Ahh, gdyby tylko móc, choć na chwilę, podróżować po całym świecie, zwiedzać dalekie kraje, przeżywać niesamowite przygody.. Zawsze wpadałem w taki nastrój, gdy oglądałem Indianę Jonesa lub przygody sympatycznego Bibliotekarza. Wydawnictwa Rebel postanowiło wydać rodzinny tytuł, niejako nawiązujący do odkrywania skarbów i dalekich wypraw. Jak wypadła Ekspedycja? Zapraszam na recenzję.  Biorąc do ręki pudełko z Ekspedycją, miałem miłe wrażenie, że dostałem coś ekstra od wydawnictwa - pudło było za ciężkie w stosunku do ceny. Niestety, to po prostu kolejne warstwy kartonowych żetonów, których w Ekspedycji znajdziemy całe mnóstwo. Jeśli spojrzymy na okładkę gry, znajdziemy tam informację, że Rebel wydało grę na licencji znanego, niemieckiego wydawnictwa Queen Games, które już dawno przyzwyczaiło graczy do solidnego wydawania swoich produktów.     Miłośników plastikowych figurek i różnorodności komponentów muszę ostrzec - Ekspedycja to, z jednym wyjątkiem, wyłącznie karton - figurki, kafle, żetony, plansza.. Na szczęście wszystko jest porządnie wydane, a karton na tyle gruby, by wytrzymał dużą liczbę rozgrywek, zwłaszcza z trochę młodszymi graczami. Ekspedycja, z założenia została skierowana do dwóch grup odbiorców - młodszych graczy i tych, którzy z planszówkami nie mają zbyt częstego kontaktu. Sama oprawa graficzna na to wskazuje – ilustracje są utrzymane w jednakowej koncepcji i stwarzają obraz kreskówkowej przygody, którą każdy młody chłopak chciał przeżyć.  Na pierwszy rzut oka, instrukcja jest dość długa, jednak znajdziemy w niej masę ilustracji i opisów wszystkich akcji, rozmieszczonych w taki sposób, by po 10 minutach lektury można było być pewnym, że bezbłędnie rozegramy pierwszą partię. Gracze wybierają swój kolor i otrzymują trzech poszukiwaczy, kafel początkowy oraz zegar. W swojej turze gracz musi wykonać 3 ruchy:  Rozmieszcza poszukiwaczy  Gracz rozmieszcza wszystkich swoich odkrywców w miejscach, na których można zdobyć pożądane przedmioty lub wykonać akcje. Lokacji do wyboru mamy sporo i trzeba naprawdę dobrze przemyśleć każdy swój ruch: Wysyłając poszukiwacza do obozu możemy zdobyć płytki wyposażenia. Za ich pomocą możemy zdobyć punkty zwycięstwa, wirtualne kości lub punkty i zegary. Wykopaliska dają nam różnorodne artefakty, które pod koniec gry możemy zamienić na punkty zwycięstwa. Podczas wyprawy możemy zdobyć wiele, ciekawych przedmiotów, zagadkowe artefakty, zegary, punkty zwycięstwa i mapy, które na koniec gry dadzą nam dodatkowe punkty.   Rzuca kością  Rzucamy wszystkimi kośćmi i porównujemy wyniki z miejscami, gdzie stoją nasi poszukiwacze przygód. Możemy dowolnie przyporządkować kości, ale w taki sposób, by otrzymać z nich jak najwięcej. W skrócie - jeśli jesteś w czepku urodzony, zdobędziesz dużo przedmiotów.  Czyści obszary  Zbieramy swoje figurki z plansz, dokładamy dodatkowe płytki, a kości przekazujemy następnemu graczowi.  Gramy w ten sposób, do momentu, gdy zabraknie płytek do zabrania ze stosu wyposażenia lub jednego z artefaktu lub zostaną ukończone dwie wyprawy. Graczy podliczają wszystkie swoje punkty, a osoba z największą ich ilością wygrywa grę.    Po pierwszej rozgrywce czułem lekki zawód. Ekspedycja miała być ciekawym tytułem z mechaniką worker-placement, gdzie każdy gracz po kolei umieszcza swoje figurki na różnych miejscach, a dopiero później wszyscy rzucamy kośćmi i zbieramy nagrody. Mocne było moje zdziwienie, gdy okazało się, że gracz w swojej turze wykłada wszystkie pionki, wykonuje akcje, sprząta po sobie i następny gracz może sobie grać. Budzi to kilka sprzecznych emocji.  Interakcja, której jestem fanem. W Ekspedycji jest ona kompletnie niewidoczna. Gracze nie mogą podkładać sobie kłód pod nogi, ani przeszkadzać sobie w żaden z możliwych sposobów. W drugą stronę też nie ma co patrzeć, elementy kooperacji nie występują, nie możemy ze sobą handlować. Da się natomiast wyczuć lekką nutkę rywalizacji i gonitwy, jednak nawet i ten element sprowadza się do rzutu kośćmi i proszenia o jak najlepszy wynik.    Po drugie, skalowalność. Trzeba powiedzieć wprost - im mniej graczy zasiądzie do Ekspedycji, tym będzie ciekawiej. Przy maksymalnej ilości zawodników rozgrywka znacząco się wydłuża, tury trwają w nieskończoność, a ilość czasu, jaką musimy przeczekać na swój ruch wypacza radość z gry. W praktyce wygląda to tak - doczekałeś swojej tury, nareszcie! Rozmyślasz, jakie ruchy wykonać, gdzie rozmieścić swoje figurki, tak by było to jak najbardziej opłacalne.. Ale zaraz! Przecież tutaj wszystko zależy od kości! Jest sens tak móżdżyć? Ale.. gdyby udałoby mi się wyrzucić te symbole, znacząco bym ich wyprzedził, chociaż na chwilę. A co robią pozostali? Mogą wyjść, zrobić herbatę, pogadać, włączyć TV i nic złego się nie stanie. Zerowa interakcja, o której już mówiłem, znacząco zmniejsza zainteresowanie grą. Jedyny moment, który może zdenerwować, to sytuacja, gdy płytka, którą sobie upatrzyłeś dwie tury temu została zabrana przez kogoś innego. Spokojnie! Płytek do wyboru jest w bród, na pewno znajdziesz coś wartościowego.    Grając z młodszymi kuzynami spróbowaliśmy czegoś innego. Grając w 4 osoby, postanowiliśmy podzielić się na dwa zespoły, które będą ze sobą rywalizować. Efekt był naprawdę zaskakujący, ale to wszystko dzięki ekscytacji młodszych graczy, na których pozytywnie działa grafika Ekspedycji oraz jej klimat.   Ekspedycja ma ściśle skonkretyzowanego odbiorcę. Są to albo osoby nieobyte z grami planszowymi, które po spróbowaniu Ekspedycji mogą skutecznie wciągnąć się w to wspaniałe hobby oraz rodziny z dziećmi. Świadczą o tym kreskówkowe grafiki, utrzymane w klimacie przygody oraz prostotą zasad i mechanik, które rządzą grą. Ruch gracza sprowadza się do 3, prostych czynności - lokacja figurek, rzut kośćmi, wzięcie zdobytych nagród. Banalne, prawda?     Ma to pewne konsekwencje, które już na starcie zrażą planszówkowych wyjadaczy. Na początku warto dać się ponieść planowaniu i wymyślaniu różnych taktyk, by nasz łupy były jak najbardziej obfite - możemy wykorzystywać kości wirtualne, niejako modyfikować wyniki. Sama idea planowania, poruszania nieustraszonym odkrywcą, rzucanie kośćmi, zdobywanie wartościowych artefaktów sprawdza się znakomicie, ale tylko w rodzinnym gronie, gdzie w rozgrywce biorą udział dzieci, dla których najbardziej interesująca jest tematyka gry. Z drugiej strony mamy ciągłe rzuty kośćmi, od których zależy, tak po prawdzie, wszystko. Gracze, którzy lubią planować i działać według ustalonej wcześniej taktyki, będą musieli zmierzyć się z kolejnymi falami frustracji i niemożności przeciwdziałania mechanice gry. Losowość w Ekspedycji stoi na ogromnym poziomie.  Chwilami można wyczuć klimat gry, podczas grania z dzieciakami, które naprawdę żywiołowo reagują na ruchy postaci oraz rzutu kośćmi. Jednak podczas nieco bardziej spokojnej rozgrywki klimat jest niemal niewyczuwalny. Pamiętajcie, że piszę te słowa mając uprzednio styczność z o wiele bardziej wymagającymi tytułami. Ekspedycja ma swoje wady, które dla mnie są zbyt widoczne, ale z drugiej strony to gra przeznaczona dla rodzin z dziećmi, a jej zadanie to zapewnić im radość. Czy może być coś lepszego?    Data wydania 2016 Liczba graczy 2-4 Sugerowana liczba graczy 2-3 Czas gry 60 minut Sugerowany wiek min. 6 lat Polski wydawca Rebel

Ahh, gdyby tylko móc, choć na chwilę, podróżować po całym świecie, zwiedzać dalekie kraje, przeżywać niesamowite przygody.. Zawsze wpadałem w taki nastrój, gdy oglądałem Indianę Jonesa lub przygody sympatycznego Bibliotekarza. Wydawnictwa Rebel postanowiło wydać rodzinny tytuł, niejako nawiązujący do odkrywania skarbów i dalekich wypraw. Jak wypadła Ekspedycja? Zapraszam na recenzję.


Dzisiaj mikołajki! Nie może być lepszego dnia na rozwiązanie konkursu, w którym do wygrania były między innymi świąteczne karty. Przesłaliście naprawdę sporo ogłoszeń, a Mikołaj miał bardzo trudny orzech do zgryzienia. Zapraszam na wyniki!



Arrrrghh! Piracka hołoto! Widzicie tą łajbę na horyzoncie?! Założę się o Twoją papugę Bill, że jest wypełniona świecącymi skarbami! Kto jest ze mną?! Chcecie się trochę wzbogacić chłopcy? Jack, kurs na bakburtę, pełne żagle!


Od dawna jestem zafascynowany legendami arturiańskimi. Król Artur to postać niezwykle tajemnicza, osnuta wieloma różnymi opowieściami i ciężko wskazać, która z nich ma historyczne poparcie, a która to legenda, stworzona na potrzeby średniowiecznego ludu. Rycerze, zamki, uwięzione królewny, kto z nas nie chciałby kiedyś być dzielnym rycerzem, ubrać ciężką zbroję i ruszyć na dalekie wyprawy? Takie klimaty proponuje nam hitowa gra imprezowa Avalon: Rycerze Króla Artura.


Mikołajki tuż tuż! Jeśli chcielibyście sprawić sobie naprawdę fajny prezent w postaci gier planszowych, mam dla Was fantastyczną propozycję! Wraz z wydawnictwami Trefl oraz Let's Play organizujemy konkurs, w którym do wygrania są ich pachnące farbą drukarską nowości. Więcej szczegółów znajdziecie poniżej!