Vikings Gone Wild - nordycka rozwałka! Recenzja




Vikings Gone Wild to strategiczna gra online, w którą możemy zagrać na smartfonach, tabletach i komputerach. Naszym zadaniem jest budowanie wioski wikingów, dbanie o jej surowce, obronność oraz atakowanie obcych wiosek - wszystko po to by zdobyć wieczną chwałę i dostąpić zaszczytu wstąpienia do Valhalli. Gracze spoza granic naszego kraju mogą już cieszyć się planszówkowym wydaniem gry, która opiera się na mechanice deckbuildingu, najbardziej znanej z powszechnie znanego Dominiona. W Polsce, do 5 marca Games Factory Publishing zbiera fundusze na wydanie polskiej edycji gry [KLIK]. Zapraszam na recenzję.

Za co zapłacisz?

W standardowej wielkości pudełku znajdziemy sporo dobrego. Duża przejrzysta plansza, instrukcja, która w prosty sposób tłumaczy wszelkie zasady, sporo kart różnych rodzajów - wojowników, surowców, budynków, budowli obronnych, bonusów - wszystko to, co można było spotkać w elektronicznej wersji Vikings Gone Wild. Do tego otrzymamy plansze dla graczy, znaczniki, żetony oraz drewniane beczki piwa i sztabki złota. Grafiki zostały utrzymane w oryginalnej wersji, mi przypominają komiksy oraz bajkowe wzory. Układ kart jest czytelny, dzięki czemu gracz od razu wie co dana karta oferuje i ile trzeba za nią zapłacić. Na plus należy zaliczyć spersonalizowaną wypraskę, dzięki której z łatwością poukładamy wszystkie elementy gry. Przydaje się to w przypadku kart - mamy ich naprawdę sporo, a rozłożenie wszystkich na planszy chwilkę zajmuje. Jeśli miałbym ponarzekać, to na bardzo cienkie plansze dla graczy, które bardzo łatwo mogą się wygiąć. Radzę również od razu zakoszulkować karty - ich częste tasowanie może zaszkodzić. Vikings Gone Wild pojawi się na polskim rynku dzięki wydawnictwu Games Factory Publishing, SCD poza wspieram.to została ustalona na poziomie 169,99 zł, jednak jeszcze przez 4 dni trwania zbiórki możecie ją kupić w okazyjnych cenach.

   Vikings Gone Wild to strategiczna gra online, w którą możemy zagrać na smartfonach, tabletach i komputerach. Naszym zadaniem jest budowanie wioski wikingów, dbanie o jej surowce, obronność oraz atakowanie obcych wiosek - wszystko po to by zdobyć wieczną chwałę i dostąpić zaszczytu wstąpienia do Valhalli. Gracze spoza granic naszego kraju mogą już cieszyć się planszówkowym wydaniem gry, która opiera się na mechanice deckbuildingu, najbardziej znanej z powszechnie znanego Dominiona. W Polsce, do 5 marca Games Factory Publishing zbiera fundusze na wydanie polskiej edycji gry [KLIK]. Zapraszam na recenzję.   Za co zapłacisz?  W standardowej wielkości pudełku znajdziemy sporo dobrego. Duża przejrzysta plansza, instrukcja, która w prosty sposób tłumaczy wszelkie zasady, sporo kart różnych rodzajów - wojowników, surowców, budynków, budowli obronnych, bonusów - wszystko to, co można było spotkać w elektronicznej wersji Vikings Gone Wild. Do tego otrzymamy plansze dla graczy, znaczniki, żetony oraz drewniane beczki piwa i sztabki złota. Grafiki zostały utrzymane w oryginalnej wersji, mi przypominają komiksy oraz bajkowe wzory. Układ kart jest czytelny, dzięki czemu gracz od razu wie co dana karta oferuje i ile trzeba za nią zapłacić. Na plus należy zaliczyć spersonalizowaną wypraskę, dzięki której z łatwością poukładamy wszystkie elementy gry. Przydaje się to w przypadku kart - mamy ich naprawdę sporo, a rozłożenie wszystkich na planszy chwilkę zajmuje. Vikings Gone Wild pojawi się na polskim rynku dzięki wydawnictwu Games Factory Publishing, SCD poza wspieram.to została ustalona na poziomie 169,99 zł, jednak jeszcze przez 4 dni trwania zbiórki możecie ją kupić w okazyjnych cenach.         Zasady  Te są naprawdę proste i bardzo przejrzyste. Do tej pory nie byłem wielkim fanem mechaniki deckbuildingu, nie zostałem wiernym oddanym Dominiona. Po przeczytaniu angielskiej instrukcji, Vikings Gone Wild była dla mnie czymś nowym, świeżym i zachęcającym. Gracze tworzą własne talie z ogólnodostępnych kart, które muszą uprzednio kupić. Mechanizm zdobywania punktów opiera się na czymś innym niż w reszcie grach opartych na deckbuildingu, czyli wykonywaniu zadań oraz stawianiu budowli. Każdy z graczy ma do realizacji własne, losowe cele oraz główne, dostępne dla wszystkich, punktowane na koniec gry. To od nas zależy jak szybko wypełnimy osobistą misję, w jakim kierunku będzie rozwijała się nasza wioska, czy będziemy stawiać na obronę czy atakowanie przeciwników. Musimy pamiętać o produkcji surowców, kupowaniu niezbędnych kart i rozwijaniu wioski, tak by na sam koniec gry to nasze miasto było największe i przyniosło najwięcej punktów. Po zagraniu 5 kart, gracz odkłada je na bok razem ze zdobytymi w danej rundzie. Jeśli zabraknie 5 kart do gry, tasujemy wszystkie dostępne i tak do samego końca.        Gracze dodatkowo otrzymują karty pomocy, które porządkują grę i jej przebieg oraz punktacje za ataki. Te ostatnie mogą wydawać się lekko skomplikowane, jednak po zobaczeniu ataku w akcji, wszystko staje się sensowne i klarowne. Podsumowując to krótkie streszczenie - Vikings Gone Wild jest bardzo prostą i szybką w nauce grą. Nie wymaga znajomości ciężkich tytułów by znać działania skomplikowanych mechanik. To czysta zabawa.    Atak!  Po pierwszej partii nasunęło mi się jedno skojarzenie: Osadnicy: Narodziny Imperium. Vikings Gone Wild wykorzystują ten sam schemat budynków, które dają nam pewne surowce oraz dodają ciekawe efekty, możliwe do zastosowania podczas gry, zupełnie tak samo jak w grze Trzewiczka. Ogólnie mówiąc, wszystkie karty, na pierwszy rzut oka mogą się nam przydać i koniecznie będziemy chcieli je mieć, jednak warto opracować sobie pewną strategię i bacznie obserwować ruchy przeciwników. Gra kończy się w momencie zdobycia przez któregoś z graczy 30 punktów - nie jest to trudne, a potrzebny czas na ich zdobycie mija zdecydowanie zbyt szybko.        To niejako wymusiło na twórcach stworzenie takiego mechanizmu ataku, by ten nie przynosił zbyt wielu szkód przeciwnikom. Akcja ataku musi być przemyślana i zagrana w odpowiednim momencie - przeciwnik może uniemożliwić nam atak wyciągając z ręki kartę obrony, która pokrzyżuje nam plany. Ciekawie rozwiązano efekty ataku - budynków tak naprawdę nie da się zniszczyć, jednak za każdą zaatakowaną budowle otrzymamy określoną liczbę punktów. Dodatkowo, w swojej turze możemy atakować tylko jednego z graczy. To wszystko składa się na fajny mechanizm walki/interakcji między graczami - nie pozwala na zniszczenie przeciwnika i zrujnowania przyjemności z gry, a jedynie lekkie uszczypnięcie, którego na dłuższą metę i tak nie poczuje.   W Wikingach siła  Vikings Gone Wild testowaliśmy we wszystkich wariantach liczby graczy. Zasady zmieniają się jedynie przy grze dwuosobowej - gramy do 40 punktów, karty obronne zyskują na znaczeniu, a rozgrywka staje się bardziej przemyślana. We czwórkę gra potrafi się porządnie dłużyć - czas oczekiwania na swoją kolej wydaje się ciągnąć w nieskończoność, gdy reszta graczy dobrze się bawi. Dodajmy do tego zasadę o przekazywaniu znacznika pierwszego gracza - ten kto w poprzedniej rundzie był pierwszy, będzie teraz czwarty - to naprawdę może zepsuć grę niektórym graczom. Najprzyjemniej grało się we trójkę - czas oczekiwania na swoją turę nie był aż tak wydłużony, kontrola nad sytuacją również była przyzwoita - Vikings Gone Wild ma być szybką grą i właśnie w takim składzie było to najlepiej widać.       Uważaj na Lokiego!  Swój egzemplarz gry otrzymałem razem z dodatkowymi kartami z Kickstartera. Postanowiliśmy je dołączyć po paru rozgrywkach, żeby zobaczyć, czy rozgrywka bardzo się zmieni. Wniosek jest jeden - jest o wiele lepiej. Oczywiście, podstawowa wersja Vikings Gone Wild daje sporo radości i można w nią grać z przez długi okres czasu, jednak bonusowe karty dają o sobie znać. Ataki nadal tylko kąsają, ale w bardziej różnorodny sposób, karty budynków dają nowe, ciekawsze bonusy, pojawiają się nowe pomysły na strategie i kupowanie określonych budynków. Rozgrywka staje się jeszcze bardziej ciekawsza, a po rozegraniu kilku partii z bonusowymi kartami nie wyobrażam sobie grać bez nich. Takie same karty otrzymacie w polskiej wersji językowej - na wspieram to możecie odblokować jeszcze kilka z nich!       Pamiętajmy, że Vikings Gone Wild opiera się na jej elektronicznym oryginale. Wikingowie automatycznie większości z nas skojarzą się z ich mitologią lub popularnym serialem telewizyjnym. w VGW otrzymujemy karty z postaciami mitologicznymi, przedstawionymi w komiksowo-bajkowy sposób, ale wśród wojowników nie obeszło się bez wściekłych żółwi, katapult czy rozjuszonych świń. Klimat nordyckiej sagi gdzieś się ulatnia i próżno go szukać między kartami. Warto skupić się na zabawie i opracowaniu taktyki - jak dla mnie klimat jest praktycznie niewyczuwalny.    Dobrze się napić po ubiciu potwora!  Na koniec muszę napomknąć o dwóch wadach Vikings Gone Wild. Gra potrafi bardzo wolno się rozkręcić. Czas pomiędzy rozpoczęciem gry, a faktycznym, efektywnym działaniem zbudowanej talii jest na tyle długi, że często nie odczujemy, że to faktycznie działa. Grając z doświadczonymi graczami i obytymi z zasadami i kartami VGW radość z gry nie będzie tak duża jak można się było tego spodziewać - zaawansowani gracze wiedzą jakie karty najlepiej kupować, mają własne taktyki, często szybko wyprzedzając w punktacji innych graczy, dążąc tylko i wyłącznie do końcowego zwycięstwa.           Werdykt  Podsumowując, Vikings Gone Wild to bardzo ciekawa forma deckbuildingu, rozszerzona o stawianie budynków, które mają dawać pewne korzyści. Klimatu w tym nie ma prawie wcale, ale obserwowanie jak zebrana talia zaczyna działać i przynosi zamierzone efekty rekompensuje tą drobną niedogodność z nawiązką. Dodatkowe karty czynią grę jeszcze bardziej ciekawszą i różnorodną, do której usiądziecie z dużą ochotą. Przy czteroosobowym gronie downtime może być zbyt wysoki, jednak po porządnym ograniu gry, będzie on praktycznie niewyczuwalny. Do 5 marca Games Factory Publishing prowadzi zbiórkę [KLIK] na grę, chociaż ta ufundowała się w niespełna 4 godziny! Teraz przed graczami zadanie odblokowania kolejnych, dodatkowych kart i serdecznie Was do tego zachęcam.    Grę do recenzji przekazało wydawnictwo Games Factory Publishing, dzięki!       Data wydania 2017 Liczba graczy 2-4 Sugerowana liczba graczy 2-3 Czas gry 45-70 minut Sugerowany wiek min. 14 lat Polski wydawca Games Factory Publishing


Zasady

Te są naprawdę proste i bardzo przejrzyste. Do tej pory nie byłem wielkim fanem mechaniki deckbuildingu, nie zostałem wiernym oddanym Dominiona. Po przeczytaniu angielskiej instrukcji, Vikings Gone Wild była dla mnie czymś nowym, świeżym i zachęcającym. Gracze tworzą własne talie z ogólnodostępnych kart, które muszą uprzednio kupić. Mechanizm zdobywania punktów opiera się na czymś innym niż w reszcie grach opartych na deckbuildingu, czyli wykonywaniu zadań oraz stawianiu budowli. Każdy z graczy ma do realizacji własne, losowe cele oraz główne, dostępne dla wszystkich, punktowane na koniec gry. To od nas zależy jak szybko wypełnimy osobistą misję, w jakim kierunku będzie rozwijała się nasza wioska, czy będziemy stawiać na obronę czy atakowanie przeciwników. Musimy pamiętać o produkcji surowców, kupowaniu niezbędnych kart i rozwijaniu wioski, tak by na sam koniec gry to nasze miasto było największe i przyniosło najwięcej punktów. Po zagraniu 5 kart, gracz odkłada je na bok razem ze zdobytymi w danej rundzie. Jeśli zabraknie 5 kart do gry, tasujemy wszystkie dostępne i tak do samego końca. 


   Vikings Gone Wild to strategiczna gra online, w którą możemy zagrać na smartfonach, tabletach i komputerach. Naszym zadaniem jest budowanie wioski wikingów, dbanie o jej surowce, obronność oraz atakowanie obcych wiosek - wszystko po to by zdobyć wieczną chwałę i dostąpić zaszczytu wstąpienia do Valhalli. Gracze spoza granic naszego kraju mogą już cieszyć się planszówkowym wydaniem gry, która opiera się na mechanice deckbuildingu, najbardziej znanej z powszechnie znanego Dominiona. W Polsce, do 5 marca Games Factory Publishing zbiera fundusze na wydanie polskiej edycji gry [KLIK]. Zapraszam na recenzję.   Za co zapłacisz?  W standardowej wielkości pudełku znajdziemy sporo dobrego. Duża przejrzysta plansza, instrukcja, która w prosty sposób tłumaczy wszelkie zasady, sporo kart różnych rodzajów - wojowników, surowców, budynków, budowli obronnych, bonusów - wszystko to, co można było spotkać w elektronicznej wersji Vikings Gone Wild. Do tego otrzymamy plansze dla graczy, znaczniki, żetony oraz drewniane beczki piwa i sztabki złota. Grafiki zostały utrzymane w oryginalnej wersji, mi przypominają komiksy oraz bajkowe wzory. Układ kart jest czytelny, dzięki czemu gracz od razu wie co dana karta oferuje i ile trzeba za nią zapłacić. Na plus należy zaliczyć spersonalizowaną wypraskę, dzięki której z łatwością poukładamy wszystkie elementy gry. Przydaje się to w przypadku kart - mamy ich naprawdę sporo, a rozłożenie wszystkich na planszy chwilkę zajmuje. Vikings Gone Wild pojawi się na polskim rynku dzięki wydawnictwu Games Factory Publishing, SCD poza wspieram.to została ustalona na poziomie 169,99 zł, jednak jeszcze przez 4 dni trwania zbiórki możecie ją kupić w okazyjnych cenach.         Zasady  Te są naprawdę proste i bardzo przejrzyste. Do tej pory nie byłem wielkim fanem mechaniki deckbuildingu, nie zostałem wiernym oddanym Dominiona. Po przeczytaniu angielskiej instrukcji, Vikings Gone Wild była dla mnie czymś nowym, świeżym i zachęcającym. Gracze tworzą własne talie z ogólnodostępnych kart, które muszą uprzednio kupić. Mechanizm zdobywania punktów opiera się na czymś innym niż w reszcie grach opartych na deckbuildingu, czyli wykonywaniu zadań oraz stawianiu budowli. Każdy z graczy ma do realizacji własne, losowe cele oraz główne, dostępne dla wszystkich, punktowane na koniec gry. To od nas zależy jak szybko wypełnimy osobistą misję, w jakim kierunku będzie rozwijała się nasza wioska, czy będziemy stawiać na obronę czy atakowanie przeciwników. Musimy pamiętać o produkcji surowców, kupowaniu niezbędnych kart i rozwijaniu wioski, tak by na sam koniec gry to nasze miasto było największe i przyniosło najwięcej punktów. Po zagraniu 5 kart, gracz odkłada je na bok razem ze zdobytymi w danej rundzie. Jeśli zabraknie 5 kart do gry, tasujemy wszystkie dostępne i tak do samego końca.        Gracze dodatkowo otrzymują karty pomocy, które porządkują grę i jej przebieg oraz punktacje za ataki. Te ostatnie mogą wydawać się lekko skomplikowane, jednak po zobaczeniu ataku w akcji, wszystko staje się sensowne i klarowne. Podsumowując to krótkie streszczenie - Vikings Gone Wild jest bardzo prostą i szybką w nauce grą. Nie wymaga znajomości ciężkich tytułów by znać działania skomplikowanych mechanik. To czysta zabawa.    Atak!  Po pierwszej partii nasunęło mi się jedno skojarzenie: Osadnicy: Narodziny Imperium. Vikings Gone Wild wykorzystują ten sam schemat budynków, które dają nam pewne surowce oraz dodają ciekawe efekty, możliwe do zastosowania podczas gry, zupełnie tak samo jak w grze Trzewiczka. Ogólnie mówiąc, wszystkie karty, na pierwszy rzut oka mogą się nam przydać i koniecznie będziemy chcieli je mieć, jednak warto opracować sobie pewną strategię i bacznie obserwować ruchy przeciwników. Gra kończy się w momencie zdobycia przez któregoś z graczy 30 punktów - nie jest to trudne, a potrzebny czas na ich zdobycie mija zdecydowanie zbyt szybko.        To niejako wymusiło na twórcach stworzenie takiego mechanizmu ataku, by ten nie przynosił zbyt wielu szkód przeciwnikom. Akcja ataku musi być przemyślana i zagrana w odpowiednim momencie - przeciwnik może uniemożliwić nam atak wyciągając z ręki kartę obrony, która pokrzyżuje nam plany. Ciekawie rozwiązano efekty ataku - budynków tak naprawdę nie da się zniszczyć, jednak za każdą zaatakowaną budowle otrzymamy określoną liczbę punktów. Dodatkowo, w swojej turze możemy atakować tylko jednego z graczy. To wszystko składa się na fajny mechanizm walki/interakcji między graczami - nie pozwala na zniszczenie przeciwnika i zrujnowania przyjemności z gry, a jedynie lekkie uszczypnięcie, którego na dłuższą metę i tak nie poczuje.   W Wikingach siła  Vikings Gone Wild testowaliśmy we wszystkich wariantach liczby graczy. Zasady zmieniają się jedynie przy grze dwuosobowej - gramy do 40 punktów, karty obronne zyskują na znaczeniu, a rozgrywka staje się bardziej przemyślana. We czwórkę gra potrafi się porządnie dłużyć - czas oczekiwania na swoją kolej wydaje się ciągnąć w nieskończoność, gdy reszta graczy dobrze się bawi. Dodajmy do tego zasadę o przekazywaniu znacznika pierwszego gracza - ten kto w poprzedniej rundzie był pierwszy, będzie teraz czwarty - to naprawdę może zepsuć grę niektórym graczom. Najprzyjemniej grało się we trójkę - czas oczekiwania na swoją turę nie był aż tak wydłużony, kontrola nad sytuacją również była przyzwoita - Vikings Gone Wild ma być szybką grą i właśnie w takim składzie było to najlepiej widać.       Uważaj na Lokiego!  Swój egzemplarz gry otrzymałem razem z dodatkowymi kartami z Kickstartera. Postanowiliśmy je dołączyć po paru rozgrywkach, żeby zobaczyć, czy rozgrywka bardzo się zmieni. Wniosek jest jeden - jest o wiele lepiej. Oczywiście, podstawowa wersja Vikings Gone Wild daje sporo radości i można w nią grać z przez długi okres czasu, jednak bonusowe karty dają o sobie znać. Ataki nadal tylko kąsają, ale w bardziej różnorodny sposób, karty budynków dają nowe, ciekawsze bonusy, pojawiają się nowe pomysły na strategie i kupowanie określonych budynków. Rozgrywka staje się jeszcze bardziej ciekawsza, a po rozegraniu kilku partii z bonusowymi kartami nie wyobrażam sobie grać bez nich. Takie same karty otrzymacie w polskiej wersji językowej - na wspieram to możecie odblokować jeszcze kilka z nich!       Pamiętajmy, że Vikings Gone Wild opiera się na jej elektronicznym oryginale. Wikingowie automatycznie większości z nas skojarzą się z ich mitologią lub popularnym serialem telewizyjnym. w VGW otrzymujemy karty z postaciami mitologicznymi, przedstawionymi w komiksowo-bajkowy sposób, ale wśród wojowników nie obeszło się bez wściekłych żółwi, katapult czy rozjuszonych świń. Klimat nordyckiej sagi gdzieś się ulatnia i próżno go szukać między kartami. Warto skupić się na zabawie i opracowaniu taktyki - jak dla mnie klimat jest praktycznie niewyczuwalny.    Dobrze się napić po ubiciu potwora!  Na koniec muszę napomknąć o dwóch wadach Vikings Gone Wild. Gra potrafi bardzo wolno się rozkręcić. Czas pomiędzy rozpoczęciem gry, a faktycznym, efektywnym działaniem zbudowanej talii jest na tyle długi, że często nie odczujemy, że to faktycznie działa. Grając z doświadczonymi graczami i obytymi z zasadami i kartami VGW radość z gry nie będzie tak duża jak można się było tego spodziewać - zaawansowani gracze wiedzą jakie karty najlepiej kupować, mają własne taktyki, często szybko wyprzedzając w punktacji innych graczy, dążąc tylko i wyłącznie do końcowego zwycięstwa.           Werdykt  Podsumowując, Vikings Gone Wild to bardzo ciekawa forma deckbuildingu, rozszerzona o stawianie budynków, które mają dawać pewne korzyści. Klimatu w tym nie ma prawie wcale, ale obserwowanie jak zebrana talia zaczyna działać i przynosi zamierzone efekty rekompensuje tą drobną niedogodność z nawiązką. Dodatkowe karty czynią grę jeszcze bardziej ciekawszą i różnorodną, do której usiądziecie z dużą ochotą. Przy czteroosobowym gronie downtime może być zbyt wysoki, jednak po porządnym ograniu gry, będzie on praktycznie niewyczuwalny. Do 5 marca Games Factory Publishing prowadzi zbiórkę [KLIK] na grę, chociaż ta ufundowała się w niespełna 4 godziny! Teraz przed graczami zadanie odblokowania kolejnych, dodatkowych kart i serdecznie Was do tego zachęcam.    Grę do recenzji przekazało wydawnictwo Games Factory Publishing, dzięki!       Data wydania 2017 Liczba graczy 2-4 Sugerowana liczba graczy 2-3 Czas gry 45-70 minut Sugerowany wiek min. 14 lat Polski wydawca Games Factory Publishing

Gracze dodatkowo otrzymują karty pomocy, które porządkują grę i jej przebieg oraz punktacje za ataki. Te ostatnie mogą wydawać się lekko skomplikowane, jednak po zobaczeniu ataku w akcji, wszystko staje się sensowne i klarowne. Podsumowując to krótkie streszczenie - Vikings Gone Wild jest bardzo prostą i szybką w nauce grą. Nie wymaga znajomości ciężkich tytułów by znać działania skomplikowanych mechanik. To czysta zabawa.


Atak!

Po pierwszej partii nasunęło mi się jedno skojarzenie: Osadnicy: Narodziny Imperium. Vikings Gone Wild wykorzystują ten sam schemat budynków, które dają nam pewne surowce oraz dodają ciekawe efekty, możliwe do zastosowania podczas gry, zupełnie tak samo jak w grze Trzewiczka. Ogólnie mówiąc, wszystkie karty, na pierwszy rzut oka mogą się nam przydać i koniecznie będziemy chcieli je mieć, jednak warto opracować sobie pewną strategię i bacznie obserwować ruchy przeciwników. Gra kończy się w momencie zdobycia przez któregoś z graczy 30 punktów - nie jest to trudne, a potrzebny czas na ich zdobycie mija zdecydowanie zbyt szybko. 

   Vikings Gone Wild to strategiczna gra online, w którą możemy zagrać na smartfonach, tabletach i komputerach. Naszym zadaniem jest budowanie wioski wikingów, dbanie o jej surowce, obronność oraz atakowanie obcych wiosek - wszystko po to by zdobyć wieczną chwałę i dostąpić zaszczytu wstąpienia do Valhalli. Gracze spoza granic naszego kraju mogą już cieszyć się planszówkowym wydaniem gry, która opiera się na mechanice deckbuildingu, najbardziej znanej z powszechnie znanego Dominiona. W Polsce, do 5 marca Games Factory Publishing zbiera fundusze na wydanie polskiej edycji gry [KLIK]. Zapraszam na recenzję.   Za co zapłacisz?  W standardowej wielkości pudełku znajdziemy sporo dobrego. Duża przejrzysta plansza, instrukcja, która w prosty sposób tłumaczy wszelkie zasady, sporo kart różnych rodzajów - wojowników, surowców, budynków, budowli obronnych, bonusów - wszystko to, co można było spotkać w elektronicznej wersji Vikings Gone Wild. Do tego otrzymamy plansze dla graczy, znaczniki, żetony oraz drewniane beczki piwa i sztabki złota. Grafiki zostały utrzymane w oryginalnej wersji, mi przypominają komiksy oraz bajkowe wzory. Układ kart jest czytelny, dzięki czemu gracz od razu wie co dana karta oferuje i ile trzeba za nią zapłacić. Na plus należy zaliczyć spersonalizowaną wypraskę, dzięki której z łatwością poukładamy wszystkie elementy gry. Przydaje się to w przypadku kart - mamy ich naprawdę sporo, a rozłożenie wszystkich na planszy chwilkę zajmuje. Vikings Gone Wild pojawi się na polskim rynku dzięki wydawnictwu Games Factory Publishing, SCD poza wspieram.to została ustalona na poziomie 169,99 zł, jednak jeszcze przez 4 dni trwania zbiórki możecie ją kupić w okazyjnych cenach.         Zasady  Te są naprawdę proste i bardzo przejrzyste. Do tej pory nie byłem wielkim fanem mechaniki deckbuildingu, nie zostałem wiernym oddanym Dominiona. Po przeczytaniu angielskiej instrukcji, Vikings Gone Wild była dla mnie czymś nowym, świeżym i zachęcającym. Gracze tworzą własne talie z ogólnodostępnych kart, które muszą uprzednio kupić. Mechanizm zdobywania punktów opiera się na czymś innym niż w reszcie grach opartych na deckbuildingu, czyli wykonywaniu zadań oraz stawianiu budowli. Każdy z graczy ma do realizacji własne, losowe cele oraz główne, dostępne dla wszystkich, punktowane na koniec gry. To od nas zależy jak szybko wypełnimy osobistą misję, w jakim kierunku będzie rozwijała się nasza wioska, czy będziemy stawiać na obronę czy atakowanie przeciwników. Musimy pamiętać o produkcji surowców, kupowaniu niezbędnych kart i rozwijaniu wioski, tak by na sam koniec gry to nasze miasto było największe i przyniosło najwięcej punktów. Po zagraniu 5 kart, gracz odkłada je na bok razem ze zdobytymi w danej rundzie. Jeśli zabraknie 5 kart do gry, tasujemy wszystkie dostępne i tak do samego końca.        Gracze dodatkowo otrzymują karty pomocy, które porządkują grę i jej przebieg oraz punktacje za ataki. Te ostatnie mogą wydawać się lekko skomplikowane, jednak po zobaczeniu ataku w akcji, wszystko staje się sensowne i klarowne. Podsumowując to krótkie streszczenie - Vikings Gone Wild jest bardzo prostą i szybką w nauce grą. Nie wymaga znajomości ciężkich tytułów by znać działania skomplikowanych mechanik. To czysta zabawa.    Atak!  Po pierwszej partii nasunęło mi się jedno skojarzenie: Osadnicy: Narodziny Imperium. Vikings Gone Wild wykorzystują ten sam schemat budynków, które dają nam pewne surowce oraz dodają ciekawe efekty, możliwe do zastosowania podczas gry, zupełnie tak samo jak w grze Trzewiczka. Ogólnie mówiąc, wszystkie karty, na pierwszy rzut oka mogą się nam przydać i koniecznie będziemy chcieli je mieć, jednak warto opracować sobie pewną strategię i bacznie obserwować ruchy przeciwników. Gra kończy się w momencie zdobycia przez któregoś z graczy 30 punktów - nie jest to trudne, a potrzebny czas na ich zdobycie mija zdecydowanie zbyt szybko.        To niejako wymusiło na twórcach stworzenie takiego mechanizmu ataku, by ten nie przynosił zbyt wielu szkód przeciwnikom. Akcja ataku musi być przemyślana i zagrana w odpowiednim momencie - przeciwnik może uniemożliwić nam atak wyciągając z ręki kartę obrony, która pokrzyżuje nam plany. Ciekawie rozwiązano efekty ataku - budynków tak naprawdę nie da się zniszczyć, jednak za każdą zaatakowaną budowle otrzymamy określoną liczbę punktów. Dodatkowo, w swojej turze możemy atakować tylko jednego z graczy. To wszystko składa się na fajny mechanizm walki/interakcji między graczami - nie pozwala na zniszczenie przeciwnika i zrujnowania przyjemności z gry, a jedynie lekkie uszczypnięcie, którego na dłuższą metę i tak nie poczuje.   W Wikingach siła  Vikings Gone Wild testowaliśmy we wszystkich wariantach liczby graczy. Zasady zmieniają się jedynie przy grze dwuosobowej - gramy do 40 punktów, karty obronne zyskują na znaczeniu, a rozgrywka staje się bardziej przemyślana. We czwórkę gra potrafi się porządnie dłużyć - czas oczekiwania na swoją kolej wydaje się ciągnąć w nieskończoność, gdy reszta graczy dobrze się bawi. Dodajmy do tego zasadę o przekazywaniu znacznika pierwszego gracza - ten kto w poprzedniej rundzie był pierwszy, będzie teraz czwarty - to naprawdę może zepsuć grę niektórym graczom. Najprzyjemniej grało się we trójkę - czas oczekiwania na swoją turę nie był aż tak wydłużony, kontrola nad sytuacją również była przyzwoita - Vikings Gone Wild ma być szybką grą i właśnie w takim składzie było to najlepiej widać.       Uważaj na Lokiego!  Swój egzemplarz gry otrzymałem razem z dodatkowymi kartami z Kickstartera. Postanowiliśmy je dołączyć po paru rozgrywkach, żeby zobaczyć, czy rozgrywka bardzo się zmieni. Wniosek jest jeden - jest o wiele lepiej. Oczywiście, podstawowa wersja Vikings Gone Wild daje sporo radości i można w nią grać z przez długi okres czasu, jednak bonusowe karty dają o sobie znać. Ataki nadal tylko kąsają, ale w bardziej różnorodny sposób, karty budynków dają nowe, ciekawsze bonusy, pojawiają się nowe pomysły na strategie i kupowanie określonych budynków. Rozgrywka staje się jeszcze bardziej ciekawsza, a po rozegraniu kilku partii z bonusowymi kartami nie wyobrażam sobie grać bez nich. Takie same karty otrzymacie w polskiej wersji językowej - na wspieram to możecie odblokować jeszcze kilka z nich!       Pamiętajmy, że Vikings Gone Wild opiera się na jej elektronicznym oryginale. Wikingowie automatycznie większości z nas skojarzą się z ich mitologią lub popularnym serialem telewizyjnym. w VGW otrzymujemy karty z postaciami mitologicznymi, przedstawionymi w komiksowo-bajkowy sposób, ale wśród wojowników nie obeszło się bez wściekłych żółwi, katapult czy rozjuszonych świń. Klimat nordyckiej sagi gdzieś się ulatnia i próżno go szukać między kartami. Warto skupić się na zabawie i opracowaniu taktyki - jak dla mnie klimat jest praktycznie niewyczuwalny.    Dobrze się napić po ubiciu potwora!  Na koniec muszę napomknąć o dwóch wadach Vikings Gone Wild. Gra potrafi bardzo wolno się rozkręcić. Czas pomiędzy rozpoczęciem gry, a faktycznym, efektywnym działaniem zbudowanej talii jest na tyle długi, że często nie odczujemy, że to faktycznie działa. Grając z doświadczonymi graczami i obytymi z zasadami i kartami VGW radość z gry nie będzie tak duża jak można się było tego spodziewać - zaawansowani gracze wiedzą jakie karty najlepiej kupować, mają własne taktyki, często szybko wyprzedzając w punktacji innych graczy, dążąc tylko i wyłącznie do końcowego zwycięstwa.           Werdykt  Podsumowując, Vikings Gone Wild to bardzo ciekawa forma deckbuildingu, rozszerzona o stawianie budynków, które mają dawać pewne korzyści. Klimatu w tym nie ma prawie wcale, ale obserwowanie jak zebrana talia zaczyna działać i przynosi zamierzone efekty rekompensuje tą drobną niedogodność z nawiązką. Dodatkowe karty czynią grę jeszcze bardziej ciekawszą i różnorodną, do której usiądziecie z dużą ochotą. Przy czteroosobowym gronie downtime może być zbyt wysoki, jednak po porządnym ograniu gry, będzie on praktycznie niewyczuwalny. Do 5 marca Games Factory Publishing prowadzi zbiórkę [KLIK] na grę, chociaż ta ufundowała się w niespełna 4 godziny! Teraz przed graczami zadanie odblokowania kolejnych, dodatkowych kart i serdecznie Was do tego zachęcam.    Grę do recenzji przekazało wydawnictwo Games Factory Publishing, dzięki!       Data wydania 2017 Liczba graczy 2-4 Sugerowana liczba graczy 2-3 Czas gry 45-70 minut Sugerowany wiek min. 14 lat Polski wydawca Games Factory Publishing

   Vikings Gone Wild to strategiczna gra online, w którą możemy zagrać na smartfonach, tabletach i komputerach. Naszym zadaniem jest budowanie wioski wikingów, dbanie o jej surowce, obronność oraz atakowanie obcych wiosek - wszystko po to by zdobyć wieczną chwałę i dostąpić zaszczytu wstąpienia do Valhalli. Gracze spoza granic naszego kraju mogą już cieszyć się planszówkowym wydaniem gry, która opiera się na mechanice deckbuildingu, najbardziej znanej z powszechnie znanego Dominiona. W Polsce, do 5 marca Games Factory Publishing zbiera fundusze na wydanie polskiej edycji gry [KLIK]. Zapraszam na recenzję.   Za co zapłacisz?  W standardowej wielkości pudełku znajdziemy sporo dobrego. Duża przejrzysta plansza, instrukcja, która w prosty sposób tłumaczy wszelkie zasady, sporo kart różnych rodzajów - wojowników, surowców, budynków, budowli obronnych, bonusów - wszystko to, co można było spotkać w elektronicznej wersji Vikings Gone Wild. Do tego otrzymamy plansze dla graczy, znaczniki, żetony oraz drewniane beczki piwa i sztabki złota. Grafiki zostały utrzymane w oryginalnej wersji, mi przypominają komiksy oraz bajkowe wzory. Układ kart jest czytelny, dzięki czemu gracz od razu wie co dana karta oferuje i ile trzeba za nią zapłacić. Na plus należy zaliczyć spersonalizowaną wypraskę, dzięki której z łatwością poukładamy wszystkie elementy gry. Przydaje się to w przypadku kart - mamy ich naprawdę sporo, a rozłożenie wszystkich na planszy chwilkę zajmuje. Vikings Gone Wild pojawi się na polskim rynku dzięki wydawnictwu Games Factory Publishing, SCD poza wspieram.to została ustalona na poziomie 169,99 zł, jednak jeszcze przez 4 dni trwania zbiórki możecie ją kupić w okazyjnych cenach.         Zasady  Te są naprawdę proste i bardzo przejrzyste. Do tej pory nie byłem wielkim fanem mechaniki deckbuildingu, nie zostałem wiernym oddanym Dominiona. Po przeczytaniu angielskiej instrukcji, Vikings Gone Wild była dla mnie czymś nowym, świeżym i zachęcającym. Gracze tworzą własne talie z ogólnodostępnych kart, które muszą uprzednio kupić. Mechanizm zdobywania punktów opiera się na czymś innym niż w reszcie grach opartych na deckbuildingu, czyli wykonywaniu zadań oraz stawianiu budowli. Każdy z graczy ma do realizacji własne, losowe cele oraz główne, dostępne dla wszystkich, punktowane na koniec gry. To od nas zależy jak szybko wypełnimy osobistą misję, w jakim kierunku będzie rozwijała się nasza wioska, czy będziemy stawiać na obronę czy atakowanie przeciwników. Musimy pamiętać o produkcji surowców, kupowaniu niezbędnych kart i rozwijaniu wioski, tak by na sam koniec gry to nasze miasto było największe i przyniosło najwięcej punktów. Po zagraniu 5 kart, gracz odkłada je na bok razem ze zdobytymi w danej rundzie. Jeśli zabraknie 5 kart do gry, tasujemy wszystkie dostępne i tak do samego końca.        Gracze dodatkowo otrzymują karty pomocy, które porządkują grę i jej przebieg oraz punktacje za ataki. Te ostatnie mogą wydawać się lekko skomplikowane, jednak po zobaczeniu ataku w akcji, wszystko staje się sensowne i klarowne. Podsumowując to krótkie streszczenie - Vikings Gone Wild jest bardzo prostą i szybką w nauce grą. Nie wymaga znajomości ciężkich tytułów by znać działania skomplikowanych mechanik. To czysta zabawa.    Atak!  Po pierwszej partii nasunęło mi się jedno skojarzenie: Osadnicy: Narodziny Imperium. Vikings Gone Wild wykorzystują ten sam schemat budynków, które dają nam pewne surowce oraz dodają ciekawe efekty, możliwe do zastosowania podczas gry, zupełnie tak samo jak w grze Trzewiczka. Ogólnie mówiąc, wszystkie karty, na pierwszy rzut oka mogą się nam przydać i koniecznie będziemy chcieli je mieć, jednak warto opracować sobie pewną strategię i bacznie obserwować ruchy przeciwników. Gra kończy się w momencie zdobycia przez któregoś z graczy 30 punktów - nie jest to trudne, a potrzebny czas na ich zdobycie mija zdecydowanie zbyt szybko.        To niejako wymusiło na twórcach stworzenie takiego mechanizmu ataku, by ten nie przynosił zbyt wielu szkód przeciwnikom. Akcja ataku musi być przemyślana i zagrana w odpowiednim momencie - przeciwnik może uniemożliwić nam atak wyciągając z ręki kartę obrony, która pokrzyżuje nam plany. Ciekawie rozwiązano efekty ataku - budynków tak naprawdę nie da się zniszczyć, jednak za każdą zaatakowaną budowle otrzymamy określoną liczbę punktów. Dodatkowo, w swojej turze możemy atakować tylko jednego z graczy. To wszystko składa się na fajny mechanizm walki/interakcji między graczami - nie pozwala na zniszczenie przeciwnika i zrujnowania przyjemności z gry, a jedynie lekkie uszczypnięcie, którego na dłuższą metę i tak nie poczuje.   W Wikingach siła  Vikings Gone Wild testowaliśmy we wszystkich wariantach liczby graczy. Zasady zmieniają się jedynie przy grze dwuosobowej - gramy do 40 punktów, karty obronne zyskują na znaczeniu, a rozgrywka staje się bardziej przemyślana. We czwórkę gra potrafi się porządnie dłużyć - czas oczekiwania na swoją kolej wydaje się ciągnąć w nieskończoność, gdy reszta graczy dobrze się bawi. Dodajmy do tego zasadę o przekazywaniu znacznika pierwszego gracza - ten kto w poprzedniej rundzie był pierwszy, będzie teraz czwarty - to naprawdę może zepsuć grę niektórym graczom. Najprzyjemniej grało się we trójkę - czas oczekiwania na swoją turę nie był aż tak wydłużony, kontrola nad sytuacją również była przyzwoita - Vikings Gone Wild ma być szybką grą i właśnie w takim składzie było to najlepiej widać.       Uważaj na Lokiego!  Swój egzemplarz gry otrzymałem razem z dodatkowymi kartami z Kickstartera. Postanowiliśmy je dołączyć po paru rozgrywkach, żeby zobaczyć, czy rozgrywka bardzo się zmieni. Wniosek jest jeden - jest o wiele lepiej. Oczywiście, podstawowa wersja Vikings Gone Wild daje sporo radości i można w nią grać z przez długi okres czasu, jednak bonusowe karty dają o sobie znać. Ataki nadal tylko kąsają, ale w bardziej różnorodny sposób, karty budynków dają nowe, ciekawsze bonusy, pojawiają się nowe pomysły na strategie i kupowanie określonych budynków. Rozgrywka staje się jeszcze bardziej ciekawsza, a po rozegraniu kilku partii z bonusowymi kartami nie wyobrażam sobie grać bez nich. Takie same karty otrzymacie w polskiej wersji językowej - na wspieram to możecie odblokować jeszcze kilka z nich!       Pamiętajmy, że Vikings Gone Wild opiera się na jej elektronicznym oryginale. Wikingowie automatycznie większości z nas skojarzą się z ich mitologią lub popularnym serialem telewizyjnym. w VGW otrzymujemy karty z postaciami mitologicznymi, przedstawionymi w komiksowo-bajkowy sposób, ale wśród wojowników nie obeszło się bez wściekłych żółwi, katapult czy rozjuszonych świń. Klimat nordyckiej sagi gdzieś się ulatnia i próżno go szukać między kartami. Warto skupić się na zabawie i opracowaniu taktyki - jak dla mnie klimat jest praktycznie niewyczuwalny.    Dobrze się napić po ubiciu potwora!  Na koniec muszę napomknąć o dwóch wadach Vikings Gone Wild. Gra potrafi bardzo wolno się rozkręcić. Czas pomiędzy rozpoczęciem gry, a faktycznym, efektywnym działaniem zbudowanej talii jest na tyle długi, że często nie odczujemy, że to faktycznie działa. Grając z doświadczonymi graczami i obytymi z zasadami i kartami VGW radość z gry nie będzie tak duża jak można się było tego spodziewać - zaawansowani gracze wiedzą jakie karty najlepiej kupować, mają własne taktyki, często szybko wyprzedzając w punktacji innych graczy, dążąc tylko i wyłącznie do końcowego zwycięstwa.           Werdykt  Podsumowując, Vikings Gone Wild to bardzo ciekawa forma deckbuildingu, rozszerzona o stawianie budynków, które mają dawać pewne korzyści. Klimatu w tym nie ma prawie wcale, ale obserwowanie jak zebrana talia zaczyna działać i przynosi zamierzone efekty rekompensuje tą drobną niedogodność z nawiązką. Dodatkowe karty czynią grę jeszcze bardziej ciekawszą i różnorodną, do której usiądziecie z dużą ochotą. Przy czteroosobowym gronie downtime może być zbyt wysoki, jednak po porządnym ograniu gry, będzie on praktycznie niewyczuwalny. Do 5 marca Games Factory Publishing prowadzi zbiórkę [KLIK] na grę, chociaż ta ufundowała się w niespełna 4 godziny! Teraz przed graczami zadanie odblokowania kolejnych, dodatkowych kart i serdecznie Was do tego zachęcam.    Grę do recenzji przekazało wydawnictwo Games Factory Publishing, dzięki!       Data wydania 2017 Liczba graczy 2-4 Sugerowana liczba graczy 2-3 Czas gry 45-70 minut Sugerowany wiek min. 14 lat Polski wydawca Games Factory Publishing

To niejako wymusiło na twórcach stworzenie takiego mechanizmu ataku, by ten nie przynosił zbyt wielu szkód przeciwnikom. Akcja ataku musi być przemyślana i zagrana w odpowiednim momencie - przeciwnik może uniemożliwić nam atak wyciągając z ręki kartę obrony, która pokrzyżuje nam plany. Ciekawie rozwiązano efekty ataku - budynków tak naprawdę nie da się zniszczyć, jednak za każdą zaatakowaną budowle otrzymamy określoną liczbę punktów. Dodatkowo, w swojej turze możemy atakować tylko jednego z graczy. To wszystko składa się na fajny mechanizm walki/interakcji między graczami - nie pozwala na zniszczenie przeciwnika i zrujnowania przyjemności z gry, a jedynie lekkie uszczypnięcie, którego na dłuższą metę i tak nie poczuje. 

W Wikingach siła

Vikings Gone Wild testowaliśmy we wszystkich wariantach liczby graczy. Zasady zmieniają się jedynie przy grze dwuosobowej - gramy do 40 punktów, karty obronne zyskują na znaczeniu, a rozgrywka staje się bardziej przemyślana. We czwórkę gra potrafi się porządnie dłużyć - czas oczekiwania na swoją kolej wydaje się ciągnąć w nieskończoność, gdy reszta graczy dobrze się bawi. Dodajmy do tego zasadę o przekazywaniu znacznika pierwszego gracza - ten kto w poprzedniej rundzie był pierwszy, będzie teraz czwarty - to naprawdę może zepsuć grę niektórym graczom. Najprzyjemniej grało się we trójkę - czas oczekiwania na swoją turę nie był aż tak wydłużony, kontrola nad sytuacją również była przyzwoita - Vikings Gone Wild ma być szybką grą i właśnie w takim składzie było to najlepiej widać.


   Vikings Gone Wild to strategiczna gra online, w którą możemy zagrać na smartfonach, tabletach i komputerach. Naszym zadaniem jest budowanie wioski wikingów, dbanie o jej surowce, obronność oraz atakowanie obcych wiosek - wszystko po to by zdobyć wieczną chwałę i dostąpić zaszczytu wstąpienia do Valhalli. Gracze spoza granic naszego kraju mogą już cieszyć się planszówkowym wydaniem gry, która opiera się na mechanice deckbuildingu, najbardziej znanej z powszechnie znanego Dominiona. W Polsce, do 5 marca Games Factory Publishing zbiera fundusze na wydanie polskiej edycji gry [KLIK]. Zapraszam na recenzję.   Za co zapłacisz?  W standardowej wielkości pudełku znajdziemy sporo dobrego. Duża przejrzysta plansza, instrukcja, która w prosty sposób tłumaczy wszelkie zasady, sporo kart różnych rodzajów - wojowników, surowców, budynków, budowli obronnych, bonusów - wszystko to, co można było spotkać w elektronicznej wersji Vikings Gone Wild. Do tego otrzymamy plansze dla graczy, znaczniki, żetony oraz drewniane beczki piwa i sztabki złota. Grafiki zostały utrzymane w oryginalnej wersji, mi przypominają komiksy oraz bajkowe wzory. Układ kart jest czytelny, dzięki czemu gracz od razu wie co dana karta oferuje i ile trzeba za nią zapłacić. Na plus należy zaliczyć spersonalizowaną wypraskę, dzięki której z łatwością poukładamy wszystkie elementy gry. Przydaje się to w przypadku kart - mamy ich naprawdę sporo, a rozłożenie wszystkich na planszy chwilkę zajmuje. Vikings Gone Wild pojawi się na polskim rynku dzięki wydawnictwu Games Factory Publishing, SCD poza wspieram.to została ustalona na poziomie 169,99 zł, jednak jeszcze przez 4 dni trwania zbiórki możecie ją kupić w okazyjnych cenach.         Zasady  Te są naprawdę proste i bardzo przejrzyste. Do tej pory nie byłem wielkim fanem mechaniki deckbuildingu, nie zostałem wiernym oddanym Dominiona. Po przeczytaniu angielskiej instrukcji, Vikings Gone Wild była dla mnie czymś nowym, świeżym i zachęcającym. Gracze tworzą własne talie z ogólnodostępnych kart, które muszą uprzednio kupić. Mechanizm zdobywania punktów opiera się na czymś innym niż w reszcie grach opartych na deckbuildingu, czyli wykonywaniu zadań oraz stawianiu budowli. Każdy z graczy ma do realizacji własne, losowe cele oraz główne, dostępne dla wszystkich, punktowane na koniec gry. To od nas zależy jak szybko wypełnimy osobistą misję, w jakim kierunku będzie rozwijała się nasza wioska, czy będziemy stawiać na obronę czy atakowanie przeciwników. Musimy pamiętać o produkcji surowców, kupowaniu niezbędnych kart i rozwijaniu wioski, tak by na sam koniec gry to nasze miasto było największe i przyniosło najwięcej punktów. Po zagraniu 5 kart, gracz odkłada je na bok razem ze zdobytymi w danej rundzie. Jeśli zabraknie 5 kart do gry, tasujemy wszystkie dostępne i tak do samego końca.        Gracze dodatkowo otrzymują karty pomocy, które porządkują grę i jej przebieg oraz punktacje za ataki. Te ostatnie mogą wydawać się lekko skomplikowane, jednak po zobaczeniu ataku w akcji, wszystko staje się sensowne i klarowne. Podsumowując to krótkie streszczenie - Vikings Gone Wild jest bardzo prostą i szybką w nauce grą. Nie wymaga znajomości ciężkich tytułów by znać działania skomplikowanych mechanik. To czysta zabawa.    Atak!  Po pierwszej partii nasunęło mi się jedno skojarzenie: Osadnicy: Narodziny Imperium. Vikings Gone Wild wykorzystują ten sam schemat budynków, które dają nam pewne surowce oraz dodają ciekawe efekty, możliwe do zastosowania podczas gry, zupełnie tak samo jak w grze Trzewiczka. Ogólnie mówiąc, wszystkie karty, na pierwszy rzut oka mogą się nam przydać i koniecznie będziemy chcieli je mieć, jednak warto opracować sobie pewną strategię i bacznie obserwować ruchy przeciwników. Gra kończy się w momencie zdobycia przez któregoś z graczy 30 punktów - nie jest to trudne, a potrzebny czas na ich zdobycie mija zdecydowanie zbyt szybko.        To niejako wymusiło na twórcach stworzenie takiego mechanizmu ataku, by ten nie przynosił zbyt wielu szkód przeciwnikom. Akcja ataku musi być przemyślana i zagrana w odpowiednim momencie - przeciwnik może uniemożliwić nam atak wyciągając z ręki kartę obrony, która pokrzyżuje nam plany. Ciekawie rozwiązano efekty ataku - budynków tak naprawdę nie da się zniszczyć, jednak za każdą zaatakowaną budowle otrzymamy określoną liczbę punktów. Dodatkowo, w swojej turze możemy atakować tylko jednego z graczy. To wszystko składa się na fajny mechanizm walki/interakcji między graczami - nie pozwala na zniszczenie przeciwnika i zrujnowania przyjemności z gry, a jedynie lekkie uszczypnięcie, którego na dłuższą metę i tak nie poczuje.   W Wikingach siła  Vikings Gone Wild testowaliśmy we wszystkich wariantach liczby graczy. Zasady zmieniają się jedynie przy grze dwuosobowej - gramy do 40 punktów, karty obronne zyskują na znaczeniu, a rozgrywka staje się bardziej przemyślana. We czwórkę gra potrafi się porządnie dłużyć - czas oczekiwania na swoją kolej wydaje się ciągnąć w nieskończoność, gdy reszta graczy dobrze się bawi. Dodajmy do tego zasadę o przekazywaniu znacznika pierwszego gracza - ten kto w poprzedniej rundzie był pierwszy, będzie teraz czwarty - to naprawdę może zepsuć grę niektórym graczom. Najprzyjemniej grało się we trójkę - czas oczekiwania na swoją turę nie był aż tak wydłużony, kontrola nad sytuacją również była przyzwoita - Vikings Gone Wild ma być szybką grą i właśnie w takim składzie było to najlepiej widać.       Uważaj na Lokiego!  Swój egzemplarz gry otrzymałem razem z dodatkowymi kartami z Kickstartera. Postanowiliśmy je dołączyć po paru rozgrywkach, żeby zobaczyć, czy rozgrywka bardzo się zmieni. Wniosek jest jeden - jest o wiele lepiej. Oczywiście, podstawowa wersja Vikings Gone Wild daje sporo radości i można w nią grać z przez długi okres czasu, jednak bonusowe karty dają o sobie znać. Ataki nadal tylko kąsają, ale w bardziej różnorodny sposób, karty budynków dają nowe, ciekawsze bonusy, pojawiają się nowe pomysły na strategie i kupowanie określonych budynków. Rozgrywka staje się jeszcze bardziej ciekawsza, a po rozegraniu kilku partii z bonusowymi kartami nie wyobrażam sobie grać bez nich. Takie same karty otrzymacie w polskiej wersji językowej - na wspieram to możecie odblokować jeszcze kilka z nich!       Pamiętajmy, że Vikings Gone Wild opiera się na jej elektronicznym oryginale. Wikingowie automatycznie większości z nas skojarzą się z ich mitologią lub popularnym serialem telewizyjnym. w VGW otrzymujemy karty z postaciami mitologicznymi, przedstawionymi w komiksowo-bajkowy sposób, ale wśród wojowników nie obeszło się bez wściekłych żółwi, katapult czy rozjuszonych świń. Klimat nordyckiej sagi gdzieś się ulatnia i próżno go szukać między kartami. Warto skupić się na zabawie i opracowaniu taktyki - jak dla mnie klimat jest praktycznie niewyczuwalny.    Dobrze się napić po ubiciu potwora!  Na koniec muszę napomknąć o dwóch wadach Vikings Gone Wild. Gra potrafi bardzo wolno się rozkręcić. Czas pomiędzy rozpoczęciem gry, a faktycznym, efektywnym działaniem zbudowanej talii jest na tyle długi, że często nie odczujemy, że to faktycznie działa. Grając z doświadczonymi graczami i obytymi z zasadami i kartami VGW radość z gry nie będzie tak duża jak można się było tego spodziewać - zaawansowani gracze wiedzą jakie karty najlepiej kupować, mają własne taktyki, często szybko wyprzedzając w punktacji innych graczy, dążąc tylko i wyłącznie do końcowego zwycięstwa.           Werdykt  Podsumowując, Vikings Gone Wild to bardzo ciekawa forma deckbuildingu, rozszerzona o stawianie budynków, które mają dawać pewne korzyści. Klimatu w tym nie ma prawie wcale, ale obserwowanie jak zebrana talia zaczyna działać i przynosi zamierzone efekty rekompensuje tą drobną niedogodność z nawiązką. Dodatkowe karty czynią grę jeszcze bardziej ciekawszą i różnorodną, do której usiądziecie z dużą ochotą. Przy czteroosobowym gronie downtime może być zbyt wysoki, jednak po porządnym ograniu gry, będzie on praktycznie niewyczuwalny. Do 5 marca Games Factory Publishing prowadzi zbiórkę [KLIK] na grę, chociaż ta ufundowała się w niespełna 4 godziny! Teraz przed graczami zadanie odblokowania kolejnych, dodatkowych kart i serdecznie Was do tego zachęcam.    Grę do recenzji przekazało wydawnictwo Games Factory Publishing, dzięki!       Data wydania 2017 Liczba graczy 2-4 Sugerowana liczba graczy 2-3 Czas gry 45-70 minut Sugerowany wiek min. 14 lat Polski wydawca Games Factory Publishing

Uważaj na Lokiego!

Swój egzemplarz gry otrzymałem razem z dodatkowymi kartami z Kickstartera. Postanowiliśmy je dołączyć po paru rozgrywkach, żeby zobaczyć, czy rozgrywka bardzo się zmieni. Wniosek jest jeden - jest o wiele lepiej. Oczywiście, podstawowa wersja Vikings Gone Wild daje sporo radości i można w nią grać z przez długi okres czasu, jednak bonusowe karty dają o sobie znać. Ataki nadal tylko kąsają, ale w bardziej różnorodny sposób, karty budynków dają nowe, ciekawsze bonusy, pojawiają się nowe pomysły na strategie i kupowanie określonych budynków. Rozgrywka staje się jeszcze bardziej ciekawsza, a po rozegraniu kilku partii z bonusowymi kartami nie wyobrażam sobie grać bez nich. Takie same karty otrzymacie w polskiej wersji językowej - na wspieram to możecie odblokować jeszcze kilka z nich!

   Vikings Gone Wild to strategiczna gra online, w którą możemy zagrać na smartfonach, tabletach i komputerach. Naszym zadaniem jest budowanie wioski wikingów, dbanie o jej surowce, obronność oraz atakowanie obcych wiosek - wszystko po to by zdobyć wieczną chwałę i dostąpić zaszczytu wstąpienia do Valhalli. Gracze spoza granic naszego kraju mogą już cieszyć się planszówkowym wydaniem gry, która opiera się na mechanice deckbuildingu, najbardziej znanej z powszechnie znanego Dominiona. W Polsce, do 5 marca Games Factory Publishing zbiera fundusze na wydanie polskiej edycji gry [KLIK]. Zapraszam na recenzję.   Za co zapłacisz?  W standardowej wielkości pudełku znajdziemy sporo dobrego. Duża przejrzysta plansza, instrukcja, która w prosty sposób tłumaczy wszelkie zasady, sporo kart różnych rodzajów - wojowników, surowców, budynków, budowli obronnych, bonusów - wszystko to, co można było spotkać w elektronicznej wersji Vikings Gone Wild. Do tego otrzymamy plansze dla graczy, znaczniki, żetony oraz drewniane beczki piwa i sztabki złota. Grafiki zostały utrzymane w oryginalnej wersji, mi przypominają komiksy oraz bajkowe wzory. Układ kart jest czytelny, dzięki czemu gracz od razu wie co dana karta oferuje i ile trzeba za nią zapłacić. Na plus należy zaliczyć spersonalizowaną wypraskę, dzięki której z łatwością poukładamy wszystkie elementy gry. Przydaje się to w przypadku kart - mamy ich naprawdę sporo, a rozłożenie wszystkich na planszy chwilkę zajmuje. Vikings Gone Wild pojawi się na polskim rynku dzięki wydawnictwu Games Factory Publishing, SCD poza wspieram.to została ustalona na poziomie 169,99 zł, jednak jeszcze przez 4 dni trwania zbiórki możecie ją kupić w okazyjnych cenach.         Zasady  Te są naprawdę proste i bardzo przejrzyste. Do tej pory nie byłem wielkim fanem mechaniki deckbuildingu, nie zostałem wiernym oddanym Dominiona. Po przeczytaniu angielskiej instrukcji, Vikings Gone Wild była dla mnie czymś nowym, świeżym i zachęcającym. Gracze tworzą własne talie z ogólnodostępnych kart, które muszą uprzednio kupić. Mechanizm zdobywania punktów opiera się na czymś innym niż w reszcie grach opartych na deckbuildingu, czyli wykonywaniu zadań oraz stawianiu budowli. Każdy z graczy ma do realizacji własne, losowe cele oraz główne, dostępne dla wszystkich, punktowane na koniec gry. To od nas zależy jak szybko wypełnimy osobistą misję, w jakim kierunku będzie rozwijała się nasza wioska, czy będziemy stawiać na obronę czy atakowanie przeciwników. Musimy pamiętać o produkcji surowców, kupowaniu niezbędnych kart i rozwijaniu wioski, tak by na sam koniec gry to nasze miasto było największe i przyniosło najwięcej punktów. Po zagraniu 5 kart, gracz odkłada je na bok razem ze zdobytymi w danej rundzie. Jeśli zabraknie 5 kart do gry, tasujemy wszystkie dostępne i tak do samego końca.        Gracze dodatkowo otrzymują karty pomocy, które porządkują grę i jej przebieg oraz punktacje za ataki. Te ostatnie mogą wydawać się lekko skomplikowane, jednak po zobaczeniu ataku w akcji, wszystko staje się sensowne i klarowne. Podsumowując to krótkie streszczenie - Vikings Gone Wild jest bardzo prostą i szybką w nauce grą. Nie wymaga znajomości ciężkich tytułów by znać działania skomplikowanych mechanik. To czysta zabawa.    Atak!  Po pierwszej partii nasunęło mi się jedno skojarzenie: Osadnicy: Narodziny Imperium. Vikings Gone Wild wykorzystują ten sam schemat budynków, które dają nam pewne surowce oraz dodają ciekawe efekty, możliwe do zastosowania podczas gry, zupełnie tak samo jak w grze Trzewiczka. Ogólnie mówiąc, wszystkie karty, na pierwszy rzut oka mogą się nam przydać i koniecznie będziemy chcieli je mieć, jednak warto opracować sobie pewną strategię i bacznie obserwować ruchy przeciwników. Gra kończy się w momencie zdobycia przez któregoś z graczy 30 punktów - nie jest to trudne, a potrzebny czas na ich zdobycie mija zdecydowanie zbyt szybko.        To niejako wymusiło na twórcach stworzenie takiego mechanizmu ataku, by ten nie przynosił zbyt wielu szkód przeciwnikom. Akcja ataku musi być przemyślana i zagrana w odpowiednim momencie - przeciwnik może uniemożliwić nam atak wyciągając z ręki kartę obrony, która pokrzyżuje nam plany. Ciekawie rozwiązano efekty ataku - budynków tak naprawdę nie da się zniszczyć, jednak za każdą zaatakowaną budowle otrzymamy określoną liczbę punktów. Dodatkowo, w swojej turze możemy atakować tylko jednego z graczy. To wszystko składa się na fajny mechanizm walki/interakcji między graczami - nie pozwala na zniszczenie przeciwnika i zrujnowania przyjemności z gry, a jedynie lekkie uszczypnięcie, którego na dłuższą metę i tak nie poczuje.   W Wikingach siła  Vikings Gone Wild testowaliśmy we wszystkich wariantach liczby graczy. Zasady zmieniają się jedynie przy grze dwuosobowej - gramy do 40 punktów, karty obronne zyskują na znaczeniu, a rozgrywka staje się bardziej przemyślana. We czwórkę gra potrafi się porządnie dłużyć - czas oczekiwania na swoją kolej wydaje się ciągnąć w nieskończoność, gdy reszta graczy dobrze się bawi. Dodajmy do tego zasadę o przekazywaniu znacznika pierwszego gracza - ten kto w poprzedniej rundzie był pierwszy, będzie teraz czwarty - to naprawdę może zepsuć grę niektórym graczom. Najprzyjemniej grało się we trójkę - czas oczekiwania na swoją turę nie był aż tak wydłużony, kontrola nad sytuacją również była przyzwoita - Vikings Gone Wild ma być szybką grą i właśnie w takim składzie było to najlepiej widać.       Uważaj na Lokiego!  Swój egzemplarz gry otrzymałem razem z dodatkowymi kartami z Kickstartera. Postanowiliśmy je dołączyć po paru rozgrywkach, żeby zobaczyć, czy rozgrywka bardzo się zmieni. Wniosek jest jeden - jest o wiele lepiej. Oczywiście, podstawowa wersja Vikings Gone Wild daje sporo radości i można w nią grać z przez długi okres czasu, jednak bonusowe karty dają o sobie znać. Ataki nadal tylko kąsają, ale w bardziej różnorodny sposób, karty budynków dają nowe, ciekawsze bonusy, pojawiają się nowe pomysły na strategie i kupowanie określonych budynków. Rozgrywka staje się jeszcze bardziej ciekawsza, a po rozegraniu kilku partii z bonusowymi kartami nie wyobrażam sobie grać bez nich. Takie same karty otrzymacie w polskiej wersji językowej - na wspieram to możecie odblokować jeszcze kilka z nich!       Pamiętajmy, że Vikings Gone Wild opiera się na jej elektronicznym oryginale. Wikingowie automatycznie większości z nas skojarzą się z ich mitologią lub popularnym serialem telewizyjnym. w VGW otrzymujemy karty z postaciami mitologicznymi, przedstawionymi w komiksowo-bajkowy sposób, ale wśród wojowników nie obeszło się bez wściekłych żółwi, katapult czy rozjuszonych świń. Klimat nordyckiej sagi gdzieś się ulatnia i próżno go szukać między kartami. Warto skupić się na zabawie i opracowaniu taktyki - jak dla mnie klimat jest praktycznie niewyczuwalny.    Dobrze się napić po ubiciu potwora!  Na koniec muszę napomknąć o dwóch wadach Vikings Gone Wild. Gra potrafi bardzo wolno się rozkręcić. Czas pomiędzy rozpoczęciem gry, a faktycznym, efektywnym działaniem zbudowanej talii jest na tyle długi, że często nie odczujemy, że to faktycznie działa. Grając z doświadczonymi graczami i obytymi z zasadami i kartami VGW radość z gry nie będzie tak duża jak można się było tego spodziewać - zaawansowani gracze wiedzą jakie karty najlepiej kupować, mają własne taktyki, często szybko wyprzedzając w punktacji innych graczy, dążąc tylko i wyłącznie do końcowego zwycięstwa.           Werdykt  Podsumowując, Vikings Gone Wild to bardzo ciekawa forma deckbuildingu, rozszerzona o stawianie budynków, które mają dawać pewne korzyści. Klimatu w tym nie ma prawie wcale, ale obserwowanie jak zebrana talia zaczyna działać i przynosi zamierzone efekty rekompensuje tą drobną niedogodność z nawiązką. Dodatkowe karty czynią grę jeszcze bardziej ciekawszą i różnorodną, do której usiądziecie z dużą ochotą. Przy czteroosobowym gronie downtime może być zbyt wysoki, jednak po porządnym ograniu gry, będzie on praktycznie niewyczuwalny. Do 5 marca Games Factory Publishing prowadzi zbiórkę [KLIK] na grę, chociaż ta ufundowała się w niespełna 4 godziny! Teraz przed graczami zadanie odblokowania kolejnych, dodatkowych kart i serdecznie Was do tego zachęcam.    Grę do recenzji przekazało wydawnictwo Games Factory Publishing, dzięki!       Data wydania 2017 Liczba graczy 2-4 Sugerowana liczba graczy 2-3 Czas gry 45-70 minut Sugerowany wiek min. 14 lat Polski wydawca Games Factory Publishing


Pamiętajmy, że Vikings Gone Wild opiera się na jej elektronicznym oryginale. Wikingowie automatycznie większości z nas skojarzą się z ich mitologią lub popularnym serialem telewizyjnym. w VGW otrzymujemy karty z postaciami mitologicznymi, przedstawionymi w komiksowo-bajkowy sposób, ale wśród wojowników nie obeszło się bez wściekłych żółwi, katapult czy rozjuszonych świń. Klimat nordyckiej sagi gdzieś się ulatnia i próżno go szukać między kartami. Warto skupić się na zabawie i opracowaniu taktyki - jak dla mnie klimat jest praktycznie niewyczuwalny.

   Vikings Gone Wild to strategiczna gra online, w którą możemy zagrać na smartfonach, tabletach i komputerach. Naszym zadaniem jest budowanie wioski wikingów, dbanie o jej surowce, obronność oraz atakowanie obcych wiosek - wszystko po to by zdobyć wieczną chwałę i dostąpić zaszczytu wstąpienia do Valhalli. Gracze spoza granic naszego kraju mogą już cieszyć się planszówkowym wydaniem gry, która opiera się na mechanice deckbuildingu, najbardziej znanej z powszechnie znanego Dominiona. W Polsce, do 5 marca Games Factory Publishing zbiera fundusze na wydanie polskiej edycji gry [KLIK]. Zapraszam na recenzję.   Za co zapłacisz?  W standardowej wielkości pudełku znajdziemy sporo dobrego. Duża przejrzysta plansza, instrukcja, która w prosty sposób tłumaczy wszelkie zasady, sporo kart różnych rodzajów - wojowników, surowców, budynków, budowli obronnych, bonusów - wszystko to, co można było spotkać w elektronicznej wersji Vikings Gone Wild. Do tego otrzymamy plansze dla graczy, znaczniki, żetony oraz drewniane beczki piwa i sztabki złota. Grafiki zostały utrzymane w oryginalnej wersji, mi przypominają komiksy oraz bajkowe wzory. Układ kart jest czytelny, dzięki czemu gracz od razu wie co dana karta oferuje i ile trzeba za nią zapłacić. Na plus należy zaliczyć spersonalizowaną wypraskę, dzięki której z łatwością poukładamy wszystkie elementy gry. Przydaje się to w przypadku kart - mamy ich naprawdę sporo, a rozłożenie wszystkich na planszy chwilkę zajmuje. Vikings Gone Wild pojawi się na polskim rynku dzięki wydawnictwu Games Factory Publishing, SCD poza wspieram.to została ustalona na poziomie 169,99 zł, jednak jeszcze przez 4 dni trwania zbiórki możecie ją kupić w okazyjnych cenach.         Zasady  Te są naprawdę proste i bardzo przejrzyste. Do tej pory nie byłem wielkim fanem mechaniki deckbuildingu, nie zostałem wiernym oddanym Dominiona. Po przeczytaniu angielskiej instrukcji, Vikings Gone Wild była dla mnie czymś nowym, świeżym i zachęcającym. Gracze tworzą własne talie z ogólnodostępnych kart, które muszą uprzednio kupić. Mechanizm zdobywania punktów opiera się na czymś innym niż w reszcie grach opartych na deckbuildingu, czyli wykonywaniu zadań oraz stawianiu budowli. Każdy z graczy ma do realizacji własne, losowe cele oraz główne, dostępne dla wszystkich, punktowane na koniec gry. To od nas zależy jak szybko wypełnimy osobistą misję, w jakim kierunku będzie rozwijała się nasza wioska, czy będziemy stawiać na obronę czy atakowanie przeciwników. Musimy pamiętać o produkcji surowców, kupowaniu niezbędnych kart i rozwijaniu wioski, tak by na sam koniec gry to nasze miasto było największe i przyniosło najwięcej punktów. Po zagraniu 5 kart, gracz odkłada je na bok razem ze zdobytymi w danej rundzie. Jeśli zabraknie 5 kart do gry, tasujemy wszystkie dostępne i tak do samego końca.        Gracze dodatkowo otrzymują karty pomocy, które porządkują grę i jej przebieg oraz punktacje za ataki. Te ostatnie mogą wydawać się lekko skomplikowane, jednak po zobaczeniu ataku w akcji, wszystko staje się sensowne i klarowne. Podsumowując to krótkie streszczenie - Vikings Gone Wild jest bardzo prostą i szybką w nauce grą. Nie wymaga znajomości ciężkich tytułów by znać działania skomplikowanych mechanik. To czysta zabawa.    Atak!  Po pierwszej partii nasunęło mi się jedno skojarzenie: Osadnicy: Narodziny Imperium. Vikings Gone Wild wykorzystują ten sam schemat budynków, które dają nam pewne surowce oraz dodają ciekawe efekty, możliwe do zastosowania podczas gry, zupełnie tak samo jak w grze Trzewiczka. Ogólnie mówiąc, wszystkie karty, na pierwszy rzut oka mogą się nam przydać i koniecznie będziemy chcieli je mieć, jednak warto opracować sobie pewną strategię i bacznie obserwować ruchy przeciwników. Gra kończy się w momencie zdobycia przez któregoś z graczy 30 punktów - nie jest to trudne, a potrzebny czas na ich zdobycie mija zdecydowanie zbyt szybko.        To niejako wymusiło na twórcach stworzenie takiego mechanizmu ataku, by ten nie przynosił zbyt wielu szkód przeciwnikom. Akcja ataku musi być przemyślana i zagrana w odpowiednim momencie - przeciwnik może uniemożliwić nam atak wyciągając z ręki kartę obrony, która pokrzyżuje nam plany. Ciekawie rozwiązano efekty ataku - budynków tak naprawdę nie da się zniszczyć, jednak za każdą zaatakowaną budowle otrzymamy określoną liczbę punktów. Dodatkowo, w swojej turze możemy atakować tylko jednego z graczy. To wszystko składa się na fajny mechanizm walki/interakcji między graczami - nie pozwala na zniszczenie przeciwnika i zrujnowania przyjemności z gry, a jedynie lekkie uszczypnięcie, którego na dłuższą metę i tak nie poczuje.   W Wikingach siła  Vikings Gone Wild testowaliśmy we wszystkich wariantach liczby graczy. Zasady zmieniają się jedynie przy grze dwuosobowej - gramy do 40 punktów, karty obronne zyskują na znaczeniu, a rozgrywka staje się bardziej przemyślana. We czwórkę gra potrafi się porządnie dłużyć - czas oczekiwania na swoją kolej wydaje się ciągnąć w nieskończoność, gdy reszta graczy dobrze się bawi. Dodajmy do tego zasadę o przekazywaniu znacznika pierwszego gracza - ten kto w poprzedniej rundzie był pierwszy, będzie teraz czwarty - to naprawdę może zepsuć grę niektórym graczom. Najprzyjemniej grało się we trójkę - czas oczekiwania na swoją turę nie był aż tak wydłużony, kontrola nad sytuacją również była przyzwoita - Vikings Gone Wild ma być szybką grą i właśnie w takim składzie było to najlepiej widać.       Uważaj na Lokiego!  Swój egzemplarz gry otrzymałem razem z dodatkowymi kartami z Kickstartera. Postanowiliśmy je dołączyć po paru rozgrywkach, żeby zobaczyć, czy rozgrywka bardzo się zmieni. Wniosek jest jeden - jest o wiele lepiej. Oczywiście, podstawowa wersja Vikings Gone Wild daje sporo radości i można w nią grać z przez długi okres czasu, jednak bonusowe karty dają o sobie znać. Ataki nadal tylko kąsają, ale w bardziej różnorodny sposób, karty budynków dają nowe, ciekawsze bonusy, pojawiają się nowe pomysły na strategie i kupowanie określonych budynków. Rozgrywka staje się jeszcze bardziej ciekawsza, a po rozegraniu kilku partii z bonusowymi kartami nie wyobrażam sobie grać bez nich. Takie same karty otrzymacie w polskiej wersji językowej - na wspieram to możecie odblokować jeszcze kilka z nich!       Pamiętajmy, że Vikings Gone Wild opiera się na jej elektronicznym oryginale. Wikingowie automatycznie większości z nas skojarzą się z ich mitologią lub popularnym serialem telewizyjnym. w VGW otrzymujemy karty z postaciami mitologicznymi, przedstawionymi w komiksowo-bajkowy sposób, ale wśród wojowników nie obeszło się bez wściekłych żółwi, katapult czy rozjuszonych świń. Klimat nordyckiej sagi gdzieś się ulatnia i próżno go szukać między kartami. Warto skupić się na zabawie i opracowaniu taktyki - jak dla mnie klimat jest praktycznie niewyczuwalny.    Dobrze się napić po ubiciu potwora!  Na koniec muszę napomknąć o dwóch wadach Vikings Gone Wild. Gra potrafi bardzo wolno się rozkręcić. Czas pomiędzy rozpoczęciem gry, a faktycznym, efektywnym działaniem zbudowanej talii jest na tyle długi, że często nie odczujemy, że to faktycznie działa. Grając z doświadczonymi graczami i obytymi z zasadami i kartami VGW radość z gry nie będzie tak duża jak można się było tego spodziewać - zaawansowani gracze wiedzą jakie karty najlepiej kupować, mają własne taktyki, często szybko wyprzedzając w punktacji innych graczy, dążąc tylko i wyłącznie do końcowego zwycięstwa.           Werdykt  Podsumowując, Vikings Gone Wild to bardzo ciekawa forma deckbuildingu, rozszerzona o stawianie budynków, które mają dawać pewne korzyści. Klimatu w tym nie ma prawie wcale, ale obserwowanie jak zebrana talia zaczyna działać i przynosi zamierzone efekty rekompensuje tą drobną niedogodność z nawiązką. Dodatkowe karty czynią grę jeszcze bardziej ciekawszą i różnorodną, do której usiądziecie z dużą ochotą. Przy czteroosobowym gronie downtime może być zbyt wysoki, jednak po porządnym ograniu gry, będzie on praktycznie niewyczuwalny. Do 5 marca Games Factory Publishing prowadzi zbiórkę [KLIK] na grę, chociaż ta ufundowała się w niespełna 4 godziny! Teraz przed graczami zadanie odblokowania kolejnych, dodatkowych kart i serdecznie Was do tego zachęcam.    Grę do recenzji przekazało wydawnictwo Games Factory Publishing, dzięki!       Data wydania 2017 Liczba graczy 2-4 Sugerowana liczba graczy 2-3 Czas gry 45-70 minut Sugerowany wiek min. 14 lat Polski wydawca Games Factory Publishing

Dobrze się napić po ubiciu potwora!

Na koniec muszę napomknąć o dwóch wadach Vikings Gone Wild. Gra potrafi bardzo wolno się rozkręcić. Czas pomiędzy rozpoczęciem gry, a faktycznym, efektywnym działaniem zbudowanej talii jest na tyle długi, że często nie odczujemy, że to faktycznie działa. Grając z doświadczonymi graczami i obytymi z zasadami i kartami VGW radość z gry nie będzie tak duża jak można się było tego spodziewać - zaawansowani gracze wiedzą jakie karty najlepiej kupować, mają własne taktyki, często szybko wyprzedzając w punktacji innych graczy, dążąc tylko i wyłącznie do końcowego zwycięstwa. 

   Vikings Gone Wild to strategiczna gra online, w którą możemy zagrać na smartfonach, tabletach i komputerach. Naszym zadaniem jest budowanie wioski wikingów, dbanie o jej surowce, obronność oraz atakowanie obcych wiosek - wszystko po to by zdobyć wieczną chwałę i dostąpić zaszczytu wstąpienia do Valhalli. Gracze spoza granic naszego kraju mogą już cieszyć się planszówkowym wydaniem gry, która opiera się na mechanice deckbuildingu, najbardziej znanej z powszechnie znanego Dominiona. W Polsce, do 5 marca Games Factory Publishing zbiera fundusze na wydanie polskiej edycji gry [KLIK]. Zapraszam na recenzję.   Za co zapłacisz?  W standardowej wielkości pudełku znajdziemy sporo dobrego. Duża przejrzysta plansza, instrukcja, która w prosty sposób tłumaczy wszelkie zasady, sporo kart różnych rodzajów - wojowników, surowców, budynków, budowli obronnych, bonusów - wszystko to, co można było spotkać w elektronicznej wersji Vikings Gone Wild. Do tego otrzymamy plansze dla graczy, znaczniki, żetony oraz drewniane beczki piwa i sztabki złota. Grafiki zostały utrzymane w oryginalnej wersji, mi przypominają komiksy oraz bajkowe wzory. Układ kart jest czytelny, dzięki czemu gracz od razu wie co dana karta oferuje i ile trzeba za nią zapłacić. Na plus należy zaliczyć spersonalizowaną wypraskę, dzięki której z łatwością poukładamy wszystkie elementy gry. Przydaje się to w przypadku kart - mamy ich naprawdę sporo, a rozłożenie wszystkich na planszy chwilkę zajmuje. Vikings Gone Wild pojawi się na polskim rynku dzięki wydawnictwu Games Factory Publishing, SCD poza wspieram.to została ustalona na poziomie 169,99 zł, jednak jeszcze przez 4 dni trwania zbiórki możecie ją kupić w okazyjnych cenach.         Zasady  Te są naprawdę proste i bardzo przejrzyste. Do tej pory nie byłem wielkim fanem mechaniki deckbuildingu, nie zostałem wiernym oddanym Dominiona. Po przeczytaniu angielskiej instrukcji, Vikings Gone Wild była dla mnie czymś nowym, świeżym i zachęcającym. Gracze tworzą własne talie z ogólnodostępnych kart, które muszą uprzednio kupić. Mechanizm zdobywania punktów opiera się na czymś innym niż w reszcie grach opartych na deckbuildingu, czyli wykonywaniu zadań oraz stawianiu budowli. Każdy z graczy ma do realizacji własne, losowe cele oraz główne, dostępne dla wszystkich, punktowane na koniec gry. To od nas zależy jak szybko wypełnimy osobistą misję, w jakim kierunku będzie rozwijała się nasza wioska, czy będziemy stawiać na obronę czy atakowanie przeciwników. Musimy pamiętać o produkcji surowców, kupowaniu niezbędnych kart i rozwijaniu wioski, tak by na sam koniec gry to nasze miasto było największe i przyniosło najwięcej punktów. Po zagraniu 5 kart, gracz odkłada je na bok razem ze zdobytymi w danej rundzie. Jeśli zabraknie 5 kart do gry, tasujemy wszystkie dostępne i tak do samego końca.        Gracze dodatkowo otrzymują karty pomocy, które porządkują grę i jej przebieg oraz punktacje za ataki. Te ostatnie mogą wydawać się lekko skomplikowane, jednak po zobaczeniu ataku w akcji, wszystko staje się sensowne i klarowne. Podsumowując to krótkie streszczenie - Vikings Gone Wild jest bardzo prostą i szybką w nauce grą. Nie wymaga znajomości ciężkich tytułów by znać działania skomplikowanych mechanik. To czysta zabawa.    Atak!  Po pierwszej partii nasunęło mi się jedno skojarzenie: Osadnicy: Narodziny Imperium. Vikings Gone Wild wykorzystują ten sam schemat budynków, które dają nam pewne surowce oraz dodają ciekawe efekty, możliwe do zastosowania podczas gry, zupełnie tak samo jak w grze Trzewiczka. Ogólnie mówiąc, wszystkie karty, na pierwszy rzut oka mogą się nam przydać i koniecznie będziemy chcieli je mieć, jednak warto opracować sobie pewną strategię i bacznie obserwować ruchy przeciwników. Gra kończy się w momencie zdobycia przez któregoś z graczy 30 punktów - nie jest to trudne, a potrzebny czas na ich zdobycie mija zdecydowanie zbyt szybko.        To niejako wymusiło na twórcach stworzenie takiego mechanizmu ataku, by ten nie przynosił zbyt wielu szkód przeciwnikom. Akcja ataku musi być przemyślana i zagrana w odpowiednim momencie - przeciwnik może uniemożliwić nam atak wyciągając z ręki kartę obrony, która pokrzyżuje nam plany. Ciekawie rozwiązano efekty ataku - budynków tak naprawdę nie da się zniszczyć, jednak za każdą zaatakowaną budowle otrzymamy określoną liczbę punktów. Dodatkowo, w swojej turze możemy atakować tylko jednego z graczy. To wszystko składa się na fajny mechanizm walki/interakcji między graczami - nie pozwala na zniszczenie przeciwnika i zrujnowania przyjemności z gry, a jedynie lekkie uszczypnięcie, którego na dłuższą metę i tak nie poczuje.   W Wikingach siła  Vikings Gone Wild testowaliśmy we wszystkich wariantach liczby graczy. Zasady zmieniają się jedynie przy grze dwuosobowej - gramy do 40 punktów, karty obronne zyskują na znaczeniu, a rozgrywka staje się bardziej przemyślana. We czwórkę gra potrafi się porządnie dłużyć - czas oczekiwania na swoją kolej wydaje się ciągnąć w nieskończoność, gdy reszta graczy dobrze się bawi. Dodajmy do tego zasadę o przekazywaniu znacznika pierwszego gracza - ten kto w poprzedniej rundzie był pierwszy, będzie teraz czwarty - to naprawdę może zepsuć grę niektórym graczom. Najprzyjemniej grało się we trójkę - czas oczekiwania na swoją turę nie był aż tak wydłużony, kontrola nad sytuacją również była przyzwoita - Vikings Gone Wild ma być szybką grą i właśnie w takim składzie było to najlepiej widać.       Uważaj na Lokiego!  Swój egzemplarz gry otrzymałem razem z dodatkowymi kartami z Kickstartera. Postanowiliśmy je dołączyć po paru rozgrywkach, żeby zobaczyć, czy rozgrywka bardzo się zmieni. Wniosek jest jeden - jest o wiele lepiej. Oczywiście, podstawowa wersja Vikings Gone Wild daje sporo radości i można w nią grać z przez długi okres czasu, jednak bonusowe karty dają o sobie znać. Ataki nadal tylko kąsają, ale w bardziej różnorodny sposób, karty budynków dają nowe, ciekawsze bonusy, pojawiają się nowe pomysły na strategie i kupowanie określonych budynków. Rozgrywka staje się jeszcze bardziej ciekawsza, a po rozegraniu kilku partii z bonusowymi kartami nie wyobrażam sobie grać bez nich. Takie same karty otrzymacie w polskiej wersji językowej - na wspieram to możecie odblokować jeszcze kilka z nich!       Pamiętajmy, że Vikings Gone Wild opiera się na jej elektronicznym oryginale. Wikingowie automatycznie większości z nas skojarzą się z ich mitologią lub popularnym serialem telewizyjnym. w VGW otrzymujemy karty z postaciami mitologicznymi, przedstawionymi w komiksowo-bajkowy sposób, ale wśród wojowników nie obeszło się bez wściekłych żółwi, katapult czy rozjuszonych świń. Klimat nordyckiej sagi gdzieś się ulatnia i próżno go szukać między kartami. Warto skupić się na zabawie i opracowaniu taktyki - jak dla mnie klimat jest praktycznie niewyczuwalny.    Dobrze się napić po ubiciu potwora!  Na koniec muszę napomknąć o dwóch wadach Vikings Gone Wild. Gra potrafi bardzo wolno się rozkręcić. Czas pomiędzy rozpoczęciem gry, a faktycznym, efektywnym działaniem zbudowanej talii jest na tyle długi, że często nie odczujemy, że to faktycznie działa. Grając z doświadczonymi graczami i obytymi z zasadami i kartami VGW radość z gry nie będzie tak duża jak można się było tego spodziewać - zaawansowani gracze wiedzą jakie karty najlepiej kupować, mają własne taktyki, często szybko wyprzedzając w punktacji innych graczy, dążąc tylko i wyłącznie do końcowego zwycięstwa.           Werdykt  Podsumowując, Vikings Gone Wild to bardzo ciekawa forma deckbuildingu, rozszerzona o stawianie budynków, które mają dawać pewne korzyści. Klimatu w tym nie ma prawie wcale, ale obserwowanie jak zebrana talia zaczyna działać i przynosi zamierzone efekty rekompensuje tą drobną niedogodność z nawiązką. Dodatkowe karty czynią grę jeszcze bardziej ciekawszą i różnorodną, do której usiądziecie z dużą ochotą. Przy czteroosobowym gronie downtime może być zbyt wysoki, jednak po porządnym ograniu gry, będzie on praktycznie niewyczuwalny. Do 5 marca Games Factory Publishing prowadzi zbiórkę [KLIK] na grę, chociaż ta ufundowała się w niespełna 4 godziny! Teraz przed graczami zadanie odblokowania kolejnych, dodatkowych kart i serdecznie Was do tego zachęcam.    Grę do recenzji przekazało wydawnictwo Games Factory Publishing, dzięki!       Data wydania 2017 Liczba graczy 2-4 Sugerowana liczba graczy 2-3 Czas gry 45-70 minut Sugerowany wiek min. 14 lat Polski wydawca Games Factory Publishing



Werdykt

Podsumowując, Vikings Gone Wild to bardzo ciekawa forma deckbuildingu, rozszerzona o stawianie budynków, które mają dawać pewne korzyści. Klimatu w tym nie ma prawie wcale, ale obserwowanie jak zebrana talia zaczyna działać i przynosi zamierzone efekty rekompensuje tą drobną niedogodność z nawiązką. Dodatkowe karty czynią grę jeszcze bardziej ciekawszą i różnorodną, do której usiądziecie z dużą ochotą. Przy czteroosobowym gronie downtime może być zbyt wysoki, jednak po porządnym ograniu gry, będzie on praktycznie niewyczuwalny. Do 5 marca Games Factory Publishing prowadzi zbiórkę [KLIK] na grę, chociaż ta ufundowała się w niespełna 4 godziny! Teraz przed graczami zadanie odblokowania kolejnych, dodatkowych kart i serdecznie Was do tego zachęcam.


Grę do recenzji przekazało wydawnictwo Games Factory Publishing, dzięki!



Data wydania 2017
Liczba graczy 2-4
Sugerowana liczba graczy 2-3
Czas gry 45-70 minut
Sugerowany wiek min. 14 lat
Polski wydawca Games Factory Publishing
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz