Co robi człowiek stojąc na jednej nodze z wystawionym językiem? Gra w Kragmorthę



Kragmortha to gra, którą spotkałem niedawno, przy okazji spotkania ze znajomymi w jednym z krakowskich klubów z planszówkami. Małe, niepozorne pudełko skusiło ładną okładką. Co ciekawsze, gra nawiązywała do znanego już nam, innego tytuły Tak, mroczny władco! Gdybyście widzieli miny ludzi, którzy patrzyli jak nasz kolega stoi na jednej nodze zaraz obok stołu i trzyma palce złączone w taki sposób by stworzyć z nich szczypce. Tak się szczęśliwie złożyło, że Kraghmorta trafiła do mnie dzięki najnowszej edycji Polskiego MatHandlu i tak oto, po kilkunastu rozgrywkach mogę śmiało napisać jej recenzję.

Za co zapłacisz?

Jak już wspomniałem okładka gry jest naprawdę ładna i przykuwa oko. W środku znajdziemy krótką, dobrze napisaną instrukcję, która wspomagana jest kilkoma ilustracjami. Plansza jest wyraźna i łatwo się zorientować w symbolach, które na niej znajdziemy. Karty są dość śliskie, przez co tworząc stos można dostać palpitacji serca, gdy zaczną się zsuwać - warto, zwłaszcza te niebieskie, zakoszulkować. Najwięcej spostrzeżeń mam do kartonowych figurek - co do wykonania nie mam uwag, jednak w trakcie rozgrywki często nie wiemy gdzie stoimy. Widać to zwłaszcza przy grze w większą ilość osób, gdzie musimy chwilę poczekać na swoją turę - kartonowe figurki są do siebie podobne, a przy słabszym świetle trudniej odszukać naszego goblina. Jakościowo, jak przystało na Black Monk Games, jest bardzo dobrze. Wyszukiwarka i-szop.pl podpowiada, że gra nie jest już dostępna w sprzedaży, więc nie będę oceniał zawartości do SCD.


Jak grać?

Fabuła gry opiera się na konflikcie Rigora Mortisa z jego podwładnymi, goblinami. Te drugie postanowiły trochę poprzeszkadzać swojemu władcy i ukraść jego zaklęcia. Ten musi je odszukać i stosownie ukarać. Każdy z graczy wybiera jedną figurkę goblina, dostaje 3 karty ruchu i praktycznie jest gotowy do gry. Naszym zadaniem jest kradzież jak największej liczby kart zaklęć przy jak najrzadszym spotykaniu Rigora Mortisa. Jednak nie będzie to takie proste! Karty ruchu dzielą się na dwa rodzaje - możemy poruszać o jedno lub dwa pola naszego goblina lub jego Pana, czyli Rigora. Jeśli Mortis spotka się na jednym polu z goblinem, gracz musi dociągnąć kartę Złowieszczych Spojrzeń, gdzie czeka na niego pewna kara.



I tak, przy stole możecie zobaczyć graczy, z których jeden stoi na jednej nodze i ma wysunięty język, drugi uderza łokciem w stół, trzeci trzyma kartę na głowie, czwarty między łokciami, a piąty ma zaciśnięte pięści. Kary obowiązują do końca gry i tylko wytrwali dadzą radę tak grać. Gra kończy się na dwa sposoby - po wyczerpaniu stosu kart zaklęć lub w momencie gdy któryś z graczy otrzymał czwartą kartę Złowieszczych Spojrzeń. W obu przypadkach wygrywa gracz, który tych drugich ma najmniej.

Kamienne nogi!

Pierwsze spostrzeżenie na temat Kragmorthy nawiązywało do świetnej zabawy - mieliśmy naprawdę zgraną ekipę znajomych, którzy czerpali samą radość z gry. Zdarzyło się jednak tak, że inna grupa powiedziała, że gra była taka trochę głupiutka i nie chcą w nią już grać. Myślę, że podobny problem może być przy wszelkich grach związanych z pokazywaniem czegoś i wygłupianiem się - tego typy gry nie są dla wszystkich. Przyznam szczerze, że największą radość z gry czerpałem po kilku kroplach złotego płynu z kufla, jednak nie traktujcie Kragmorthy jako typowej barowej gry.



Świetnie sprawdzi się również u rodzin z dziećmi. W trakcie rozgrywki doświadczycie masę małych uszczypliwości i negatywnej interakcji, która powoduje tylko i wyłącznie kolejne salwy śmiechu. Dzieciaki, o wiele bardziej chętne do wspólnych wygłupów z ogromną ochotą będą poddawać się karom i uparcie pilnować by nie złamać ich reguł. 

Splątany język!

Gry imprezowe najczęściej charakteryzują dwie cechy - słaba skalowalność i duża losowość. Ta pierwsza jest dość oczywista. Mimo modułowej planszy, która zmienia się w zależności od liczby graczy, przy ich minimalnej liczbie jest bardzo luźno i nie tak wesoło. Przy maksymalnej liczbie zawodników jest panuje ogromny chaos i losowość podniesiona do tego stopnia, że gra może skończyć się po dwóch lub trzech turach. Najprzyjemniej grało się w 4-6 osób - panuje ścisk, ale jesteśmy w stanie trochę pokombinować i tak poruszać goblinem lub Mortisem by to inni musieli się z nim spotkać. To właśnie ten wariant gry najbardziej Wam polecam.


Losowość w grze pojawia się w jej każdym aspekcie. Zawsze chodzi o dociąganie kart lub żetonów teleportu. Karty Zaklęć można podzielić na naprawdę dobre i przydatne i takie, które nie do końca spełnią nasze oczekiwania. Lepiej wyglądają karty Złowieszczych Spojrzeń, które zapewniają pewną różnorodność. Kart ruchu powinno być więcej, widać to zwłaszcza, przy większej liczbie osób, a karty trzeba co jakiś czas tasować. Również żetony teleportu nie spełniły oczekiwań - jest ich tylko 6 i w późniejszej fazie rozgrywki, łatwo można obliczyć, jakie pozostały. Jednak losowość można wybaczyć Kragmothcie, przecież to czysto imprezowy tytuł.

Czysta złośliwość!

Jest jednak pewna cecha, która daje się we znaki po kilkunastu rozgrywkach. Jest to upiornie nudna schematyczność, która wkradła się bardzo niespodziewanie. Są dwa powody tego stanu rzeczy: pierwszy to jedna droga do zwycięstwa, która wymusza na graczy powielaniu tych samych zagrań i schematów rozgrywki. Objawia się to zwłaszcza w gronie tych samych znajomych, którzy rozegrali już kilkanaście partii. Drugi ważnym powodem jest niewystarczająca liczna kart Złowieszczych Spojrzeń. Uwierzcie mi, po kilkunastu grach wszystkie te kary i pozy nie są już tak śmieszne jak były na początku. Stąd mój apel do wszystkich graczy - nie grajcie zbyt często w Kragmorthę, zepsujecie sobie tylko przyjemność z rozgrywki.


Na początku było naprawdę dobrze. Kragmortha miała być świeżym powiewem wśród gier imprezowych, kładąc nacisk na drobne uszczypliwości i negatywną interakcję. I faktycznie tak było, dopóki nie rozłożyliśmy jej po raz wtóry i wszyscy gracze zauważyli kilka wad, które znacząco wpłynęły na przyjemność z rozgrywki. Teraz, Kragmortha leży na półce i czeka na nowe osoby, które jeszcze w nią nie grały, jednak nie będę już wyjmował jej tak często, nie chce innym zepsuć wrażeń z gry. 


Data wydania 2013
Liczba graczy 2-8
Sugerowana liczba graczy 5-6
Czas gry 30 minut
Sugerowany wiek min. 6 lat
Polski wydawca Black Monk Games
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz