z takimi tytułami jak Pandemic: Legacy czy T.I.M.E. Stories. Musiałem się z nią zapoznać - przeczytałem instrukcję, parę recenzji i wiedziałem, że Wyspa Skye prędzej czy później znajdzie się w mojej kolekcji. Zapraszam na recenzję.   W mniejszym od standardowych, prostokątnym pudełku znajdziemy sporo dobrego. Zacznijmy od kremowego, ekologicznego (!) woreczka na kafle - to w nim będziemy trzymać większość elementów gry, gdyż Wyspa Skye nie posiada żadnej wypraski. Wiele kartonu, który trzeba wyjąć z wyprasek prezentuje się naprawdę dobrze - plansza, kafle, żetony i zasłonki zostały wydane naprawdę porządnie i nie można się do nich doczepić. Najsłabszym ogniwem całego zestawu jest średnio przejrzysta instrukcja. Od początku denerwuje mnie jej składany format, który jest średnio intuicyjny i niewygodny. Opis zasad jest co prawda podparty różnymi przykładami, ale w jej treści można znaleźć kilka nieścisłości, które trzeba rozwiązać na własną rękę, korzystając z forum na BGG lub w GF. SCD została ustalona na poziomie 99 zł i myślę, że jest to ciut za dużo, jednak pamiętajcie, żeby skorzystać z porównywarki cen - to zachęci Was do zakupu Wyspy Skye.    Grafiki przedstawione na kaflach są czytelne, choć podczas rozgrywek pojawiało się kilka pytań. Chodziło głównie o granicę między obszarami, która nie zawsze była dobrze zakończona i nie do końca było wiadomo jak punktować dany obszar. Wszystkie elementy nadrukowane na kaflach, czyli farmy, zwierzaki oraz brochy (pomijając latarnie) wyglądają nieco sztucznie, wklejone jakby z innego projektu i nie skończone. Sama plansza oraz zasłonki prezentują się już lepiej - wszystko jest odpowiednio poukładane, estetyczne i przejrzyste.    Rozgrywka w Wyspę Skye przypomina nieco wspomniane już Carcassonne, z małym wyjątkiem - każdy gracz układa własne królestwo, budując go wedle własnego uznania oraz możliwości. Sama rozgrywka przebiega według ustalonego schematu 5/6rund (w zależności od liczby graczy), które zostały podzielone na 6 tur:  1. Przychód monet - dobieramy złoto za zamek oraz każdą beczkę, która łączy się drogą z zamkiem. 2. Dobór 3 kafli z worka - losujemy kafle, a następnie układamy je przed swoją zasłonką, by reszta graczy mogła je widzieć. W tajemnicy przed innymi układamy żeton siekiery przed jednym z kafli, a dla dwóch następnych ustalamy cenę za jaką będzie je można kupić. 3. Jednocześnie odsłaniamy zasłonki, wyrzucając wcześniej wybrane kafle z powrotem do worka. 4. Począwszy od gracza rozpoczynającego runę, każdy ma możliwość kupna tylko jednego kafelka od innego gracza, po ustalonej przez niego cenie. 5. Gdy wszyscy mieli możliwość kupna kafla, odrzucamy monety leżące przed niekupionymi kaflami z powrotem do banku, a następnie każdy układa swoje oraz zakupione kafle w królestwie. 6. Na koniec każdej z rund podliczamy punkty, w zależności od wylosowanych wcześniej kafli punktacji.    Zwycięża gracz, który po 6 rundach ma najwięcej zdobytych punktów zwycięstwa i zdobywa tytuł króla Szkocji.  Ależ ta gra jest uzależniająca! Już Wam mówię, w czym tkwi jej siła. Na początku gry, losujemy 4 z 16 kafelków, za które będziemy punktować w każdej grze. Każdy z kafli dotyczy innego aspektu gry, punkty mogą być liczone za uzbierane złoto, za zamknięte obszary, za ilość zwierzaków, za latarnię, łódki, za kombinacje różnych elementów - jest tego naprawdę sporo! W zależności od liczby graczy, gramy przez 5 lub 6 rund, a w każdej otrzymujemy punkty za coś innego, np.: w pierwszej za pierwszy kafelek, w drugiej za drugi, w trzeciej za pierwszy i trzeci, w czwartej za drugi i czwarty, itd. Dzięki takiemu mechanizmowi nie możemy skupiać się tylko i wyłącznie na jednym, a tak dobierać kafle terenu i układać swoje królestwo, by dostawać punkty za wszystkie możliwe obszary.    Wyliczając plusy mechanizmów gry, trzeba wspomnieć o dodatkowych pieniądzach dla graczy, którzy w punktacji są trochę w tyle. Od 3/4 rundy, każdy gracz za prowadzącym na torze punktów otrzymuje pewną ilość monet - to nie tylko pomaga w kupowaniu droższych kafli, ale i w ten sposób możemy zabezpieczyć nasze kafle przed kupnem! Wyspa Skye nie wybacza błędów i źle poukładane kafle mogą nie dać dużej liczby punktów - trzeba się sprężać - 6 rund minie bardzo szybko!       Słyszałem głosy, że Wyspa Skye wkurza losowością. Pomyślmy, objawia się tylko przy doborze kafli punktujących, a także podczas gry, gdy każdy losuje po 3 kafle terenu. Okej, ale mechanizmy kupowania oraz ustalania cen za kafle skutecznie ją niwelują. Zawsze mamy wybór, jak wysoko wycenić nasze kafle, przemyśleć, ile zostanie nam pieniędzy na zakupy. Ważnym czynnikiem jest również kolejność graczy - inaczej musimy podejść do licytacji będąc pierwszym graczem, gdy nasze kafle mogą być wykupione i lepiej zostawić sobie co nieco gotówki by móc coś kupić. Rozgrywka będzie wyglądać inaczej grając jako ostatni gracz - możemy podnieść nieco ceny, jeśli nikt nie wykupi naszych kafelków, po prostu je zachowamy, a gdyby ktoś zdecydował się na zakup - wtedy mamy dodatkową gotówkę na wydatki.  W Wyspę Skye graliśmy już ponad 10 razy i żadna rozgrywka nie wyglądała tak samo - różnorodność kafli punktujących jest na tyle duża, że zawsze będziemy zdobywać punkty za coś innego. Musimy dostosować do nich naszą taktykę i starać się ją realizować. Regrywalność tytułu stoi na bardzo wysokim poziomie, a to jest coś, co bardzo sobie cenię w grach planszowych.    Gra w pełnym składzie może lekko się wydłużać ze względu na dokładne przemyślenie każdego ruchu i czy naprawdę warto kupić od kogoś ten wymarzony kafelek i to za taką cenę. Emocji jednak nie brakuje, z małego powodu - różnice w punktach nie są aż tak duże i wszystko może się zmienić jak w kalejdoskopie. Gra we dwoje będzie o wiele bardziej spokojniejsza, a co niektórzy mogą uznać za plus, zawsze będziemy mogli wybudować przynajmniej jeden ze swoich kafli (gracze mają możliwość kupna tylko jednego kafla w swojej turze). Nie myślcie, że Wyspa Skye traci cokolwiek przy małym gronie graczy - wręcz przeciwnie! Rozgrywka nadal jest soczysta, można kombinować z cenami, wyrzucać kafle, które akurat mogłyby się przydać przeciwnikowi. Osobiście sądzę, że najlepiej grało mi się w 4 osoby - walka o kafle, ustalanie cen, kupowanie kafli są najbardziej emocjonujące, a rozgrywka wcale się nie dłuży.       Klimat gry jest praktycznie nieodczuwalny. Możemy dwoić się i troić, ale ciężko wczuć się w rolę szkockiego laira, który toczy walkę o królewską koronę, rozbudowując swoje królestwo. Jak już wspomniałem, grafiki na kaflach nie są najwyższej jakości, co dodatkowo może popsuć klimatyczną zabawę. Nie pomogła nawet dedykowana playlista z piosenkami pod tę właśnie grę. Na szczęście, Wyspa Skye nie opiera się wyłącznie na klimacie, a świetnych mechanizmach i neutralnej tematyce.  Wyspa Skye jest porządnie wydaną i dobrze zaprojektowaną grą. Co prawda, nie powala klimatycznie, ani graficznie, jednak nie na tym opiera się rozgrywka! Wyspa Skye to świetna mechanika, skalowalność, a co najważniejsze, regrywalność, która stoi na bardzo wysokim poziomie. Nie nazwałbym jej zaawansowanym Carcassonne, a czymś więcej, czymś lepszym. Tak jest w istocie, Wyspa Skye bije na głowę Carcassonne pod każdym względem, oferując nie tylko losowanie i wykładanie kafelków na stół, ale cały mechanizm sprzedaży i kupna kafli, które później możemy dołączyć nie do wspólnego królestwa, ale naszego kawałka ziemi, które gospodarujemy wedle swojego uznania.    Dodajmy do tego bardzo przystępne i proste zasady, które nie powinny sprawić trudności w opanowaniu żadnemu rodzajowi graczy oraz więcej wyborów, od których zależy los naszego królestwa. Wyspa Skye uzależnia i powoduje, że chce się więcej i więcej. Szczerze polecam i zachęcam do spróbowania swoich sił, gwarantuję, że częściej będziecie siadać do Wyspy Skye niż do Carcassonne.    Data wydania 2016 Liczba graczy 2-5 Sugerowana liczba graczy 3-4 Czas gry 30-50 minut Sugerowany wiek min. 8 lat Polski wydawca Lacerta


Klimat gry jest praktycznie nieodczuwalny. Możemy dwoić się i troić, ale ciężko wczuć się w rolę szkockiego laira, który toczy walkę o królewską koronę, rozbudowując swoje królestwo. Jak już wspomniałem, grafiki na kaflach nie są najwyższej jakości, co dodatkowo może popsuć klimatyczną zabawę. Nie pomogła nawet dedykowana playlista z piosenkami pod tę właśnie grę. Na szczęście, Wyspa Skye nie opiera się wyłącznie na klimacie, a świetnych mechanizmach i neutralnej tematyce.

Lepsze od Carcassonne?

Wyspa Skye jest porządnie wydaną i dobrze zaprojektowaną grą. Co prawda, nie powala klimatycznie, ani graficznie, jednak nie na tym opiera się rozgrywka! Wyspa Skye to świetna mechanika, skalowalność, a co najważniejsze, regrywalność, która stoi na bardzo wysokim poziomie. Nie nazwałbym jej zaawansowanym Carcassonne, a czymś więcej, czymś lepszym. Tak jest w istocie, Wyspa Skye bije na głowę Carcassonne pod każdym względem, oferując nie tylko losowanie i wykładanie kafelków na stół, ale cały mechanizm sprzedaży i kupna kafli, które później możemy dołączyć nie do wspólnego królestwa, ale naszego kawałka ziemi, które gospodarujemy wedle swojego uznania.

   Zaczynając swoją przygodę z planszówkami nie mogło w mojej kolekcji zabraknąć klasycznego już Carcassonne, które pokazało, jak powinna wyglądać dobra gra kafelkowa. Z czasem okazało się ciut za proste i rozpocząłem poszukiwania jego następcy, który dałby mi ponowną radość z budowania królestwa. W zeszłym roku do nagrody w kategorii Zaawansowanej Gry Planszowej w Niemczech została wybrana niepozorna Wyspa Skye, konkurująca z takimi tytułami jak Pandemic: Legacy czy T.I.M.E. Stories. Musiałem się z nią zapoznać - przeczytałem instrukcję, parę recenzji i wiedziałem, że Wyspa Skye prędzej czy później znajdzie się w mojej kolekcji. Zapraszam na recenzję.   W mniejszym od standardowych, prostokątnym pudełku znajdziemy sporo dobrego. Zacznijmy od kremowego, ekologicznego (!) woreczka na kafle - to w nim będziemy trzymać większość elementów gry, gdyż Wyspa Skye nie posiada żadnej wypraski. Wiele kartonu, który trzeba wyjąć z wyprasek prezentuje się naprawdę dobrze - plansza, kafle, żetony i zasłonki zostały wydane naprawdę porządnie i nie można się do nich doczepić. Najsłabszym ogniwem całego zestawu jest średnio przejrzysta instrukcja. Od początku denerwuje mnie jej składany format, który jest średnio intuicyjny i niewygodny. Opis zasad jest co prawda podparty różnymi przykładami, ale w jej treści można znaleźć kilka nieścisłości, które trzeba rozwiązać na własną rękę, korzystając z forum na BGG lub w GF. SCD została ustalona na poziomie 99 zł i myślę, że jest to ciut za dużo, jednak pamiętajcie, żeby skorzystać z porównywarki cen - to zachęci Was do zakupu Wyspy Skye.    Grafiki przedstawione na kaflach są czytelne, choć podczas rozgrywek pojawiało się kilka pytań. Chodziło głównie o granicę między obszarami, która nie zawsze była dobrze zakończona i nie do końca było wiadomo jak punktować dany obszar. Wszystkie elementy nadrukowane na kaflach, czyli farmy, zwierzaki oraz brochy (pomijając latarnie) wyglądają nieco sztucznie, wklejone jakby z innego projektu i nie skończone. Sama plansza oraz zasłonki prezentują się już lepiej - wszystko jest odpowiednio poukładane, estetyczne i przejrzyste.    Rozgrywka w Wyspę Skye przypomina nieco wspomniane już Carcassonne, z małym wyjątkiem - każdy gracz układa własne królestwo, budując go wedle własnego uznania oraz możliwości. Sama rozgrywka przebiega według ustalonego schematu 5/6rund (w zależności od liczby graczy), które zostały podzielone na 6 tur:  1. Przychód monet - dobieramy złoto za zamek oraz każdą beczkę, która łączy się drogą z zamkiem. 2. Dobór 3 kafli z worka - losujemy kafle, a następnie układamy je przed swoją zasłonką, by reszta graczy mogła je widzieć. W tajemnicy przed innymi układamy żeton siekiery przed jednym z kafli, a dla dwóch następnych ustalamy cenę za jaką będzie je można kupić. 3. Jednocześnie odsłaniamy zasłonki, wyrzucając wcześniej wybrane kafle z powrotem do worka. 4. Począwszy od gracza rozpoczynającego runę, każdy ma możliwość kupna tylko jednego kafelka od innego gracza, po ustalonej przez niego cenie. 5. Gdy wszyscy mieli możliwość kupna kafla, odrzucamy monety leżące przed niekupionymi kaflami z powrotem do banku, a następnie każdy układa swoje oraz zakupione kafle w królestwie. 6. Na koniec każdej z rund podliczamy punkty, w zależności od wylosowanych wcześniej kafli punktacji.    Zwycięża gracz, który po 6 rundach ma najwięcej zdobytych punktów zwycięstwa i zdobywa tytuł króla Szkocji.  Ależ ta gra jest uzależniająca! Już Wam mówię, w czym tkwi jej siła. Na początku gry, losujemy 4 z 16 kafelków, za które będziemy punktować w każdej grze. Każdy z kafli dotyczy innego aspektu gry, punkty mogą być liczone za uzbierane złoto, za zamknięte obszary, za ilość zwierzaków, za latarnię, łódki, za kombinacje różnych elementów - jest tego naprawdę sporo! W zależności od liczby graczy, gramy przez 5 lub 6 rund, a w każdej otrzymujemy punkty za coś innego, np.: w pierwszej za pierwszy kafelek, w drugiej za drugi, w trzeciej za pierwszy i trzeci, w czwartej za drugi i czwarty, itd. Dzięki takiemu mechanizmowi nie możemy skupiać się tylko i wyłącznie na jednym, a tak dobierać kafle terenu i układać swoje królestwo, by dostawać punkty za wszystkie możliwe obszary.    Wyliczając plusy mechanizmów gry, trzeba wspomnieć o dodatkowych pieniądzach dla graczy, którzy w punktacji są trochę w tyle. Od 3/4 rundy, każdy gracz za prowadzącym na torze punktów otrzymuje pewną ilość monet - to nie tylko pomaga w kupowaniu droższych kafli, ale i w ten sposób możemy zabezpieczyć nasze kafle przed kupnem! Wyspa Skye nie wybacza błędów i źle poukładane kafle mogą nie dać dużej liczby punktów - trzeba się sprężać - 6 rund minie bardzo szybko!       Słyszałem głosy, że Wyspa Skye wkurza losowością. Pomyślmy, objawia się tylko przy doborze kafli punktujących, a także podczas gry, gdy każdy losuje po 3 kafle terenu. Okej, ale mechanizmy kupowania oraz ustalania cen za kafle skutecznie ją niwelują. Zawsze mamy wybór, jak wysoko wycenić nasze kafle, przemyśleć, ile zostanie nam pieniędzy na zakupy. Ważnym czynnikiem jest również kolejność graczy - inaczej musimy podejść do licytacji będąc pierwszym graczem, gdy nasze kafle mogą być wykupione i lepiej zostawić sobie co nieco gotówki by móc coś kupić. Rozgrywka będzie wyglądać inaczej grając jako ostatni gracz - możemy podnieść nieco ceny, jeśli nikt nie wykupi naszych kafelków, po prostu je zachowamy, a gdyby ktoś zdecydował się na zakup - wtedy mamy dodatkową gotówkę na wydatki.  W Wyspę Skye graliśmy już ponad 10 razy i żadna rozgrywka nie wyglądała tak samo - różnorodność kafli punktujących jest na tyle duża, że zawsze będziemy zdobywać punkty za coś innego. Musimy dostosować do nich naszą taktykę i starać się ją realizować. Regrywalność tytułu stoi na bardzo wysokim poziomie, a to jest coś, co bardzo sobie cenię w grach planszowych.    Gra w pełnym składzie może lekko się wydłużać ze względu na dokładne przemyślenie każdego ruchu i czy naprawdę warto kupić od kogoś ten wymarzony kafelek i to za taką cenę. Emocji jednak nie brakuje, z małego powodu - różnice w punktach nie są aż tak duże i wszystko może się zmienić jak w kalejdoskopie. Gra we dwoje będzie o wiele bardziej spokojniejsza, a co niektórzy mogą uznać za plus, zawsze będziemy mogli wybudować przynajmniej jeden ze swoich kafli (gracze mają możliwość kupna tylko jednego kafla w swojej turze). Nie myślcie, że Wyspa Skye traci cokolwiek przy małym gronie graczy - wręcz przeciwnie! Rozgrywka nadal jest soczysta, można kombinować z cenami, wyrzucać kafle, które akurat mogłyby się przydać przeciwnikowi. Osobiście sądzę, że najlepiej grało mi się w 4 osoby - walka o kafle, ustalanie cen, kupowanie kafli są najbardziej emocjonujące, a rozgrywka wcale się nie dłuży.       Klimat gry jest praktycznie nieodczuwalny. Możemy dwoić się i troić, ale ciężko wczuć się w rolę szkockiego laira, który toczy walkę o królewską koronę, rozbudowując swoje królestwo. Jak już wspomniałem, grafiki na kaflach nie są najwyższej jakości, co dodatkowo może popsuć klimatyczną zabawę. Nie pomogła nawet dedykowana playlista z piosenkami pod tę właśnie grę. Na szczęście, Wyspa Skye nie opiera się wyłącznie na klimacie, a świetnych mechanizmach i neutralnej tematyce.  Wyspa Skye jest porządnie wydaną i dobrze zaprojektowaną grą. Co prawda, nie powala klimatycznie, ani graficznie, jednak nie na tym opiera się rozgrywka! Wyspa Skye to świetna mechanika, skalowalność, a co najważniejsze, regrywalność, która stoi na bardzo wysokim poziomie. Nie nazwałbym jej zaawansowanym Carcassonne, a czymś więcej, czymś lepszym. Tak jest w istocie, Wyspa Skye bije na głowę Carcassonne pod każdym względem, oferując nie tylko losowanie i wykładanie kafelków na stół, ale cały mechanizm sprzedaży i kupna kafli, które później możemy dołączyć nie do wspólnego królestwa, ale naszego kawałka ziemi, które gospodarujemy wedle swojego uznania.    Dodajmy do tego bardzo przystępne i proste zasady, które nie powinny sprawić trudności w opanowaniu żadnemu rodzajowi graczy oraz więcej wyborów, od których zależy los naszego królestwa. Wyspa Skye uzależnia i powoduje, że chce się więcej i więcej. Szczerze polecam i zachęcam do spróbowania swoich sił, gwarantuję, że częściej będziecie siadać do Wyspy Skye niż do Carcassonne.    Data wydania 2016 Liczba graczy 2-5 Sugerowana liczba graczy 3-4 Czas gry 30-50 minut Sugerowany wiek min. 8 lat Polski wydawca Lacerta

Dodajmy do tego bardzo przystępne i proste zasady, które nie powinny sprawić trudności w opanowaniu żadnemu rodzajowi graczy oraz więcej wyborów, od których zależy los naszego królestwa. Wyspa Skye uzależnia i powoduje, że chce się więcej i więcej. Szczerze polecam i zachęcam do spróbowania swoich sił, gwarantuję, że częściej będziecie siadać do Wyspy Skye niż do Carcassonne.


Data wydania 2016
Liczba graczy 2-5
Sugerowana liczba graczy 3-4
Czas gry 30-50 minut
Sugerowany wiek min. 8 lat
Polski wydawca Lacerta
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz