Dinozaury Zombie, czyli Smash Up! Recenzja



Grając w przeróżne gry RPG i MMO zawsze mieliśmy do wyboru jedną z wielu ras, którą będzie reprezentował nasz bohater. Drużyny, które formowaliśmy już w rozgrywce składały się z przeróżnych graczy i ras, jednak nigdy nie było to tak szalone jak w przypadku najnowszej gry karcianej od wydawnictwa Bard, czyli Smash Up. No bo, jak wytłumaczyć przeciwnikowi, że właśnie stracił swojego korsarza, zabitego przez dinozaura z laserowym karabinem?


Za co zapłacisz?

W solidnym, prostokątnym pudełku znajdziemy 160 kart frakcji, po 20 każda. Gracze będą wcielać się w różne potwory, magów, roboty, ninja, zombie, itd. Baz, które będziemy zdobywać w trakcie gry jest 16. Wszystkie karty są bardzo dobrej jakości, są grube i czytelne. Całość estetyki dopełniają bardzo dobre ilustracje - widać, że autorzy przyłożyli się do tego elementu, dając wielu graczom frajdę już z oglądania grafik. Instrukcja jest napisana specyficznym językiem, lekko młodzieżowym, ale bez zbędnej przesady. Młodzieżowy klimat można wyczuć również na ilustracjach - dinozaury z karabinami? Zombie? Geecy dobrze wiedzą o czym mówię. SCD wynosi 99,95 zł, co jest zbyt wygórowaną ceną w stosunku do zawartości.


Zasady

Smash Up ma bardzo proste zasady. Dobieramy dwie talie frakcji, dokładnie tasujemy i możemy zaczynać. Na środku stołu wykładamy karty baz do zdobycia równe liczbie graczy plus jedną dodatkową i rozpoczynamy rzeź. Każdy z graczy bierze 5 kart na rękę, wykłada jednego sługusa i akcję jeśli ma na to ochotę, rozpatruje wynik akcji, a tura przechodzi na następnego gracza. Każda z baz ma pewną wartość punktową - jeśli zostanie ona wyrównana lub siła wszystkich sługusów przekroczy jej wartość, uważa się ją za zdobytą. Podliczamy punkty sił wszystkich sługusów, a gracz, który ma jej najwięcej, wygrywa i zgarnia nagrodę za pierwsze miejsce. Gramy tak, do momentu gdy jeden z zawodników zdobędzie 15 punktów.


   Grając w przeróżne gry RPG i MMO zawsze mieliśmy do wyboru jedną z wielu ras, którą będzie reprezentował nasz bohater. Drużyny, które formowaliśmy już w rozgrywce składały się z przeróżnych graczy i ras, jednak nigdy nie było to tak szalone jak w przypadku najnowszej gry karcianej od wydawnictwa Bard, czyli Smash Up. No bo, jak wytłumaczyć przeciwnikowi, że właśnie stracił swojego korsarza, zabitego przez dinozaura z laserowym karabinem?  Za co zapłacisz?  W solidnym, prostokątnym pudełku znajdziemy 160 kart frakcji, po 20 każda. Gracze będą wcielać się w różne potwory, magów, roboty, ninja, zombie, itd. Baz, które będziemy zdobywać w trakcie gry jest 16. Wszystkie karty są bardzo dobrej jakości, są grube i czytelne. Całość estetyki dopełniają bardzo dobre ilustracje - widać, że autorzy przyłożyli się do tego elementu, dając wielu graczom frajdę już z oglądania grafik. Instrukcja jest napisana specyficznym językiem, lekko młodzieżowym, ale bez zbędnej przesady. Młodzieżowy klimat można wyczuć również na ilustracjach - dinozaury z karabinami? Zombie? Geecy dobrze wiedzą o czym mówię. SCD wynosi 99,95 zł, co jest zbyt wygórowaną ceną w stosunku do zawartości.    Zasady  Smash Up ma bardzo proste zasady. Dobieramy dwie talie frakcji, dokładnie tasujemy i możemy zaczynać. Na środku stołu wykładamy karty baz do zdobycia równe liczbie graczy plus jedną dodatkową i rozpoczynamy rzeź. Każdy z graczy bierze 5 kart na rękę, wykłada jednego sługusa i akcję jeśli ma na to ochotę, rozpatruje wynik akcji, a tura przechodzi na następnego gracza. Każda z baz ma pewną wartość punktową - jeśli zostanie ona wyrównana lub siła wszystkich sługusów przekroczy jej wartość, uważa się ją za zdobytą. Podliczamy punkty sił wszystkich sługusów, a gracz, który ma jej najwięcej, wygrywa i zgarnia nagrodę za pierwsze miejsce. Gramy tak, do momentu gdy jeden z zawodników zdobędzie 15 punktów.       To ja dobiorę dwie dodatkowe karty..  Umiejętności poszczególnych frakcji w Smash Up dobrze odzwierciedlają ich popkulturowe stereotypy. I tak, dzięki zombie możemy wskrzeszać naszych sługusów, magowie posiadają dużą moc w czerpaniu dodatkowych kart, dinozaury sieją zniszczenie, a ninja działają z ukrycia. Na pierwszy rzut oka każda frakcja powinna mieć odrębne cechy, jednak po kilkunastu grach da się zauważyć sporo podobieństw - praktycznie wszystkie mogą niszczyć karty innych graczy w zależności od ich siły, wszyscy mogą dobierać dodatkowe karty, itd. Dodatkowo, balans poszczególnych zestawów frakcji może dać sporą przewagę już na starcie. Zwłaszcza jeśli połączymy magów z robotami - ich wzajemne umiejętności mogą nieźle nakręcić ładny silniczek, który wykurzy z baz innych graczy lub dinozaury z ninja - duża siła gadów i działanie w ukryciu świetnie sprawdza się na okupowanych bazach. Przy poznawaniu gry nie jest to tak widoczne, jednak gdy już wszystkie frakcje nie będą miały przed graczami sekretów - może to popsuć wrażenia z gry.    .. i wyłożę Stegozbrojozaura do drugiej bazy!  Skupmy się na ogólnych wrażeniach z gry. Jej założenia są proste - wykładamy karty, aktywujemy akcje, liczymy punkty siły i szybko przechodzimy do następnego gracza. No nie bardzo. Już po pierwszej grze wydawało mi się, że czegoś brakuje. Liczenie punktów siły, czy baza została zdobyta, kto ma ich najwięcej jest dramatycznie przeciągnięte. W Smash Up nie mamy żadnych znaczników punktów, by łatwiej je zliczać. Taka matematyka bardzo psuje zabawę z gry, która miała być prosta, a co ważniejsze - szybka.     Dodatkowo, bazy często mają moc powyżej 20 punktów, Wierzcie mi, to zdecydowanie za dużo. najsilniejsza karta to Król Rex o sile 7, jednak wiele innych kart posiada moc z przedziału 1-3. Uzbieranie odpowiedniej liczby punktów siły wcale nie jest takie proste, zwłaszcza dodając do tego bardzo negatywną interakcję. Może się nam wydawać, że już zaraz będziemy zdobywać bazę, mamy najwięcej punktów, ale po turach przeciwników okazuje się, że zostajemy z niczym i trzeba zaczynać od nowa. To bardzo frustrujące uczucie, niestety potęgujące jeszcze bardziej przez dużą losowość.  Karcianki to system, który zawsze będzie miał pewną dozę losowości i nie ma sensu się z tym sprzeczać. Smash Up to czysta karcianka - dobieramy karty, mamy specjalne zdolności, które pozwalają podejrzeć kilka z nich w naszym stosie, a czasem jedną dobrać. Jednak w połączeniu ze źle działającym zestawem dwóch frakcji może to wypruwać kompletnie przyjemność z gry. Dobra ręka potrafi zdobyć sporo namieszać i napsuć krwi wrogom, którzy nie mają jak się przed nią obronić.    Pierwszą rozgrywkę w Smash Up rozegraliśmy w 4 osoby. Ależ się to dłużyło! Nikt nie znał kart, ani ich właściwości - wszystko musieliśmy czytać i przyswoić, liczyć punkty.. Nie wspominam tego dobrze. Następna próba to gra we dwoje. W takiej konfiguracji gra wydawała się o wiele bardziej spokojna, mniej chaotyczna, ale i.. nudna. Po parunastu rozgrywkach mogę z całą pewnością powiedzieć, że najbardziej optymalnym składem jest trzyosobowa ekipa. Walkę widać na każdym kroku, wszechobecny chaos nie jest tak irytujący. Jeśli chcecie grać w 4 osoby, polecam Wam dobrać tylko 4 bazy na start, a nie jak mówi instrukcja 5. Będzie łatwiej zapanować nad grą.    Kill'em all!  Biorąc do ręki Smash Up, można się spodziewać krwistej, krótkiej rozgrywki, która będzie pewnym preludium do większych i dużo cięższych tytułów. Przy pełnym składzie graczy ten czas wynosi około 1-1,5 godziny. Jeśli gracie pierwszy raz, nie znacie tekstów na kartach, ani jak one działają, może to być jeszcze dłużej. Smash Up z założenia miał być szybką karcianką, jednak może z tego wyjść słabo jadalne danie główne kolacji. Trzeba być nastawionym, że liczenie punktów na każdej bazie oraz po jej zdobyciu również potrafi znacząco wydłużyć rozgrywkę.    Klimat lat 90 ubiegłego wieku aż wylewa się z kart. Uwielbiam te ilustracje! Przypomina to o podwórkowych zabawach i tych wszystkich figurkach superbohaterów, dinozaurów i żołnierzyków, które przynosiliśmy na podwórko i razem z kolegami przeprowadzaliśmy niesamowite bitwy. A wieczorem zasiadaliśmy przed ekranami komputerów i tłukliśmy co popadnie, często kłócąc się do upadłego.   Werdykt  Ciężko mi określić grupę odbiorców Smash Up. Z dzieciakami będzie ciężko - dużo tekstu na kartach może stanowić sporą barierę w odbiorze gry. Jeśli macie luźne podejście do tematyki gier planszowych, nie oczekujecie cudów, a chcecie się trochę pośmiać - może cie zerknąć na Smash Up. Jest bardzo prostą karcianką, jednak jej matematyczne podejście i wymuszane przestoje w grze skutecznie zabijają radość z gry. Cała zabawa opiera się na mieszaniu poszczególnych frakcji, dzięki czemu mogą pojawić się naprawdę śmieszne połączenia skutkujące kolejnymi salwami śmiechu.  Grę do recenzji przekazało wydawnictwo Bard, dzięki!       Data wydania 2017 Liczba graczy 2-4 Sugerowana liczba graczy 3 Czas gry 60 minut i dłużej Sugerowany wiek min. 12 lat Polski wydawca Bard

To ja dobiorę dwie dodatkowe karty..

Umiejętności poszczególnych frakcji w Smash Up dobrze odzwierciedlają ich popkulturowe stereotypy. I tak, dzięki zombie możemy wskrzeszać naszych sługusów, magowie posiadają dużą moc w czerpaniu dodatkowych kart, dinozaury sieją zniszczenie, a ninja działają z ukrycia. Na pierwszy rzut oka każda frakcja powinna mieć odrębne cechy, jednak po kilkunastu grach da się zauważyć sporo podobieństw - praktycznie wszystkie mogą niszczyć karty innych graczy w zależności od ich siły, wszyscy mogą dobierać dodatkowe karty, itd. Dodatkowo, balans poszczególnych zestawów frakcji może dać sporą przewagę już na starcie. Zwłaszcza jeśli połączymy magów z robotami - ich wzajemne umiejętności mogą nieźle nakręcić ładny silniczek, który wykurzy z baz innych graczy lub dinozaury z ninja - duża siła gadów i działanie w ukryciu świetnie sprawdza się na okupowanych bazach. Przy poznawaniu gry nie jest to tak widoczne, jednak gdy już wszystkie frakcje nie będą miały przed graczami sekretów - może to popsuć wrażenia z gry.

   Grając w przeróżne gry RPG i MMO zawsze mieliśmy do wyboru jedną z wielu ras, którą będzie reprezentował nasz bohater. Drużyny, które formowaliśmy już w rozgrywce składały się z przeróżnych graczy i ras, jednak nigdy nie było to tak szalone jak w przypadku najnowszej gry karcianej od wydawnictwa Bard, czyli Smash Up. No bo, jak wytłumaczyć przeciwnikowi, że właśnie stracił swojego korsarza, zabitego przez dinozaura z laserowym karabinem?  Za co zapłacisz?  W solidnym, prostokątnym pudełku znajdziemy 160 kart frakcji, po 20 każda. Gracze będą wcielać się w różne potwory, magów, roboty, ninja, zombie, itd. Baz, które będziemy zdobywać w trakcie gry jest 16. Wszystkie karty są bardzo dobrej jakości, są grube i czytelne. Całość estetyki dopełniają bardzo dobre ilustracje - widać, że autorzy przyłożyli się do tego elementu, dając wielu graczom frajdę już z oglądania grafik. Instrukcja jest napisana specyficznym językiem, lekko młodzieżowym, ale bez zbędnej przesady. Młodzieżowy klimat można wyczuć również na ilustracjach - dinozaury z karabinami? Zombie? Geecy dobrze wiedzą o czym mówię. SCD wynosi 99,95 zł, co jest zbyt wygórowaną ceną w stosunku do zawartości.    Zasady  Smash Up ma bardzo proste zasady. Dobieramy dwie talie frakcji, dokładnie tasujemy i możemy zaczynać. Na środku stołu wykładamy karty baz do zdobycia równe liczbie graczy plus jedną dodatkową i rozpoczynamy rzeź. Każdy z graczy bierze 5 kart na rękę, wykłada jednego sługusa i akcję jeśli ma na to ochotę, rozpatruje wynik akcji, a tura przechodzi na następnego gracza. Każda z baz ma pewną wartość punktową - jeśli zostanie ona wyrównana lub siła wszystkich sługusów przekroczy jej wartość, uważa się ją za zdobytą. Podliczamy punkty sił wszystkich sługusów, a gracz, który ma jej najwięcej, wygrywa i zgarnia nagrodę za pierwsze miejsce. Gramy tak, do momentu gdy jeden z zawodników zdobędzie 15 punktów.       To ja dobiorę dwie dodatkowe karty..  Umiejętności poszczególnych frakcji w Smash Up dobrze odzwierciedlają ich popkulturowe stereotypy. I tak, dzięki zombie możemy wskrzeszać naszych sługusów, magowie posiadają dużą moc w czerpaniu dodatkowych kart, dinozaury sieją zniszczenie, a ninja działają z ukrycia. Na pierwszy rzut oka każda frakcja powinna mieć odrębne cechy, jednak po kilkunastu grach da się zauważyć sporo podobieństw - praktycznie wszystkie mogą niszczyć karty innych graczy w zależności od ich siły, wszyscy mogą dobierać dodatkowe karty, itd. Dodatkowo, balans poszczególnych zestawów frakcji może dać sporą przewagę już na starcie. Zwłaszcza jeśli połączymy magów z robotami - ich wzajemne umiejętności mogą nieźle nakręcić ładny silniczek, który wykurzy z baz innych graczy lub dinozaury z ninja - duża siła gadów i działanie w ukryciu świetnie sprawdza się na okupowanych bazach. Przy poznawaniu gry nie jest to tak widoczne, jednak gdy już wszystkie frakcje nie będą miały przed graczami sekretów - może to popsuć wrażenia z gry.    .. i wyłożę Stegozbrojozaura do drugiej bazy!  Skupmy się na ogólnych wrażeniach z gry. Jej założenia są proste - wykładamy karty, aktywujemy akcje, liczymy punkty siły i szybko przechodzimy do następnego gracza. No nie bardzo. Już po pierwszej grze wydawało mi się, że czegoś brakuje. Liczenie punktów siły, czy baza została zdobyta, kto ma ich najwięcej jest dramatycznie przeciągnięte. W Smash Up nie mamy żadnych znaczników punktów, by łatwiej je zliczać. Taka matematyka bardzo psuje zabawę z gry, która miała być prosta, a co ważniejsze - szybka.     Dodatkowo, bazy często mają moc powyżej 20 punktów, Wierzcie mi, to zdecydowanie za dużo. najsilniejsza karta to Król Rex o sile 7, jednak wiele innych kart posiada moc z przedziału 1-3. Uzbieranie odpowiedniej liczby punktów siły wcale nie jest takie proste, zwłaszcza dodając do tego bardzo negatywną interakcję. Może się nam wydawać, że już zaraz będziemy zdobywać bazę, mamy najwięcej punktów, ale po turach przeciwników okazuje się, że zostajemy z niczym i trzeba zaczynać od nowa. To bardzo frustrujące uczucie, niestety potęgujące jeszcze bardziej przez dużą losowość.  Karcianki to system, który zawsze będzie miał pewną dozę losowości i nie ma sensu się z tym sprzeczać. Smash Up to czysta karcianka - dobieramy karty, mamy specjalne zdolności, które pozwalają podejrzeć kilka z nich w naszym stosie, a czasem jedną dobrać. Jednak w połączeniu ze źle działającym zestawem dwóch frakcji może to wypruwać kompletnie przyjemność z gry. Dobra ręka potrafi zdobyć sporo namieszać i napsuć krwi wrogom, którzy nie mają jak się przed nią obronić.    Pierwszą rozgrywkę w Smash Up rozegraliśmy w 4 osoby. Ależ się to dłużyło! Nikt nie znał kart, ani ich właściwości - wszystko musieliśmy czytać i przyswoić, liczyć punkty.. Nie wspominam tego dobrze. Następna próba to gra we dwoje. W takiej konfiguracji gra wydawała się o wiele bardziej spokojna, mniej chaotyczna, ale i.. nudna. Po parunastu rozgrywkach mogę z całą pewnością powiedzieć, że najbardziej optymalnym składem jest trzyosobowa ekipa. Walkę widać na każdym kroku, wszechobecny chaos nie jest tak irytujący. Jeśli chcecie grać w 4 osoby, polecam Wam dobrać tylko 4 bazy na start, a nie jak mówi instrukcja 5. Będzie łatwiej zapanować nad grą.    Kill'em all!  Biorąc do ręki Smash Up, można się spodziewać krwistej, krótkiej rozgrywki, która będzie pewnym preludium do większych i dużo cięższych tytułów. Przy pełnym składzie graczy ten czas wynosi około 1-1,5 godziny. Jeśli gracie pierwszy raz, nie znacie tekstów na kartach, ani jak one działają, może to być jeszcze dłużej. Smash Up z założenia miał być szybką karcianką, jednak może z tego wyjść słabo jadalne danie główne kolacji. Trzeba być nastawionym, że liczenie punktów na każdej bazie oraz po jej zdobyciu również potrafi znacząco wydłużyć rozgrywkę.    Klimat lat 90 ubiegłego wieku aż wylewa się z kart. Uwielbiam te ilustracje! Przypomina to o podwórkowych zabawach i tych wszystkich figurkach superbohaterów, dinozaurów i żołnierzyków, które przynosiliśmy na podwórko i razem z kolegami przeprowadzaliśmy niesamowite bitwy. A wieczorem zasiadaliśmy przed ekranami komputerów i tłukliśmy co popadnie, często kłócąc się do upadłego.   Werdykt  Ciężko mi określić grupę odbiorców Smash Up. Z dzieciakami będzie ciężko - dużo tekstu na kartach może stanowić sporą barierę w odbiorze gry. Jeśli macie luźne podejście do tematyki gier planszowych, nie oczekujecie cudów, a chcecie się trochę pośmiać - może cie zerknąć na Smash Up. Jest bardzo prostą karcianką, jednak jej matematyczne podejście i wymuszane przestoje w grze skutecznie zabijają radość z gry. Cała zabawa opiera się na mieszaniu poszczególnych frakcji, dzięki czemu mogą pojawić się naprawdę śmieszne połączenia skutkujące kolejnymi salwami śmiechu.  Grę do recenzji przekazało wydawnictwo Bard, dzięki!       Data wydania 2017 Liczba graczy 2-4 Sugerowana liczba graczy 3 Czas gry 60 minut i dłużej Sugerowany wiek min. 12 lat Polski wydawca Bard

.. i wyłożę Stegozbrojozaura do drugiej bazy!

Skupmy się na ogólnych wrażeniach z gry. Jej założenia są proste - wykładamy karty, aktywujemy akcje, liczymy punkty siły i szybko przechodzimy do następnego gracza. No nie bardzo. Już po pierwszej grze wydawało mi się, że czegoś brakuje. Liczenie punktów siły, czy baza została zdobyta, kto ma ich najwięcej jest dramatycznie przeciągnięte. W Smash Up nie mamy żadnych znaczników punktów, by łatwiej je zliczać. Taka matematyka bardzo psuje zabawę z gry, która miała być prosta, a co ważniejsze - szybka. 

   Grając w przeróżne gry RPG i MMO zawsze mieliśmy do wyboru jedną z wielu ras, którą będzie reprezentował nasz bohater. Drużyny, które formowaliśmy już w rozgrywce składały się z przeróżnych graczy i ras, jednak nigdy nie było to tak szalone jak w przypadku najnowszej gry karcianej od wydawnictwa Bard, czyli Smash Up. No bo, jak wytłumaczyć przeciwnikowi, że właśnie stracił swojego korsarza, zabitego przez dinozaura z laserowym karabinem?  Za co zapłacisz?  W solidnym, prostokątnym pudełku znajdziemy 160 kart frakcji, po 20 każda. Gracze będą wcielać się w różne potwory, magów, roboty, ninja, zombie, itd. Baz, które będziemy zdobywać w trakcie gry jest 16. Wszystkie karty są bardzo dobrej jakości, są grube i czytelne. Całość estetyki dopełniają bardzo dobre ilustracje - widać, że autorzy przyłożyli się do tego elementu, dając wielu graczom frajdę już z oglądania grafik. Instrukcja jest napisana specyficznym językiem, lekko młodzieżowym, ale bez zbędnej przesady. Młodzieżowy klimat można wyczuć również na ilustracjach - dinozaury z karabinami? Zombie? Geecy dobrze wiedzą o czym mówię. SCD wynosi 99,95 zł, co jest zbyt wygórowaną ceną w stosunku do zawartości.    Zasady  Smash Up ma bardzo proste zasady. Dobieramy dwie talie frakcji, dokładnie tasujemy i możemy zaczynać. Na środku stołu wykładamy karty baz do zdobycia równe liczbie graczy plus jedną dodatkową i rozpoczynamy rzeź. Każdy z graczy bierze 5 kart na rękę, wykłada jednego sługusa i akcję jeśli ma na to ochotę, rozpatruje wynik akcji, a tura przechodzi na następnego gracza. Każda z baz ma pewną wartość punktową - jeśli zostanie ona wyrównana lub siła wszystkich sługusów przekroczy jej wartość, uważa się ją za zdobytą. Podliczamy punkty sił wszystkich sługusów, a gracz, który ma jej najwięcej, wygrywa i zgarnia nagrodę za pierwsze miejsce. Gramy tak, do momentu gdy jeden z zawodników zdobędzie 15 punktów.       To ja dobiorę dwie dodatkowe karty..  Umiejętności poszczególnych frakcji w Smash Up dobrze odzwierciedlają ich popkulturowe stereotypy. I tak, dzięki zombie możemy wskrzeszać naszych sługusów, magowie posiadają dużą moc w czerpaniu dodatkowych kart, dinozaury sieją zniszczenie, a ninja działają z ukrycia. Na pierwszy rzut oka każda frakcja powinna mieć odrębne cechy, jednak po kilkunastu grach da się zauważyć sporo podobieństw - praktycznie wszystkie mogą niszczyć karty innych graczy w zależności od ich siły, wszyscy mogą dobierać dodatkowe karty, itd. Dodatkowo, balans poszczególnych zestawów frakcji może dać sporą przewagę już na starcie. Zwłaszcza jeśli połączymy magów z robotami - ich wzajemne umiejętności mogą nieźle nakręcić ładny silniczek, który wykurzy z baz innych graczy lub dinozaury z ninja - duża siła gadów i działanie w ukryciu świetnie sprawdza się na okupowanych bazach. Przy poznawaniu gry nie jest to tak widoczne, jednak gdy już wszystkie frakcje nie będą miały przed graczami sekretów - może to popsuć wrażenia z gry.    .. i wyłożę Stegozbrojozaura do drugiej bazy!  Skupmy się na ogólnych wrażeniach z gry. Jej założenia są proste - wykładamy karty, aktywujemy akcje, liczymy punkty siły i szybko przechodzimy do następnego gracza. No nie bardzo. Już po pierwszej grze wydawało mi się, że czegoś brakuje. Liczenie punktów siły, czy baza została zdobyta, kto ma ich najwięcej jest dramatycznie przeciągnięte. W Smash Up nie mamy żadnych znaczników punktów, by łatwiej je zliczać. Taka matematyka bardzo psuje zabawę z gry, która miała być prosta, a co ważniejsze - szybka.     Dodatkowo, bazy często mają moc powyżej 20 punktów, Wierzcie mi, to zdecydowanie za dużo. najsilniejsza karta to Król Rex o sile 7, jednak wiele innych kart posiada moc z przedziału 1-3. Uzbieranie odpowiedniej liczby punktów siły wcale nie jest takie proste, zwłaszcza dodając do tego bardzo negatywną interakcję. Może się nam wydawać, że już zaraz będziemy zdobywać bazę, mamy najwięcej punktów, ale po turach przeciwników okazuje się, że zostajemy z niczym i trzeba zaczynać od nowa. To bardzo frustrujące uczucie, niestety potęgujące jeszcze bardziej przez dużą losowość.  Karcianki to system, który zawsze będzie miał pewną dozę losowości i nie ma sensu się z tym sprzeczać. Smash Up to czysta karcianka - dobieramy karty, mamy specjalne zdolności, które pozwalają podejrzeć kilka z nich w naszym stosie, a czasem jedną dobrać. Jednak w połączeniu ze źle działającym zestawem dwóch frakcji może to wypruwać kompletnie przyjemność z gry. Dobra ręka potrafi zdobyć sporo namieszać i napsuć krwi wrogom, którzy nie mają jak się przed nią obronić.    Pierwszą rozgrywkę w Smash Up rozegraliśmy w 4 osoby. Ależ się to dłużyło! Nikt nie znał kart, ani ich właściwości - wszystko musieliśmy czytać i przyswoić, liczyć punkty.. Nie wspominam tego dobrze. Następna próba to gra we dwoje. W takiej konfiguracji gra wydawała się o wiele bardziej spokojna, mniej chaotyczna, ale i.. nudna. Po parunastu rozgrywkach mogę z całą pewnością powiedzieć, że najbardziej optymalnym składem jest trzyosobowa ekipa. Walkę widać na każdym kroku, wszechobecny chaos nie jest tak irytujący. Jeśli chcecie grać w 4 osoby, polecam Wam dobrać tylko 4 bazy na start, a nie jak mówi instrukcja 5. Będzie łatwiej zapanować nad grą.    Kill'em all!  Biorąc do ręki Smash Up, można się spodziewać krwistej, krótkiej rozgrywki, która będzie pewnym preludium do większych i dużo cięższych tytułów. Przy pełnym składzie graczy ten czas wynosi około 1-1,5 godziny. Jeśli gracie pierwszy raz, nie znacie tekstów na kartach, ani jak one działają, może to być jeszcze dłużej. Smash Up z założenia miał być szybką karcianką, jednak może z tego wyjść słabo jadalne danie główne kolacji. Trzeba być nastawionym, że liczenie punktów na każdej bazie oraz po jej zdobyciu również potrafi znacząco wydłużyć rozgrywkę.    Klimat lat 90 ubiegłego wieku aż wylewa się z kart. Uwielbiam te ilustracje! Przypomina to o podwórkowych zabawach i tych wszystkich figurkach superbohaterów, dinozaurów i żołnierzyków, które przynosiliśmy na podwórko i razem z kolegami przeprowadzaliśmy niesamowite bitwy. A wieczorem zasiadaliśmy przed ekranami komputerów i tłukliśmy co popadnie, często kłócąc się do upadłego.   Werdykt  Ciężko mi określić grupę odbiorców Smash Up. Z dzieciakami będzie ciężko - dużo tekstu na kartach może stanowić sporą barierę w odbiorze gry. Jeśli macie luźne podejście do tematyki gier planszowych, nie oczekujecie cudów, a chcecie się trochę pośmiać - może cie zerknąć na Smash Up. Jest bardzo prostą karcianką, jednak jej matematyczne podejście i wymuszane przestoje w grze skutecznie zabijają radość z gry. Cała zabawa opiera się na mieszaniu poszczególnych frakcji, dzięki czemu mogą pojawić się naprawdę śmieszne połączenia skutkujące kolejnymi salwami śmiechu.  Grę do recenzji przekazało wydawnictwo Bard, dzięki!       Data wydania 2017 Liczba graczy 2-4 Sugerowana liczba graczy 3 Czas gry 60 minut i dłużej Sugerowany wiek min. 12 lat Polski wydawca Bard

Dodatkowo, bazy często mają moc powyżej 20 punktów, Wierzcie mi, to zdecydowanie za dużo. najsilniejsza karta to Król Rex o sile 7, jednak wiele innych kart posiada moc z przedziału 1-3. Uzbieranie odpowiedniej liczby punktów siły wcale nie jest takie proste, zwłaszcza dodając do tego bardzo negatywną interakcję. Może się nam wydawać, że już zaraz będziemy zdobywać bazę, mamy najwięcej punktów, ale po turach przeciwników okazuje się, że zostajemy z niczym i trzeba zaczynać od nowa. To bardzo frustrujące uczucie, niestety potęgujące jeszcze bardziej przez dużą losowość.

Karcianki to system, który zawsze będzie miał pewną dozę losowości i nie ma sensu się z tym sprzeczać. Smash Up to czysta karcianka - dobieramy karty, mamy specjalne zdolności, które pozwalają podejrzeć kilka z nich w naszym stosie, a czasem jedną dobrać. Jednak w połączeniu ze źle działającym zestawem dwóch frakcji może to wypruwać kompletnie przyjemność z gry. Dobra ręka potrafi zdobyć sporo namieszać i napsuć krwi wrogom, którzy nie mają jak się przed nią obronić.

   Grając w przeróżne gry RPG i MMO zawsze mieliśmy do wyboru jedną z wielu ras, którą będzie reprezentował nasz bohater. Drużyny, które formowaliśmy już w rozgrywce składały się z przeróżnych graczy i ras, jednak nigdy nie było to tak szalone jak w przypadku najnowszej gry karcianej od wydawnictwa Bard, czyli Smash Up. No bo, jak wytłumaczyć przeciwnikowi, że właśnie stracił swojego korsarza, zabitego przez dinozaura z laserowym karabinem?  Za co zapłacisz?  W solidnym, prostokątnym pudełku znajdziemy 160 kart frakcji, po 20 każda. Gracze będą wcielać się w różne potwory, magów, roboty, ninja, zombie, itd. Baz, które będziemy zdobywać w trakcie gry jest 16. Wszystkie karty są bardzo dobrej jakości, są grube i czytelne. Całość estetyki dopełniają bardzo dobre ilustracje - widać, że autorzy przyłożyli się do tego elementu, dając wielu graczom frajdę już z oglądania grafik. Instrukcja jest napisana specyficznym językiem, lekko młodzieżowym, ale bez zbędnej przesady. Młodzieżowy klimat można wyczuć również na ilustracjach - dinozaury z karabinami? Zombie? Geecy dobrze wiedzą o czym mówię. SCD wynosi 99,95 zł, co jest zbyt wygórowaną ceną w stosunku do zawartości.    Zasady  Smash Up ma bardzo proste zasady. Dobieramy dwie talie frakcji, dokładnie tasujemy i możemy zaczynać. Na środku stołu wykładamy karty baz do zdobycia równe liczbie graczy plus jedną dodatkową i rozpoczynamy rzeź. Każdy z graczy bierze 5 kart na rękę, wykłada jednego sługusa i akcję jeśli ma na to ochotę, rozpatruje wynik akcji, a tura przechodzi na następnego gracza. Każda z baz ma pewną wartość punktową - jeśli zostanie ona wyrównana lub siła wszystkich sługusów przekroczy jej wartość, uważa się ją za zdobytą. Podliczamy punkty sił wszystkich sługusów, a gracz, który ma jej najwięcej, wygrywa i zgarnia nagrodę za pierwsze miejsce. Gramy tak, do momentu gdy jeden z zawodników zdobędzie 15 punktów.       To ja dobiorę dwie dodatkowe karty..  Umiejętności poszczególnych frakcji w Smash Up dobrze odzwierciedlają ich popkulturowe stereotypy. I tak, dzięki zombie możemy wskrzeszać naszych sługusów, magowie posiadają dużą moc w czerpaniu dodatkowych kart, dinozaury sieją zniszczenie, a ninja działają z ukrycia. Na pierwszy rzut oka każda frakcja powinna mieć odrębne cechy, jednak po kilkunastu grach da się zauważyć sporo podobieństw - praktycznie wszystkie mogą niszczyć karty innych graczy w zależności od ich siły, wszyscy mogą dobierać dodatkowe karty, itd. Dodatkowo, balans poszczególnych zestawów frakcji może dać sporą przewagę już na starcie. Zwłaszcza jeśli połączymy magów z robotami - ich wzajemne umiejętności mogą nieźle nakręcić ładny silniczek, który wykurzy z baz innych graczy lub dinozaury z ninja - duża siła gadów i działanie w ukryciu świetnie sprawdza się na okupowanych bazach. Przy poznawaniu gry nie jest to tak widoczne, jednak gdy już wszystkie frakcje nie będą miały przed graczami sekretów - może to popsuć wrażenia z gry.    .. i wyłożę Stegozbrojozaura do drugiej bazy!  Skupmy się na ogólnych wrażeniach z gry. Jej założenia są proste - wykładamy karty, aktywujemy akcje, liczymy punkty siły i szybko przechodzimy do następnego gracza. No nie bardzo. Już po pierwszej grze wydawało mi się, że czegoś brakuje. Liczenie punktów siły, czy baza została zdobyta, kto ma ich najwięcej jest dramatycznie przeciągnięte. W Smash Up nie mamy żadnych znaczników punktów, by łatwiej je zliczać. Taka matematyka bardzo psuje zabawę z gry, która miała być prosta, a co ważniejsze - szybka.     Dodatkowo, bazy często mają moc powyżej 20 punktów, Wierzcie mi, to zdecydowanie za dużo. najsilniejsza karta to Król Rex o sile 7, jednak wiele innych kart posiada moc z przedziału 1-3. Uzbieranie odpowiedniej liczby punktów siły wcale nie jest takie proste, zwłaszcza dodając do tego bardzo negatywną interakcję. Może się nam wydawać, że już zaraz będziemy zdobywać bazę, mamy najwięcej punktów, ale po turach przeciwników okazuje się, że zostajemy z niczym i trzeba zaczynać od nowa. To bardzo frustrujące uczucie, niestety potęgujące jeszcze bardziej przez dużą losowość.  Karcianki to system, który zawsze będzie miał pewną dozę losowości i nie ma sensu się z tym sprzeczać. Smash Up to czysta karcianka - dobieramy karty, mamy specjalne zdolności, które pozwalają podejrzeć kilka z nich w naszym stosie, a czasem jedną dobrać. Jednak w połączeniu ze źle działającym zestawem dwóch frakcji może to wypruwać kompletnie przyjemność z gry. Dobra ręka potrafi zdobyć sporo namieszać i napsuć krwi wrogom, którzy nie mają jak się przed nią obronić.    Pierwszą rozgrywkę w Smash Up rozegraliśmy w 4 osoby. Ależ się to dłużyło! Nikt nie znał kart, ani ich właściwości - wszystko musieliśmy czytać i przyswoić, liczyć punkty.. Nie wspominam tego dobrze. Następna próba to gra we dwoje. W takiej konfiguracji gra wydawała się o wiele bardziej spokojna, mniej chaotyczna, ale i.. nudna. Po parunastu rozgrywkach mogę z całą pewnością powiedzieć, że najbardziej optymalnym składem jest trzyosobowa ekipa. Walkę widać na każdym kroku, wszechobecny chaos nie jest tak irytujący. Jeśli chcecie grać w 4 osoby, polecam Wam dobrać tylko 4 bazy na start, a nie jak mówi instrukcja 5. Będzie łatwiej zapanować nad grą.    Kill'em all!  Biorąc do ręki Smash Up, można się spodziewać krwistej, krótkiej rozgrywki, która będzie pewnym preludium do większych i dużo cięższych tytułów. Przy pełnym składzie graczy ten czas wynosi około 1-1,5 godziny. Jeśli gracie pierwszy raz, nie znacie tekstów na kartach, ani jak one działają, może to być jeszcze dłużej. Smash Up z założenia miał być szybką karcianką, jednak może z tego wyjść słabo jadalne danie główne kolacji. Trzeba być nastawionym, że liczenie punktów na każdej bazie oraz po jej zdobyciu również potrafi znacząco wydłużyć rozgrywkę.    Klimat lat 90 ubiegłego wieku aż wylewa się z kart. Uwielbiam te ilustracje! Przypomina to o podwórkowych zabawach i tych wszystkich figurkach superbohaterów, dinozaurów i żołnierzyków, które przynosiliśmy na podwórko i razem z kolegami przeprowadzaliśmy niesamowite bitwy. A wieczorem zasiadaliśmy przed ekranami komputerów i tłukliśmy co popadnie, często kłócąc się do upadłego.   Werdykt  Ciężko mi określić grupę odbiorców Smash Up. Z dzieciakami będzie ciężko - dużo tekstu na kartach może stanowić sporą barierę w odbiorze gry. Jeśli macie luźne podejście do tematyki gier planszowych, nie oczekujecie cudów, a chcecie się trochę pośmiać - może cie zerknąć na Smash Up. Jest bardzo prostą karcianką, jednak jej matematyczne podejście i wymuszane przestoje w grze skutecznie zabijają radość z gry. Cała zabawa opiera się na mieszaniu poszczególnych frakcji, dzięki czemu mogą pojawić się naprawdę śmieszne połączenia skutkujące kolejnymi salwami śmiechu.  Grę do recenzji przekazało wydawnictwo Bard, dzięki!       Data wydania 2017 Liczba graczy 2-4 Sugerowana liczba graczy 3 Czas gry 60 minut i dłużej Sugerowany wiek min. 12 lat Polski wydawca Bard

Pierwszą rozgrywkę w Smash Up rozegraliśmy w 4 osoby. Ależ się to dłużyło! Nikt nie znał kart, ani ich właściwości - wszystko musieliśmy czytać i przyswoić, liczyć punkty.. Nie wspominam tego dobrze. Następna próba to gra we dwoje. W takiej konfiguracji gra wydawała się o wiele bardziej spokojna, mniej chaotyczna, ale i.. nudna. Po parunastu rozgrywkach mogę z całą pewnością powiedzieć, że najbardziej optymalnym składem jest trzyosobowa ekipa. Walkę widać na każdym kroku, wszechobecny chaos nie jest tak irytujący. Jeśli chcecie grać w 4 osoby, polecam Wam dobrać tylko 4 bazy na start, a nie jak mówi instrukcja 5. Będzie łatwiej zapanować nad grą.


Kill'em all!

Biorąc do ręki Smash Up, można się spodziewać krwistej, krótkiej rozgrywki, która będzie pewnym preludium do większych i dużo cięższych tytułów. Przy pełnym składzie graczy ten czas wynosi około 1-1,5 godziny. Jeśli gracie pierwszy raz, nie znacie tekstów na kartach, ani jak one działają, może to być jeszcze dłużej. Smash Up z założenia miał być szybką karcianką, jednak może z tego wyjść słabo jadalne danie główne kolacji. Trzeba być nastawionym, że liczenie punktów na każdej bazie oraz po jej zdobyciu również potrafi znacząco wydłużyć rozgrywkę.

   Grając w przeróżne gry RPG i MMO zawsze mieliśmy do wyboru jedną z wielu ras, którą będzie reprezentował nasz bohater. Drużyny, które formowaliśmy już w rozgrywce składały się z przeróżnych graczy i ras, jednak nigdy nie było to tak szalone jak w przypadku najnowszej gry karcianej od wydawnictwa Bard, czyli Smash Up. No bo, jak wytłumaczyć przeciwnikowi, że właśnie stracił swojego korsarza, zabitego przez dinozaura z laserowym karabinem?  Za co zapłacisz?  W solidnym, prostokątnym pudełku znajdziemy 160 kart frakcji, po 20 każda. Gracze będą wcielać się w różne potwory, magów, roboty, ninja, zombie, itd. Baz, które będziemy zdobywać w trakcie gry jest 16. Wszystkie karty są bardzo dobrej jakości, są grube i czytelne. Całość estetyki dopełniają bardzo dobre ilustracje - widać, że autorzy przyłożyli się do tego elementu, dając wielu graczom frajdę już z oglądania grafik. Instrukcja jest napisana specyficznym językiem, lekko młodzieżowym, ale bez zbędnej przesady. Młodzieżowy klimat można wyczuć również na ilustracjach - dinozaury z karabinami? Zombie? Geecy dobrze wiedzą o czym mówię. SCD wynosi 99,95 zł, co jest zbyt wygórowaną ceną w stosunku do zawartości.    Zasady  Smash Up ma bardzo proste zasady. Dobieramy dwie talie frakcji, dokładnie tasujemy i możemy zaczynać. Na środku stołu wykładamy karty baz do zdobycia równe liczbie graczy plus jedną dodatkową i rozpoczynamy rzeź. Każdy z graczy bierze 5 kart na rękę, wykłada jednego sługusa i akcję jeśli ma na to ochotę, rozpatruje wynik akcji, a tura przechodzi na następnego gracza. Każda z baz ma pewną wartość punktową - jeśli zostanie ona wyrównana lub siła wszystkich sługusów przekroczy jej wartość, uważa się ją za zdobytą. Podliczamy punkty sił wszystkich sługusów, a gracz, który ma jej najwięcej, wygrywa i zgarnia nagrodę za pierwsze miejsce. Gramy tak, do momentu gdy jeden z zawodników zdobędzie 15 punktów.       To ja dobiorę dwie dodatkowe karty..  Umiejętności poszczególnych frakcji w Smash Up dobrze odzwierciedlają ich popkulturowe stereotypy. I tak, dzięki zombie możemy wskrzeszać naszych sługusów, magowie posiadają dużą moc w czerpaniu dodatkowych kart, dinozaury sieją zniszczenie, a ninja działają z ukrycia. Na pierwszy rzut oka każda frakcja powinna mieć odrębne cechy, jednak po kilkunastu grach da się zauważyć sporo podobieństw - praktycznie wszystkie mogą niszczyć karty innych graczy w zależności od ich siły, wszyscy mogą dobierać dodatkowe karty, itd. Dodatkowo, balans poszczególnych zestawów frakcji może dać sporą przewagę już na starcie. Zwłaszcza jeśli połączymy magów z robotami - ich wzajemne umiejętności mogą nieźle nakręcić ładny silniczek, który wykurzy z baz innych graczy lub dinozaury z ninja - duża siła gadów i działanie w ukryciu świetnie sprawdza się na okupowanych bazach. Przy poznawaniu gry nie jest to tak widoczne, jednak gdy już wszystkie frakcje nie będą miały przed graczami sekretów - może to popsuć wrażenia z gry.    .. i wyłożę Stegozbrojozaura do drugiej bazy!  Skupmy się na ogólnych wrażeniach z gry. Jej założenia są proste - wykładamy karty, aktywujemy akcje, liczymy punkty siły i szybko przechodzimy do następnego gracza. No nie bardzo. Już po pierwszej grze wydawało mi się, że czegoś brakuje. Liczenie punktów siły, czy baza została zdobyta, kto ma ich najwięcej jest dramatycznie przeciągnięte. W Smash Up nie mamy żadnych znaczników punktów, by łatwiej je zliczać. Taka matematyka bardzo psuje zabawę z gry, która miała być prosta, a co ważniejsze - szybka.     Dodatkowo, bazy często mają moc powyżej 20 punktów, Wierzcie mi, to zdecydowanie za dużo. najsilniejsza karta to Król Rex o sile 7, jednak wiele innych kart posiada moc z przedziału 1-3. Uzbieranie odpowiedniej liczby punktów siły wcale nie jest takie proste, zwłaszcza dodając do tego bardzo negatywną interakcję. Może się nam wydawać, że już zaraz będziemy zdobywać bazę, mamy najwięcej punktów, ale po turach przeciwników okazuje się, że zostajemy z niczym i trzeba zaczynać od nowa. To bardzo frustrujące uczucie, niestety potęgujące jeszcze bardziej przez dużą losowość.  Karcianki to system, który zawsze będzie miał pewną dozę losowości i nie ma sensu się z tym sprzeczać. Smash Up to czysta karcianka - dobieramy karty, mamy specjalne zdolności, które pozwalają podejrzeć kilka z nich w naszym stosie, a czasem jedną dobrać. Jednak w połączeniu ze źle działającym zestawem dwóch frakcji może to wypruwać kompletnie przyjemność z gry. Dobra ręka potrafi zdobyć sporo namieszać i napsuć krwi wrogom, którzy nie mają jak się przed nią obronić.    Pierwszą rozgrywkę w Smash Up rozegraliśmy w 4 osoby. Ależ się to dłużyło! Nikt nie znał kart, ani ich właściwości - wszystko musieliśmy czytać i przyswoić, liczyć punkty.. Nie wspominam tego dobrze. Następna próba to gra we dwoje. W takiej konfiguracji gra wydawała się o wiele bardziej spokojna, mniej chaotyczna, ale i.. nudna. Po parunastu rozgrywkach mogę z całą pewnością powiedzieć, że najbardziej optymalnym składem jest trzyosobowa ekipa. Walkę widać na każdym kroku, wszechobecny chaos nie jest tak irytujący. Jeśli chcecie grać w 4 osoby, polecam Wam dobrać tylko 4 bazy na start, a nie jak mówi instrukcja 5. Będzie łatwiej zapanować nad grą.    Kill'em all!  Biorąc do ręki Smash Up, można się spodziewać krwistej, krótkiej rozgrywki, która będzie pewnym preludium do większych i dużo cięższych tytułów. Przy pełnym składzie graczy ten czas wynosi około 1-1,5 godziny. Jeśli gracie pierwszy raz, nie znacie tekstów na kartach, ani jak one działają, może to być jeszcze dłużej. Smash Up z założenia miał być szybką karcianką, jednak może z tego wyjść słabo jadalne danie główne kolacji. Trzeba być nastawionym, że liczenie punktów na każdej bazie oraz po jej zdobyciu również potrafi znacząco wydłużyć rozgrywkę.    Klimat lat 90 ubiegłego wieku aż wylewa się z kart. Uwielbiam te ilustracje! Przypomina to o podwórkowych zabawach i tych wszystkich figurkach superbohaterów, dinozaurów i żołnierzyków, które przynosiliśmy na podwórko i razem z kolegami przeprowadzaliśmy niesamowite bitwy. A wieczorem zasiadaliśmy przed ekranami komputerów i tłukliśmy co popadnie, często kłócąc się do upadłego.   Werdykt  Ciężko mi określić grupę odbiorców Smash Up. Z dzieciakami będzie ciężko - dużo tekstu na kartach może stanowić sporą barierę w odbiorze gry. Jeśli macie luźne podejście do tematyki gier planszowych, nie oczekujecie cudów, a chcecie się trochę pośmiać - może cie zerknąć na Smash Up. Jest bardzo prostą karcianką, jednak jej matematyczne podejście i wymuszane przestoje w grze skutecznie zabijają radość z gry. Cała zabawa opiera się na mieszaniu poszczególnych frakcji, dzięki czemu mogą pojawić się naprawdę śmieszne połączenia skutkujące kolejnymi salwami śmiechu.  Grę do recenzji przekazało wydawnictwo Bard, dzięki!       Data wydania 2017 Liczba graczy 2-4 Sugerowana liczba graczy 3 Czas gry 60 minut i dłużej Sugerowany wiek min. 12 lat Polski wydawca Bard

Klimat lat 90 ubiegłego wieku aż wylewa się z kart. Uwielbiam te ilustracje! Przypomina to o podwórkowych zabawach i tych wszystkich figurkach superbohaterów, dinozaurów i żołnierzyków, które przynosiliśmy na podwórko i razem z kolegami przeprowadzaliśmy niesamowite bitwy. A wieczorem zasiadaliśmy przed ekranami komputerów i tłukliśmy co popadnie, często kłócąc się do upadłego. 

Werdykt

Ciężko mi określić grupę odbiorców Smash Up. Z dzieciakami będzie ciężko - dużo tekstu na kartach może stanowić sporą barierę w odbiorze gry. Jeśli macie luźne podejście do tematyki gier planszowych, nie oczekujecie cudów, a chcecie się trochę pośmiać - może cie zerknąć na Smash Up. Jest bardzo prostą karcianką, jednak jej matematyczne podejście i wymuszane przestoje w grze skutecznie zabijają radość z gry. Cała zabawa opiera się na mieszaniu poszczególnych frakcji, dzięki czemu mogą pojawić się naprawdę śmieszne połączenia skutkujące kolejnymi salwami śmiechu.

Grę do recenzji przekazało wydawnictwo Bard, dzięki!




Data wydania 2017
Liczba graczy 2-4
Sugerowana liczba graczy 3
Czas gry 60 minut i dłużej
Sugerowany wiek min. 12 lat
Polski wydawca Bard
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz