A Dog's Life - recenzja



Gry rodzinne są specyficznym rodzajem gier planszowych. Ich mechanika, a przede wszystkim tematyka i grafiki powinny zainteresować zarówno młodszych graczy, jak i ich rodziców, tak by wszyscy mogli się dobrze bawić, nie tylko przez kilka partii. Nie spotkałem wiele gier o psach i ich codziennym życiu - taki temat nie jest zbyt popularny, choć kierowanie swoimi pupilami mogłoby by być dla niezwykle fascynujące dla najmłodszych. Recenzowany dziś tytuł, czyli A Dog's Life to gra, która być może pojawi się na polskim rynku - wszystko w rękach młodego wydawnictwa Sharp Games.

Za co zapłacisz?

Pierwsze co rzuca się w oczy to grafika na okładce pudełka A Dog's Life - przyciąga wzrok, a mnie, jako nie pałającego wielką miłością do psów, zauroczyła. Plansza jest wykonana naprawdę solidnie - jest gruba, duża i łatwa w odczytaniu - całość została podzielona na ulice oraz przylegające do nich budynki, graficznie stylizowane na zabawki. Całość dopełniają liczne latarnie, kosze na śmieci, fontanna - wszystko razem prezentuje się naprawdę ładnie. Duże wrażenie, jak już pisałem w UNBOXINGU, zrobiły figurki psów - plastikowe, ale dobrze wykonane i pomalowane. Reszta komponentów to trochę kartonu - dostajemy mnóstwo żetonów różnego typu oraz karty dla każdego z bohaterów gry i kości. Instrukcja, jak na tak prostą grę jest zaskakująco długa - w specyficzny sposób opisuje wszystkie zasady gry i trochę je rozwleka, czasem komplikując pewne aspekty gry. Co gorsze, w tekście jest napisane, że w grę mogą grać dzieciaki od lat 6. Na pudełku otrzymujemy informację o 8 latach, jako minimalnym wieku, cóż za sprzeczność! Na samym jej końcu została umieszczona informacja nad zwyczajami konkretnych ras oraz sposoby opieki nad bezdomnymi czworonogami. Fajna sprawa! 


Hau, hau?

Przygotowanie gry jest bardzo proste i szybkie. Każdy z graczy wybiera pupila, którym będzie grał, umieszcza go w losowej lokacji na planszy, otrzymuje planszetkę gracza, karty oraz żetony. Reszta komponentów umieszczamy w pobliżu planszy, tak by każdy z graczy miał do nich swobodny dostęp.

Planszetki graczy zostały podzielone na kilka sekcji. I tak, mamy dwa miejsca na kości i gazety, które będziemy zdobywać w trakcie gry, kolejne dwa symbolizują pęcherz psiaka, a ostatnich 5 oznaczają głód - pies przecież jeść musi, inaczej trafi do schroniska, gdzie będzie musiał chwilkę odpocząć. 

   Gry rodzinne są specyficznym rodzajem gier planszowych. Ich mechanika, a przede wszystkim tematyka i grafiki powinny zainteresować zarówno młodszych graczy, jak i ich rodziców, tak by wszyscy mogli się dobrze bawić, nie tylko przez kilka partii. Nie spotkałem wiele gier o psach i ich codziennym życiu - taki temat nie jest zbyt popularny, choć kierowanie swoimi pupilami mogłoby by być dla niezwykle fascynujące dla najmłodszych. Recenzowany dziś tytuł, czyli A Dog's Life to gra, która być może pojawi się na polskim rynku - wszystko w rękach młodego wydawnictwa Sharp Games.  Za co zapłacisz?  Pierwsze co rzuca się w oczy to grafika na okładce pudełka A Dog's Life - przyciąga wzrok, a mnie, jako nie pałającego wielką miłością do psów, zauroczyła. Plansza jest wykonana naprawdę solidnie - jest gruba, duża i łatwa w odczytaniu - całość została podzielona na ulice oraz przylegające do nich budynki, graficznie stylizowane na zabawki. Całość dopełniają liczne latarnie, kosze na śmieci, fontanna - wszystko razem prezentuje się naprawdę ładnie. Duże wrażenie, jak już pisałem w UNBOXINGU, zrobiły figurki psów - plastikowe, ale dobrze wykonane i pomalowane. Reszta komponentów to trochę kartonu - dostajemy mnóstwo żetonów różnego typu oraz karty dla każdego z bohaterów gry i kości. Instrukcja, jak na tak prostą grę jest zaskakująco długa - w specyficzny sposób opisuje wszystkie zasady gry i trochę je rozwleka, czasem komplikując pewne aspekty gry. Co gorsze, w tekście jest napisane, że w grę mogą grać dzieciaki od lat 6. Na pudełku otrzymujemy informację o 8 latach, jako minimalnym wieku, cóż za sprzeczność! Na samym jej końcu została umieszczona informacja nad zwyczajami konkretnych ras oraz sposoby opieki nad bezdomnymi czworonogami. Fajna sprawa!      Hau, hau?  Przygotowanie gry jest bardzo proste i szybkie. Każdy z graczy wybiera pupila, którym będzie grał, umieszcza go w losowej lokacji na planszy, otrzymuje planszetkę gracza, karty oraz żetony. Reszta komponentów umieszczamy w pobliżu planszy, tak by każdy z graczy miał do nich swobodny dostęp.  Planszetki graczy zostały podzielone na kilka sekcji. I tak, mamy dwa miejsca na kości i gazety, które będziemy zdobywać w trakcie gry, kolejne dwa symbolizują pęcherz psiaka, a ostatnich 5 oznaczają głód - pies przecież jeść musi, inaczej trafi do schroniska, gdzie będzie musiał chwilkę odpocząć.     W A Dog's Life każdy z psów ma unikalne zdolności, które nie raz przydadzą się w trakcie gry i pozwolą uniknąć złego losu. Owczarek niemiecki świetnie sprawdzi się w ulicznych bójkach i ucieczkach, jednak najbardziej pożądaną figurką zawsze był pudel, którego umiejętność bardzo się przydaje - pies potrafi zrobić śliczne oczy, dzięki czemu otrzyma coś więcej przy wykonywaniu akcji żebrania.  Gracz w swojej turze może wykonać dowolną liczbę akcji, z pewnymi odstępstwami i wyjątkami. Zasada jest jedna - jeden ruch wymaga jednej akcji. I tak, będziemy mogli poruszać naszymi podopiecznymi, grzebać w śmieciach, żebrać o jedzenie, pić wodę z fontanny, wszczynać bójki z innymi psami, wejść do budynku lub obsikać latarnię. w A Dog's Life, po zadeklarowaniu akcji odkrywamy wierzchnią kartę z naszego stosu i sprawdzamy co udało się zrobić. Każda karta została podzielona na 6 różnych sekcji, wśród których możemy znaleźć bezcenną kość, uciec hyclowi lub po prostu wykonać zadeklarowane akcje.     Ruch gracza wieńczy rzut kością - czas na ruch hycla. Jeśli jego pojazd zatrzyma się przed polem, na którym stoi figurka psa, czworonóg, ma szansę na ucieczkę - wykonujemy wtedy test ucieczki (również z karty). Jeśli samochód hycla zakończy ruch na polu z psem, niestety nasz pupil musi trafić do schroniska, a my stracimy od 1 do aż 3 tur. Gramy tak do momentu, gdy któryś z graczy zdobędzie 3 kość i uda mu się ją donieść do swojego legowiska. Wtedy zostaje ogłoszony królem psiej ulicy i nikt nie może mu już zagrozić.  Sikać czy uciekać?  Jak już wspomniałem, gracze mają kilka akcji do wyboru i tylko od nich zależy, na które się zdecydują. To czy im się to uda, zależy od dobranej karty. Z jednej strony możemy zdecydować co chcemy zrobić, jednak czy to się uda..? Nie jest to takie proste. Mówiąc z mojej, jako doświadczonego już gracza, perspektywy, ten mechanizm nie działa poprawnie. Nie zawsze zrobimy to co chcieliśmy - karty są tak skonstruowane, że wykonanie 3, 4 akcji pod rząd jest niemożliwe. Przyjrzyjmy się innej sytuacji - wygranie gry wymaga przyniesienia 3 kości - może się zdarzyć tak, że jeden z graczy dociągnie 3 karty, które mu te kości dadzą i nic go nie powstrzyma w wygraniu całej gry. Gdzie tutaj przyjemność?    Losowość A Dog's Life stoi na wysokim poziomie - zawsze dociągamy karty + na koniec tury rzucamy kością za hycla. Grając w większym gronie może to skutecznie popsuć rozgrywkę, gdy źle obliczymy odległość pojazdu od naszego pupila, przez co możemy stracić aż 3 tury(!). Myślę, że taka kara jest zbyt wysoka, zwłaszcza dla dzieciaków, które w takim przypadku mogłyby pójść pobawić się czymś innym lub, co gorsza, skutecznie obraziłyby się na grę. W naszym gronie zawsze traciliśmy tylko jedną turę, niezależnie od wyniku.  Jak to tylko we czwórkę?  Najgorsze w A Dog's Life jest jednak jej skalowalność. Instrukcja mówi o możliwości gry od 2-6 graczy. Minimalne grono czyni z gry okropny i przeraźliwie nudny tytuł, który chce się szybko złożyć i odłożyć na półkę, w najgłębsze jej czeluści. Na dwóch graczy plansza jest zbyt duża. Interakcja praktycznie nie zachodzi, a każdy z graczy może spokojnie zająć się sobą i kontrolować własny kawałek terenu. Przy takiej konfiguracji graczy, nawet nie opłaca się rozkładać A Dog's Life - rozgrywka zbyt szybko się skończy. Przy 5-6 graczach na planszy panuje totalny chaos - decyzyjność zależy od układu planszy. Zdarzają się długie przestoje w grze na przemyślenie ruchów, których i tak możemy nie wykonać. Autem hycla można się nie przejmować - minie 5 tur zanim kolejka do Ciebie wróci, a w ten czas możesz zostać złapany z 80% prawdopodobieństwem. Decyzyjność spada praktycznie do 0, a A Dog's Life zmienia się w totalnie losowy i pozbawiony przyjemności tytuł. Najprzyjemniej gra wygląda przy rozgrywce 4-osobowej - plansza wydaje się optymalnych rozmiarów, gracze mogą w pewien sposób zacząć kontrolować grę i je przebieg - chaos nie występuje na każdym kroku, a interakcja między graczami zwiększa się.    Posprzątaj po swoim psie!  Właśnie, interakcja to element A Dog's Life, który najbardziej przypadł mi do gustu. Po kolei, gracze mogą bić się między sobą i odbierać sobie zdobyte wcześniej kości - ich zdobycie zależy od szczęścia, fakt, ale przetransportowanie do legowiska jest już bardziej skomplikowaną operacją. Każdy z graczy na koniec tury porusza autem hycla i to również jest przejaw pewnej interakcji, gdy chcemy przeszkodzić innemu graczowi w marszu po zwycięstwo, warto nasłać na niego pojazd. Ostatnim, moim zdaniem najlepszym, elementem A Dog's Life są żetony sikania. W swojej turze możemy zadeklarować, że chcemy obsikać jedną z latarni - jeśli to się uda, kładziemy tam odpowiedni żeton, który sprawi, że przechodzący obok niego pies będzie musiał się tam zatrzymać i stracić swój ruch. Czyż to nie jest genialne?     Odbiorców A Dog's Life jest dwóch. Pierwszym jest dorosły, nieco doświadczony, lubiący powszechne planszówki gracz. któremu ten tytuł nie do końca może się spodobać. Owszem, mamy tutaj ciekawie skonstruowaną interakcję między graczami, jednak ktoś nie lubujący się w przesadnej losowości i chcący mieć wpływ i kontrolę na planszy, może się zrazić. A Dog's Life jest typowym, rodzinnym tytułem, szczególnie adresowanym do młodszych odbiorców. Zabawkowa, wręcz bajkowa plansza, świetne figurki - wystarczą te dwa elementy, by dzieciaki zakochały się w grze i nie chciały grać w nic innego. Losowość potraktują jak zrządzenie losu i na pewno nie będą się nią tak mocno przejmować jak dorośli.    Werdykt  Podsumowując cały tekst. A Dog's Life nie tytułem, który sam koniecznie musiałbym mieć na swojej półce. Jej grafiki oraz wykonanie stoją na bardzo wysokim poziomie, jednak mechanika gry jest zbyt prosta i w dużej mierze zależna od szczęścia. Skalowalność wygląda naprawdę okropnie i musicie znaleźć 4 lub 5 graczy by dobrze się bawić - inaczej będziecie skazani na straszną nudę lub totalny chaos. A Dog's Life jest grą rodzinną i tylko taki odbiorca powinien się nią zainteresować. Dzieciaki pokochają klimat i ilustracje z gry, chcąc bawić się figurkami psów. Jeśli miałbym oceniać ją jako tytuł dla rodzin - z czystym sumieniem otrzymałaby 4/5, jednak jestem trochę innym graczem, stąd taka ocena.  Za udostępnienie gry do recenzji dziękuję        Data wydania 2016 Liczba graczy 2-6 Sugerowana liczba graczy 4 Czas gry 60 minut Sugerowany wiek min.: na pudełku 8 lat, w instrukcji 6 Polski wydawca ---

W A Dog's Life każdy z psów ma unikalne zdolności, które nie raz przydadzą się w trakcie gry i pozwolą uniknąć złego losu. Owczarek niemiecki świetnie sprawdzi się w ulicznych bójkach i ucieczkach, jednak najbardziej pożądaną figurką zawsze był pudel, którego umiejętność bardzo się przydaje - pies potrafi zrobić śliczne oczy, dzięki czemu otrzyma coś więcej przy wykonywaniu akcji żebrania.

Gracz w swojej turze może wykonać dowolną liczbę akcji, z pewnymi odstępstwami i wyjątkami. Zasada jest jedna - jeden ruch wymaga jednej akcji. I tak, będziemy mogli poruszać naszymi podopiecznymi, grzebać w śmieciach, żebrać o jedzenie, pić wodę z fontanny, wszczynać bójki z innymi psami, wejść do budynku lub obsikać latarnię. w A Dog's Life, po zadeklarowaniu akcji odkrywamy wierzchnią kartę z naszego stosu i sprawdzamy co udało się zrobić. Każda karta została podzielona na 6 różnych sekcji, wśród których możemy znaleźć bezcenną kość, uciec hyclowi lub po prostu wykonać zadeklarowane akcje. 


Ruch gracza wieńczy rzut kością - czas na ruch hycla. Jeśli jego pojazd zatrzyma się przed polem, na którym stoi figurka psa, czworonóg, ma szansę na ucieczkę - wykonujemy wtedy test ucieczki (również z karty). Jeśli samochód hycla zakończy ruch na polu z psem, niestety nasz pupil musi trafić do schroniska, a my stracimy od 1 do aż 3 tur. Gramy tak do momentu, gdy któryś z graczy zdobędzie 3 kość i uda mu się ją donieść do swojego legowiska. Wtedy zostaje ogłoszony królem psiej ulicy i nikt nie może mu już zagrozić.

Sikać czy uciekać?

Jak już wspomniałem, gracze mają kilka akcji do wyboru i tylko od nich zależy, na które się zdecydują. To czy im się to uda, zależy od dobranej karty. Z jednej strony możemy zdecydować co chcemy zrobić, jednak czy to się uda..? Nie jest to takie proste. Mówiąc z mojej, jako doświadczonego już gracza, perspektywy, ten mechanizm nie działa poprawnie. Nie zawsze zrobimy to co chcieliśmy - karty są tak skonstruowane, że wykonanie 3, 4 akcji pod rząd jest niemożliwe. Przyjrzyjmy się innej sytuacji - wygranie gry wymaga przyniesienia 3 kości - może się zdarzyć tak, że jeden z graczy dociągnie 3 karty, które mu te kości dadzą i nic go nie powstrzyma w wygraniu całej gry. Gdzie tutaj przyjemność?

   Gry rodzinne są specyficznym rodzajem gier planszowych. Ich mechanika, a przede wszystkim tematyka i grafiki powinny zainteresować zarówno młodszych graczy, jak i ich rodziców, tak by wszyscy mogli się dobrze bawić, nie tylko przez kilka partii. Nie spotkałem wiele gier o psach i ich codziennym życiu - taki temat nie jest zbyt popularny, choć kierowanie swoimi pupilami mogłoby by być dla niezwykle fascynujące dla najmłodszych. Recenzowany dziś tytuł, czyli A Dog's Life to gra, która być może pojawi się na polskim rynku - wszystko w rękach młodego wydawnictwa Sharp Games.  Za co zapłacisz?  Pierwsze co rzuca się w oczy to grafika na okładce pudełka A Dog's Life - przyciąga wzrok, a mnie, jako nie pałającego wielką miłością do psów, zauroczyła. Plansza jest wykonana naprawdę solidnie - jest gruba, duża i łatwa w odczytaniu - całość została podzielona na ulice oraz przylegające do nich budynki, graficznie stylizowane na zabawki. Całość dopełniają liczne latarnie, kosze na śmieci, fontanna - wszystko razem prezentuje się naprawdę ładnie. Duże wrażenie, jak już pisałem w UNBOXINGU, zrobiły figurki psów - plastikowe, ale dobrze wykonane i pomalowane. Reszta komponentów to trochę kartonu - dostajemy mnóstwo żetonów różnego typu oraz karty dla każdego z bohaterów gry i kości. Instrukcja, jak na tak prostą grę jest zaskakująco długa - w specyficzny sposób opisuje wszystkie zasady gry i trochę je rozwleka, czasem komplikując pewne aspekty gry. Co gorsze, w tekście jest napisane, że w grę mogą grać dzieciaki od lat 6. Na pudełku otrzymujemy informację o 8 latach, jako minimalnym wieku, cóż za sprzeczność! Na samym jej końcu została umieszczona informacja nad zwyczajami konkretnych ras oraz sposoby opieki nad bezdomnymi czworonogami. Fajna sprawa!      Hau, hau?  Przygotowanie gry jest bardzo proste i szybkie. Każdy z graczy wybiera pupila, którym będzie grał, umieszcza go w losowej lokacji na planszy, otrzymuje planszetkę gracza, karty oraz żetony. Reszta komponentów umieszczamy w pobliżu planszy, tak by każdy z graczy miał do nich swobodny dostęp.  Planszetki graczy zostały podzielone na kilka sekcji. I tak, mamy dwa miejsca na kości i gazety, które będziemy zdobywać w trakcie gry, kolejne dwa symbolizują pęcherz psiaka, a ostatnich 5 oznaczają głód - pies przecież jeść musi, inaczej trafi do schroniska, gdzie będzie musiał chwilkę odpocząć.     W A Dog's Life każdy z psów ma unikalne zdolności, które nie raz przydadzą się w trakcie gry i pozwolą uniknąć złego losu. Owczarek niemiecki świetnie sprawdzi się w ulicznych bójkach i ucieczkach, jednak najbardziej pożądaną figurką zawsze był pudel, którego umiejętność bardzo się przydaje - pies potrafi zrobić śliczne oczy, dzięki czemu otrzyma coś więcej przy wykonywaniu akcji żebrania.  Gracz w swojej turze może wykonać dowolną liczbę akcji, z pewnymi odstępstwami i wyjątkami. Zasada jest jedna - jeden ruch wymaga jednej akcji. I tak, będziemy mogli poruszać naszymi podopiecznymi, grzebać w śmieciach, żebrać o jedzenie, pić wodę z fontanny, wszczynać bójki z innymi psami, wejść do budynku lub obsikać latarnię. w A Dog's Life, po zadeklarowaniu akcji odkrywamy wierzchnią kartę z naszego stosu i sprawdzamy co udało się zrobić. Każda karta została podzielona na 6 różnych sekcji, wśród których możemy znaleźć bezcenną kość, uciec hyclowi lub po prostu wykonać zadeklarowane akcje.     Ruch gracza wieńczy rzut kością - czas na ruch hycla. Jeśli jego pojazd zatrzyma się przed polem, na którym stoi figurka psa, czworonóg, ma szansę na ucieczkę - wykonujemy wtedy test ucieczki (również z karty). Jeśli samochód hycla zakończy ruch na polu z psem, niestety nasz pupil musi trafić do schroniska, a my stracimy od 1 do aż 3 tur. Gramy tak do momentu, gdy któryś z graczy zdobędzie 3 kość i uda mu się ją donieść do swojego legowiska. Wtedy zostaje ogłoszony królem psiej ulicy i nikt nie może mu już zagrozić.  Sikać czy uciekać?  Jak już wspomniałem, gracze mają kilka akcji do wyboru i tylko od nich zależy, na które się zdecydują. To czy im się to uda, zależy od dobranej karty. Z jednej strony możemy zdecydować co chcemy zrobić, jednak czy to się uda..? Nie jest to takie proste. Mówiąc z mojej, jako doświadczonego już gracza, perspektywy, ten mechanizm nie działa poprawnie. Nie zawsze zrobimy to co chcieliśmy - karty są tak skonstruowane, że wykonanie 3, 4 akcji pod rząd jest niemożliwe. Przyjrzyjmy się innej sytuacji - wygranie gry wymaga przyniesienia 3 kości - może się zdarzyć tak, że jeden z graczy dociągnie 3 karty, które mu te kości dadzą i nic go nie powstrzyma w wygraniu całej gry. Gdzie tutaj przyjemność?    Losowość A Dog's Life stoi na wysokim poziomie - zawsze dociągamy karty + na koniec tury rzucamy kością za hycla. Grając w większym gronie może to skutecznie popsuć rozgrywkę, gdy źle obliczymy odległość pojazdu od naszego pupila, przez co możemy stracić aż 3 tury(!). Myślę, że taka kara jest zbyt wysoka, zwłaszcza dla dzieciaków, które w takim przypadku mogłyby pójść pobawić się czymś innym lub, co gorsza, skutecznie obraziłyby się na grę. W naszym gronie zawsze traciliśmy tylko jedną turę, niezależnie od wyniku.  Jak to tylko we czwórkę?  Najgorsze w A Dog's Life jest jednak jej skalowalność. Instrukcja mówi o możliwości gry od 2-6 graczy. Minimalne grono czyni z gry okropny i przeraźliwie nudny tytuł, który chce się szybko złożyć i odłożyć na półkę, w najgłębsze jej czeluści. Na dwóch graczy plansza jest zbyt duża. Interakcja praktycznie nie zachodzi, a każdy z graczy może spokojnie zająć się sobą i kontrolować własny kawałek terenu. Przy takiej konfiguracji graczy, nawet nie opłaca się rozkładać A Dog's Life - rozgrywka zbyt szybko się skończy. Przy 5-6 graczach na planszy panuje totalny chaos - decyzyjność zależy od układu planszy. Zdarzają się długie przestoje w grze na przemyślenie ruchów, których i tak możemy nie wykonać. Autem hycla można się nie przejmować - minie 5 tur zanim kolejka do Ciebie wróci, a w ten czas możesz zostać złapany z 80% prawdopodobieństwem. Decyzyjność spada praktycznie do 0, a A Dog's Life zmienia się w totalnie losowy i pozbawiony przyjemności tytuł. Najprzyjemniej gra wygląda przy rozgrywce 4-osobowej - plansza wydaje się optymalnych rozmiarów, gracze mogą w pewien sposób zacząć kontrolować grę i je przebieg - chaos nie występuje na każdym kroku, a interakcja między graczami zwiększa się.    Posprzątaj po swoim psie!  Właśnie, interakcja to element A Dog's Life, który najbardziej przypadł mi do gustu. Po kolei, gracze mogą bić się między sobą i odbierać sobie zdobyte wcześniej kości - ich zdobycie zależy od szczęścia, fakt, ale przetransportowanie do legowiska jest już bardziej skomplikowaną operacją. Każdy z graczy na koniec tury porusza autem hycla i to również jest przejaw pewnej interakcji, gdy chcemy przeszkodzić innemu graczowi w marszu po zwycięstwo, warto nasłać na niego pojazd. Ostatnim, moim zdaniem najlepszym, elementem A Dog's Life są żetony sikania. W swojej turze możemy zadeklarować, że chcemy obsikać jedną z latarni - jeśli to się uda, kładziemy tam odpowiedni żeton, który sprawi, że przechodzący obok niego pies będzie musiał się tam zatrzymać i stracić swój ruch. Czyż to nie jest genialne?     Odbiorców A Dog's Life jest dwóch. Pierwszym jest dorosły, nieco doświadczony, lubiący powszechne planszówki gracz. któremu ten tytuł nie do końca może się spodobać. Owszem, mamy tutaj ciekawie skonstruowaną interakcję między graczami, jednak ktoś nie lubujący się w przesadnej losowości i chcący mieć wpływ i kontrolę na planszy, może się zrazić. A Dog's Life jest typowym, rodzinnym tytułem, szczególnie adresowanym do młodszych odbiorców. Zabawkowa, wręcz bajkowa plansza, świetne figurki - wystarczą te dwa elementy, by dzieciaki zakochały się w grze i nie chciały grać w nic innego. Losowość potraktują jak zrządzenie losu i na pewno nie będą się nią tak mocno przejmować jak dorośli.    Werdykt  Podsumowując cały tekst. A Dog's Life nie tytułem, który sam koniecznie musiałbym mieć na swojej półce. Jej grafiki oraz wykonanie stoją na bardzo wysokim poziomie, jednak mechanika gry jest zbyt prosta i w dużej mierze zależna od szczęścia. Skalowalność wygląda naprawdę okropnie i musicie znaleźć 4 lub 5 graczy by dobrze się bawić - inaczej będziecie skazani na straszną nudę lub totalny chaos. A Dog's Life jest grą rodzinną i tylko taki odbiorca powinien się nią zainteresować. Dzieciaki pokochają klimat i ilustracje z gry, chcąc bawić się figurkami psów. Jeśli miałbym oceniać ją jako tytuł dla rodzin - z czystym sumieniem otrzymałaby 4/5, jednak jestem trochę innym graczem, stąd taka ocena.  Za udostępnienie gry do recenzji dziękuję        Data wydania 2016 Liczba graczy 2-6 Sugerowana liczba graczy 4 Czas gry 60 minut Sugerowany wiek min.: na pudełku 8 lat, w instrukcji 6 Polski wydawca ---

Losowość A Dog's Life stoi na wysokim poziomie - zawsze dociągamy karty + na koniec tury rzucamy kością za hycla. Grając w większym gronie może to skutecznie popsuć rozgrywkę, gdy źle obliczymy odległość pojazdu od naszego pupila, przez co możemy stracić aż 3 tury(!). Myślę, że taka kara jest zbyt wysoka, zwłaszcza dla dzieciaków, które w takim przypadku mogłyby pójść pobawić się czymś innym lub, co gorsza, skutecznie obraziłyby się na grę. W naszym gronie zawsze traciliśmy tylko jedną turę, niezależnie od wyniku.

Jak to tylko we czwórkę?

Najgorsze w A Dog's Life jest jednak jej skalowalność. Instrukcja mówi o możliwości gry od 2-6 graczy. Minimalne grono czyni z gry okropny i przeraźliwie nudny tytuł, który chce się szybko złożyć i odłożyć na półkę, w najgłębsze jej czeluści. Na dwóch graczy plansza jest zbyt duża. Interakcja praktycznie nie zachodzi, a każdy z graczy może spokojnie zająć się sobą i kontrolować własny kawałek terenu. Przy takiej konfiguracji graczy, nawet nie opłaca się rozkładać A Dog's Life - rozgrywka zbyt szybko się skończy. Przy 5-6 graczach na planszy panuje totalny chaos - decyzyjność zależy od układu planszy. Zdarzają się długie przestoje w grze na przemyślenie ruchów, których i tak możemy nie wykonać. Autem hycla można się nie przejmować - minie 5 tur zanim kolejka do Ciebie wróci, a w ten czas możesz zostać złapany z 80% prawdopodobieństwem. Decyzyjność spada praktycznie do 0, a A Dog's Life zmienia się w totalnie losowy i pozbawiony przyjemności tytuł. Najprzyjemniej gra wygląda przy rozgrywce 4-osobowej - plansza wydaje się optymalnych rozmiarów, gracze mogą w pewien sposób zacząć kontrolować grę i je przebieg - chaos nie występuje na każdym kroku, a interakcja między graczami zwiększa się.


Posprzątaj po swoim psie!

Właśnie, interakcja to element A Dog's Life, który najbardziej przypadł mi do gustu. Po kolei, gracze mogą bić się między sobą i odbierać sobie zdobyte wcześniej kości - ich zdobycie zależy od szczęścia, fakt, ale przetransportowanie do legowiska jest już bardziej skomplikowaną operacją. Każdy z graczy na koniec tury porusza autem hycla i to również jest przejaw pewnej interakcji, gdy chcemy przeszkodzić innemu graczowi w marszu po zwycięstwo, warto nasłać na niego pojazd. Ostatnim, moim zdaniem najlepszym, elementem A Dog's Life są żetony sikania. W swojej turze możemy zadeklarować, że chcemy obsikać jedną z latarni - jeśli to się uda, kładziemy tam odpowiedni żeton, który sprawi, że przechodzący obok niego pies będzie musiał się tam zatrzymać i stracić swój ruch. Czyż to nie jest genialne? 

   Gry rodzinne są specyficznym rodzajem gier planszowych. Ich mechanika, a przede wszystkim tematyka i grafiki powinny zainteresować zarówno młodszych graczy, jak i ich rodziców, tak by wszyscy mogli się dobrze bawić, nie tylko przez kilka partii. Nie spotkałem wiele gier o psach i ich codziennym życiu - taki temat nie jest zbyt popularny, choć kierowanie swoimi pupilami mogłoby by być dla niezwykle fascynujące dla najmłodszych. Recenzowany dziś tytuł, czyli A Dog's Life to gra, która być może pojawi się na polskim rynku - wszystko w rękach młodego wydawnictwa Sharp Games.  Za co zapłacisz?  Pierwsze co rzuca się w oczy to grafika na okładce pudełka A Dog's Life - przyciąga wzrok, a mnie, jako nie pałającego wielką miłością do psów, zauroczyła. Plansza jest wykonana naprawdę solidnie - jest gruba, duża i łatwa w odczytaniu - całość została podzielona na ulice oraz przylegające do nich budynki, graficznie stylizowane na zabawki. Całość dopełniają liczne latarnie, kosze na śmieci, fontanna - wszystko razem prezentuje się naprawdę ładnie. Duże wrażenie, jak już pisałem w UNBOXINGU, zrobiły figurki psów - plastikowe, ale dobrze wykonane i pomalowane. Reszta komponentów to trochę kartonu - dostajemy mnóstwo żetonów różnego typu oraz karty dla każdego z bohaterów gry i kości. Instrukcja, jak na tak prostą grę jest zaskakująco długa - w specyficzny sposób opisuje wszystkie zasady gry i trochę je rozwleka, czasem komplikując pewne aspekty gry. Co gorsze, w tekście jest napisane, że w grę mogą grać dzieciaki od lat 6. Na pudełku otrzymujemy informację o 8 latach, jako minimalnym wieku, cóż za sprzeczność! Na samym jej końcu została umieszczona informacja nad zwyczajami konkretnych ras oraz sposoby opieki nad bezdomnymi czworonogami. Fajna sprawa!      Hau, hau?  Przygotowanie gry jest bardzo proste i szybkie. Każdy z graczy wybiera pupila, którym będzie grał, umieszcza go w losowej lokacji na planszy, otrzymuje planszetkę gracza, karty oraz żetony. Reszta komponentów umieszczamy w pobliżu planszy, tak by każdy z graczy miał do nich swobodny dostęp.  Planszetki graczy zostały podzielone na kilka sekcji. I tak, mamy dwa miejsca na kości i gazety, które będziemy zdobywać w trakcie gry, kolejne dwa symbolizują pęcherz psiaka, a ostatnich 5 oznaczają głód - pies przecież jeść musi, inaczej trafi do schroniska, gdzie będzie musiał chwilkę odpocząć.     W A Dog's Life każdy z psów ma unikalne zdolności, które nie raz przydadzą się w trakcie gry i pozwolą uniknąć złego losu. Owczarek niemiecki świetnie sprawdzi się w ulicznych bójkach i ucieczkach, jednak najbardziej pożądaną figurką zawsze był pudel, którego umiejętność bardzo się przydaje - pies potrafi zrobić śliczne oczy, dzięki czemu otrzyma coś więcej przy wykonywaniu akcji żebrania.  Gracz w swojej turze może wykonać dowolną liczbę akcji, z pewnymi odstępstwami i wyjątkami. Zasada jest jedna - jeden ruch wymaga jednej akcji. I tak, będziemy mogli poruszać naszymi podopiecznymi, grzebać w śmieciach, żebrać o jedzenie, pić wodę z fontanny, wszczynać bójki z innymi psami, wejść do budynku lub obsikać latarnię. w A Dog's Life, po zadeklarowaniu akcji odkrywamy wierzchnią kartę z naszego stosu i sprawdzamy co udało się zrobić. Każda karta została podzielona na 6 różnych sekcji, wśród których możemy znaleźć bezcenną kość, uciec hyclowi lub po prostu wykonać zadeklarowane akcje.     Ruch gracza wieńczy rzut kością - czas na ruch hycla. Jeśli jego pojazd zatrzyma się przed polem, na którym stoi figurka psa, czworonóg, ma szansę na ucieczkę - wykonujemy wtedy test ucieczki (również z karty). Jeśli samochód hycla zakończy ruch na polu z psem, niestety nasz pupil musi trafić do schroniska, a my stracimy od 1 do aż 3 tur. Gramy tak do momentu, gdy któryś z graczy zdobędzie 3 kość i uda mu się ją donieść do swojego legowiska. Wtedy zostaje ogłoszony królem psiej ulicy i nikt nie może mu już zagrozić.  Sikać czy uciekać?  Jak już wspomniałem, gracze mają kilka akcji do wyboru i tylko od nich zależy, na które się zdecydują. To czy im się to uda, zależy od dobranej karty. Z jednej strony możemy zdecydować co chcemy zrobić, jednak czy to się uda..? Nie jest to takie proste. Mówiąc z mojej, jako doświadczonego już gracza, perspektywy, ten mechanizm nie działa poprawnie. Nie zawsze zrobimy to co chcieliśmy - karty są tak skonstruowane, że wykonanie 3, 4 akcji pod rząd jest niemożliwe. Przyjrzyjmy się innej sytuacji - wygranie gry wymaga przyniesienia 3 kości - może się zdarzyć tak, że jeden z graczy dociągnie 3 karty, które mu te kości dadzą i nic go nie powstrzyma w wygraniu całej gry. Gdzie tutaj przyjemność?    Losowość A Dog's Life stoi na wysokim poziomie - zawsze dociągamy karty + na koniec tury rzucamy kością za hycla. Grając w większym gronie może to skutecznie popsuć rozgrywkę, gdy źle obliczymy odległość pojazdu od naszego pupila, przez co możemy stracić aż 3 tury(!). Myślę, że taka kara jest zbyt wysoka, zwłaszcza dla dzieciaków, które w takim przypadku mogłyby pójść pobawić się czymś innym lub, co gorsza, skutecznie obraziłyby się na grę. W naszym gronie zawsze traciliśmy tylko jedną turę, niezależnie od wyniku.  Jak to tylko we czwórkę?  Najgorsze w A Dog's Life jest jednak jej skalowalność. Instrukcja mówi o możliwości gry od 2-6 graczy. Minimalne grono czyni z gry okropny i przeraźliwie nudny tytuł, który chce się szybko złożyć i odłożyć na półkę, w najgłębsze jej czeluści. Na dwóch graczy plansza jest zbyt duża. Interakcja praktycznie nie zachodzi, a każdy z graczy może spokojnie zająć się sobą i kontrolować własny kawałek terenu. Przy takiej konfiguracji graczy, nawet nie opłaca się rozkładać A Dog's Life - rozgrywka zbyt szybko się skończy. Przy 5-6 graczach na planszy panuje totalny chaos - decyzyjność zależy od układu planszy. Zdarzają się długie przestoje w grze na przemyślenie ruchów, których i tak możemy nie wykonać. Autem hycla można się nie przejmować - minie 5 tur zanim kolejka do Ciebie wróci, a w ten czas możesz zostać złapany z 80% prawdopodobieństwem. Decyzyjność spada praktycznie do 0, a A Dog's Life zmienia się w totalnie losowy i pozbawiony przyjemności tytuł. Najprzyjemniej gra wygląda przy rozgrywce 4-osobowej - plansza wydaje się optymalnych rozmiarów, gracze mogą w pewien sposób zacząć kontrolować grę i je przebieg - chaos nie występuje na każdym kroku, a interakcja między graczami zwiększa się.    Posprzątaj po swoim psie!  Właśnie, interakcja to element A Dog's Life, który najbardziej przypadł mi do gustu. Po kolei, gracze mogą bić się między sobą i odbierać sobie zdobyte wcześniej kości - ich zdobycie zależy od szczęścia, fakt, ale przetransportowanie do legowiska jest już bardziej skomplikowaną operacją. Każdy z graczy na koniec tury porusza autem hycla i to również jest przejaw pewnej interakcji, gdy chcemy przeszkodzić innemu graczowi w marszu po zwycięstwo, warto nasłać na niego pojazd. Ostatnim, moim zdaniem najlepszym, elementem A Dog's Life są żetony sikania. W swojej turze możemy zadeklarować, że chcemy obsikać jedną z latarni - jeśli to się uda, kładziemy tam odpowiedni żeton, który sprawi, że przechodzący obok niego pies będzie musiał się tam zatrzymać i stracić swój ruch. Czyż to nie jest genialne?     Odbiorców A Dog's Life jest dwóch. Pierwszym jest dorosły, nieco doświadczony, lubiący powszechne planszówki gracz. któremu ten tytuł nie do końca może się spodobać. Owszem, mamy tutaj ciekawie skonstruowaną interakcję między graczami, jednak ktoś nie lubujący się w przesadnej losowości i chcący mieć wpływ i kontrolę na planszy, może się zrazić. A Dog's Life jest typowym, rodzinnym tytułem, szczególnie adresowanym do młodszych odbiorców. Zabawkowa, wręcz bajkowa plansza, świetne figurki - wystarczą te dwa elementy, by dzieciaki zakochały się w grze i nie chciały grać w nic innego. Losowość potraktują jak zrządzenie losu i na pewno nie będą się nią tak mocno przejmować jak dorośli.    Werdykt  Podsumowując cały tekst. A Dog's Life nie tytułem, który sam koniecznie musiałbym mieć na swojej półce. Jej grafiki oraz wykonanie stoją na bardzo wysokim poziomie, jednak mechanika gry jest zbyt prosta i w dużej mierze zależna od szczęścia. Skalowalność wygląda naprawdę okropnie i musicie znaleźć 4 lub 5 graczy by dobrze się bawić - inaczej będziecie skazani na straszną nudę lub totalny chaos. A Dog's Life jest grą rodzinną i tylko taki odbiorca powinien się nią zainteresować. Dzieciaki pokochają klimat i ilustracje z gry, chcąc bawić się figurkami psów. Jeśli miałbym oceniać ją jako tytuł dla rodzin - z czystym sumieniem otrzymałaby 4/5, jednak jestem trochę innym graczem, stąd taka ocena.  Za udostępnienie gry do recenzji dziękuję        Data wydania 2016 Liczba graczy 2-6 Sugerowana liczba graczy 4 Czas gry 60 minut Sugerowany wiek min.: na pudełku 8 lat, w instrukcji 6 Polski wydawca ---

Odbiorców A Dog's Life jest dwóch. Pierwszym jest dorosły, nieco doświadczony, lubiący powszechne planszówki gracz. któremu ten tytuł nie do końca może się spodobać. Owszem, mamy tutaj ciekawie skonstruowaną interakcję między graczami, jednak ktoś nie lubujący się w przesadnej losowości i chcący mieć wpływ i kontrolę na planszy, może się zrazić. A Dog's Life jest typowym, rodzinnym tytułem, szczególnie adresowanym do młodszych odbiorców. Zabawkowa, wręcz bajkowa plansza, świetne figurki - wystarczą te dwa elementy, by dzieciaki zakochały się w grze i nie chciały grać w nic innego. Losowość potraktują jak zrządzenie losu i na pewno nie będą się nią tak mocno przejmować jak dorośli.

   Gry rodzinne są specyficznym rodzajem gier planszowych. Ich mechanika, a przede wszystkim tematyka i grafiki powinny zainteresować zarówno młodszych graczy, jak i ich rodziców, tak by wszyscy mogli się dobrze bawić, nie tylko przez kilka partii. Nie spotkałem wiele gier o psach i ich codziennym życiu - taki temat nie jest zbyt popularny, choć kierowanie swoimi pupilami mogłoby by być dla niezwykle fascynujące dla najmłodszych. Recenzowany dziś tytuł, czyli A Dog's Life to gra, która być może pojawi się na polskim rynku - wszystko w rękach młodego wydawnictwa Sharp Games.  Za co zapłacisz?  Pierwsze co rzuca się w oczy to grafika na okładce pudełka A Dog's Life - przyciąga wzrok, a mnie, jako nie pałającego wielką miłością do psów, zauroczyła. Plansza jest wykonana naprawdę solidnie - jest gruba, duża i łatwa w odczytaniu - całość została podzielona na ulice oraz przylegające do nich budynki, graficznie stylizowane na zabawki. Całość dopełniają liczne latarnie, kosze na śmieci, fontanna - wszystko razem prezentuje się naprawdę ładnie. Duże wrażenie, jak już pisałem w UNBOXINGU, zrobiły figurki psów - plastikowe, ale dobrze wykonane i pomalowane. Reszta komponentów to trochę kartonu - dostajemy mnóstwo żetonów różnego typu oraz karty dla każdego z bohaterów gry i kości. Instrukcja, jak na tak prostą grę jest zaskakująco długa - w specyficzny sposób opisuje wszystkie zasady gry i trochę je rozwleka, czasem komplikując pewne aspekty gry. Co gorsze, w tekście jest napisane, że w grę mogą grać dzieciaki od lat 6. Na pudełku otrzymujemy informację o 8 latach, jako minimalnym wieku, cóż za sprzeczność! Na samym jej końcu została umieszczona informacja nad zwyczajami konkretnych ras oraz sposoby opieki nad bezdomnymi czworonogami. Fajna sprawa!      Hau, hau?  Przygotowanie gry jest bardzo proste i szybkie. Każdy z graczy wybiera pupila, którym będzie grał, umieszcza go w losowej lokacji na planszy, otrzymuje planszetkę gracza, karty oraz żetony. Reszta komponentów umieszczamy w pobliżu planszy, tak by każdy z graczy miał do nich swobodny dostęp.  Planszetki graczy zostały podzielone na kilka sekcji. I tak, mamy dwa miejsca na kości i gazety, które będziemy zdobywać w trakcie gry, kolejne dwa symbolizują pęcherz psiaka, a ostatnich 5 oznaczają głód - pies przecież jeść musi, inaczej trafi do schroniska, gdzie będzie musiał chwilkę odpocząć.     W A Dog's Life każdy z psów ma unikalne zdolności, które nie raz przydadzą się w trakcie gry i pozwolą uniknąć złego losu. Owczarek niemiecki świetnie sprawdzi się w ulicznych bójkach i ucieczkach, jednak najbardziej pożądaną figurką zawsze był pudel, którego umiejętność bardzo się przydaje - pies potrafi zrobić śliczne oczy, dzięki czemu otrzyma coś więcej przy wykonywaniu akcji żebrania.  Gracz w swojej turze może wykonać dowolną liczbę akcji, z pewnymi odstępstwami i wyjątkami. Zasada jest jedna - jeden ruch wymaga jednej akcji. I tak, będziemy mogli poruszać naszymi podopiecznymi, grzebać w śmieciach, żebrać o jedzenie, pić wodę z fontanny, wszczynać bójki z innymi psami, wejść do budynku lub obsikać latarnię. w A Dog's Life, po zadeklarowaniu akcji odkrywamy wierzchnią kartę z naszego stosu i sprawdzamy co udało się zrobić. Każda karta została podzielona na 6 różnych sekcji, wśród których możemy znaleźć bezcenną kość, uciec hyclowi lub po prostu wykonać zadeklarowane akcje.     Ruch gracza wieńczy rzut kością - czas na ruch hycla. Jeśli jego pojazd zatrzyma się przed polem, na którym stoi figurka psa, czworonóg, ma szansę na ucieczkę - wykonujemy wtedy test ucieczki (również z karty). Jeśli samochód hycla zakończy ruch na polu z psem, niestety nasz pupil musi trafić do schroniska, a my stracimy od 1 do aż 3 tur. Gramy tak do momentu, gdy któryś z graczy zdobędzie 3 kość i uda mu się ją donieść do swojego legowiska. Wtedy zostaje ogłoszony królem psiej ulicy i nikt nie może mu już zagrozić.  Sikać czy uciekać?  Jak już wspomniałem, gracze mają kilka akcji do wyboru i tylko od nich zależy, na które się zdecydują. To czy im się to uda, zależy od dobranej karty. Z jednej strony możemy zdecydować co chcemy zrobić, jednak czy to się uda..? Nie jest to takie proste. Mówiąc z mojej, jako doświadczonego już gracza, perspektywy, ten mechanizm nie działa poprawnie. Nie zawsze zrobimy to co chcieliśmy - karty są tak skonstruowane, że wykonanie 3, 4 akcji pod rząd jest niemożliwe. Przyjrzyjmy się innej sytuacji - wygranie gry wymaga przyniesienia 3 kości - może się zdarzyć tak, że jeden z graczy dociągnie 3 karty, które mu te kości dadzą i nic go nie powstrzyma w wygraniu całej gry. Gdzie tutaj przyjemność?    Losowość A Dog's Life stoi na wysokim poziomie - zawsze dociągamy karty + na koniec tury rzucamy kością za hycla. Grając w większym gronie może to skutecznie popsuć rozgrywkę, gdy źle obliczymy odległość pojazdu od naszego pupila, przez co możemy stracić aż 3 tury(!). Myślę, że taka kara jest zbyt wysoka, zwłaszcza dla dzieciaków, które w takim przypadku mogłyby pójść pobawić się czymś innym lub, co gorsza, skutecznie obraziłyby się na grę. W naszym gronie zawsze traciliśmy tylko jedną turę, niezależnie od wyniku.  Jak to tylko we czwórkę?  Najgorsze w A Dog's Life jest jednak jej skalowalność. Instrukcja mówi o możliwości gry od 2-6 graczy. Minimalne grono czyni z gry okropny i przeraźliwie nudny tytuł, który chce się szybko złożyć i odłożyć na półkę, w najgłębsze jej czeluści. Na dwóch graczy plansza jest zbyt duża. Interakcja praktycznie nie zachodzi, a każdy z graczy może spokojnie zająć się sobą i kontrolować własny kawałek terenu. Przy takiej konfiguracji graczy, nawet nie opłaca się rozkładać A Dog's Life - rozgrywka zbyt szybko się skończy. Przy 5-6 graczach na planszy panuje totalny chaos - decyzyjność zależy od układu planszy. Zdarzają się długie przestoje w grze na przemyślenie ruchów, których i tak możemy nie wykonać. Autem hycla można się nie przejmować - minie 5 tur zanim kolejka do Ciebie wróci, a w ten czas możesz zostać złapany z 80% prawdopodobieństwem. Decyzyjność spada praktycznie do 0, a A Dog's Life zmienia się w totalnie losowy i pozbawiony przyjemności tytuł. Najprzyjemniej gra wygląda przy rozgrywce 4-osobowej - plansza wydaje się optymalnych rozmiarów, gracze mogą w pewien sposób zacząć kontrolować grę i je przebieg - chaos nie występuje na każdym kroku, a interakcja między graczami zwiększa się.    Posprzątaj po swoim psie!  Właśnie, interakcja to element A Dog's Life, który najbardziej przypadł mi do gustu. Po kolei, gracze mogą bić się między sobą i odbierać sobie zdobyte wcześniej kości - ich zdobycie zależy od szczęścia, fakt, ale przetransportowanie do legowiska jest już bardziej skomplikowaną operacją. Każdy z graczy na koniec tury porusza autem hycla i to również jest przejaw pewnej interakcji, gdy chcemy przeszkodzić innemu graczowi w marszu po zwycięstwo, warto nasłać na niego pojazd. Ostatnim, moim zdaniem najlepszym, elementem A Dog's Life są żetony sikania. W swojej turze możemy zadeklarować, że chcemy obsikać jedną z latarni - jeśli to się uda, kładziemy tam odpowiedni żeton, który sprawi, że przechodzący obok niego pies będzie musiał się tam zatrzymać i stracić swój ruch. Czyż to nie jest genialne?     Odbiorców A Dog's Life jest dwóch. Pierwszym jest dorosły, nieco doświadczony, lubiący powszechne planszówki gracz. któremu ten tytuł nie do końca może się spodobać. Owszem, mamy tutaj ciekawie skonstruowaną interakcję między graczami, jednak ktoś nie lubujący się w przesadnej losowości i chcący mieć wpływ i kontrolę na planszy, może się zrazić. A Dog's Life jest typowym, rodzinnym tytułem, szczególnie adresowanym do młodszych odbiorców. Zabawkowa, wręcz bajkowa plansza, świetne figurki - wystarczą te dwa elementy, by dzieciaki zakochały się w grze i nie chciały grać w nic innego. Losowość potraktują jak zrządzenie losu i na pewno nie będą się nią tak mocno przejmować jak dorośli.    Werdykt  Podsumowując cały tekst. A Dog's Life nie tytułem, który sam koniecznie musiałbym mieć na swojej półce. Jej grafiki oraz wykonanie stoją na bardzo wysokim poziomie, jednak mechanika gry jest zbyt prosta i w dużej mierze zależna od szczęścia. Skalowalność wygląda naprawdę okropnie i musicie znaleźć 4 lub 5 graczy by dobrze się bawić - inaczej będziecie skazani na straszną nudę lub totalny chaos. A Dog's Life jest grą rodzinną i tylko taki odbiorca powinien się nią zainteresować. Dzieciaki pokochają klimat i ilustracje z gry, chcąc bawić się figurkami psów. Jeśli miałbym oceniać ją jako tytuł dla rodzin - z czystym sumieniem otrzymałaby 4/5, jednak jestem trochę innym graczem, stąd taka ocena.  Za udostępnienie gry do recenzji dziękuję        Data wydania 2016 Liczba graczy 2-6 Sugerowana liczba graczy 4 Czas gry 60 minut Sugerowany wiek min.: na pudełku 8 lat, w instrukcji 6 Polski wydawca ---

Werdykt

Podsumowując cały tekst. A Dog's Life nie tytułem, który sam koniecznie musiałbym mieć na swojej półce. Jej grafiki oraz wykonanie stoją na bardzo wysokim poziomie, jednak mechanika gry jest zbyt prosta i w dużej mierze zależna od szczęścia. Skalowalność wygląda naprawdę okropnie i musicie znaleźć 4 lub 5 graczy by dobrze się bawić - inaczej będziecie skazani na straszną nudę lub totalny chaos. A Dog's Life jest grą rodzinną i tylko taki odbiorca powinien się nią zainteresować. Dzieciaki pokochają klimat i ilustracje z gry, chcąc bawić się figurkami psów. Jeśli miałbym oceniać ją jako tytuł dla rodzin - z czystym sumieniem otrzymałaby 4/5, jednak jestem trochę innym graczem, stąd taka ocena.

Za udostępnienie gry do recenzji dziękuję





Data wydania 2016
Liczba graczy 2-6
Sugerowana liczba graczy 4
Czas gry 60 minut
Sugerowany wiek min.: na pudełku 8 lat, w instrukcji 6
Polski wydawca ---
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz